wtorek, 19 maja 2015

Rozdział 4

-A teraz gdy wszyscy się już najedli, proszę udać się do swoich dormitoriów. Prefekci proszę odprowadzić pierwszoklasistów. Dobranoc. - Powiedziała Profesor McGonagal gdy wszyscy się już najedli, a jedzenie tak jak magicznie się pojawiło tak magicznie zniknęło. A uczniowie zaczęli wstawać i wychodzić z sali.
-Pierwszoroczni do mnie! Jestem Prefektem! - Krzyknął jakiś chłopak siedzący bardzo blisko pierwszoroczniaków.
Wszyscy pierwszoklasiści zebrali się przy nim. Ja na szczęście nie musiałam obchodzić naokoło stołu bo siedział po mojej stronie. Tak więc zebraliśmy się między naszym stołem a stołem Krukonów, który znajdował się za nami, gdzie po drugiej stronie ich stołu przy ścianie również stała grupka pierwszoklasistów. Przed nami Gryfoni również zaczęli się zbierać po drugiej stronie stołu, bliżej stołu Huffelpuffu niż naszego, a Puchoni zbierali się pod ścianą przy swoim stole.
-Idziemy. - Powiedział ten sam chłopak gdy wszyscy starsi uczniowie opuścili sale. - Trzymajcie się blisko. - Dodał i ruszył do wyjścia, a nowi Ślizgoni za nim. - Każdy z domów mieści się w innej części zamku. Nasz jest w lochach. Gryfoni w jakiejś wysokiej wieży, gdzieś na ostatnim piętrze. Krukoni również w jakiejś wieży. A Puchoni za to gdzieś blisko kuchni. Każdy zna położenie pozostałych trzech domów mniej więcej gdzie się znajdują. Ale nikt nie wie konkretnie w jakim miejscu i co go strzeże. Żeby dostać się do naszego domu trzeba znać hasło. W tym roku naszym hasłem jest "Wiąz". Uważajcie na schody, lubią robić numery. A także niektóre stopnie są fałszywe. Nadepnięcie na taki powoduje jego usunięcie a wy wpadniecie w dziurę. Zapamiętajcie sobie. - Tu zaczął podawać numery stopni w jakich schodach. W całym Hogwarcie takich stopni jest osiem. Wcale nie tak dużo. W końcu się zatrzymaliśmy. - Tutaj. - Wskazał portret starszego mężczyzny, a ten się uśmiechnął. - Witaj Salazarze.
-Witaj Karter. - Odpowiedział mężczyzna.
-Wiąz.
-Witam nowych. - Powiedział mężczyzna z obrazu uśmiechając się i gestem ręki zapraszając do środka otwierając się do wewnątrz. Weszliśmy do środka za Karterem. Przeszliśmy wąskim korytarzem, tunelem, z zaokrąglonym sufitem. Po dziewięciu czy dziesięciu krokach weszliśmy do wielkiego salonu. Z lewej był duży ładny kominek. Przed nim stała kanapa która może pomieść cztery a może nawet pięć osób, a długość kanapy jest taka sama jak długość kominka. Po obu stronach kanapy stoją dwa fotele. Na środku salonu były ustawione dwa duże okrągłe stoły a na około nich kanapy. Pod ścianą po prawej stronie stała kanapa, dalej cztery szachownice, a dalej w kącie trzy okrągłe stolik a wokół każdego z nich cztery fotele. Salon był znacznie wyższy niż ten krótki tunel którym tu weszliśmy. Na ścianach wisiało paręnaście a może i więcej obrazów sławnych Ślizgonów. Salon był urządzony w kolorach zieleni, czerni, srebra i bieli. W tej chwili Salon był wypełniony uczniami i tętnił życiem jakby to było wolne popołudnie.
-To jest Pokój Wspólny. Większość wolnego czasu wszyscy Ślizgoni spędzają tutaj. Do sypialni dojdziecie tym korytarzem. - Wskazał na tunel taki jak ten którym weszliśmy, po drugiej stronie pokoju. - Dziewczęce sypialnie są z lewej, a chłopięce z prawej. Waszemu rocznikowi wypadło trzecie piętro sypialń. Na drzwiach sypialni są nazwiska osób które będą je zamieszkiwać przez siedem lat nauki. Jak tylko odnajdziecie swój pokój możecie zdjąć tabliczki z nazwiskami. Wasze bagaże czekają już na was w waszych sypialniach. Jeśli macie ochotę możecie jeszcze posiedzieć tutaj, poczęstować się smakołykami które nasi bliźniacy załatwili z kuchni. A jeśli nie macie ochoty już nic jeść zawsze możecie poznać się ze starszymi kolegami, jesteśmy otwarci na nowe znajomości z młodszymi. W końcu Ślizgoni muszą trzymać się razem. Ponieważ pozostałe trzy domu nas nie lubią. Może zdarzają się wyjątki. Ale zazwyczaj są to niektóre osoby dla kilku Ślizgonów. Zazwyczaj rodzina. - Posłał nam uśmiech i odszedł do swoich przyjaciół. A grupa pierwszoroczniaków się rozeszła.
-Albus to miłe zaskoczenie że tu trafiłeś.
-No nieźle nas zaskoczyłeś.
-Jake, Michael. - Odezwał się do dwóch brunetów którzy siedzieli na jednej z kanap. - To są moi kuzyni.- Powiedział patrząc na nas, a to Scorie, Ninnet i Eldo.
-Cześć. - Powiedzieli bliźniacy. Posłałam im uśmiech i mówiąc równo z moim rodzeństwem.
-Hej.
-Hej Luke! Kuzynek przyszedł!
-Albus! - Powiedział wesoło Luke z lekko francuskim akcentem. - Miło cię tu widzieć.
-Ciebie też fajnie widzieć Luke. Gdzie dziewczyny?
-Tutaj! Hej Al! - Krzyknęła jakaś blondynka z francuskim akcentem.
-Cześć Al. - Powiedziała jakaś młodsza dziewczyna.
-Cześć wam. To też jest moje kuzynostwo. Luke, Victorie i Arietta. - Wskazał po kolei. - A to Scorie, Ninnet i Eldo.
-Miło was poznać.
-Was również miło poznać. - Powiedziała Arietta zaciągając francuskim akcentem jak jej starsza siostra i brat.
-O widzicie tych dwóch blondynów tam? Bliźniaków. To Lorcan i Lysander. Nasi rodzice są przyjaciółmi od szkolnych lat i my również. Tam jest ich młodsza siostra Sonia. Soren jest w Ravenclaw i Pandora również tam trafiła dziś. Gdzieś tutaj również kręcą się wnuki Remusa i Nimfadory Lupin. Remus zginął podczas wojny i Tonks została wdową z piątką dzieci. Wujek Teodor ma sześcioro dzieciaków z czego cała czwórka jest w Slytherinie, a dwoje jeszcze za młodych Teodor Junior dzisiaj został przydzielony. Wujek Nigel ma siedem dzieci dwie najstarsze córki są w Ravenclaw, później Reina jest w Gryffindorze. Astrid i Alek dzisiaj tu trafili, a Drake i Simba jeszcze są za młodzi. Ciocia Joanna wyszła za francuza, to też można wnioskować z nazwiska Lemar. Wszyscy są w Slytherinie i wszyscy starsi od nas po kolei od szóstej do drugiej klasy. Ciocia Tina wyszła za Bułgara jest to kuzyn Wiktora Kruma, tego sławnego szukającego i zawodnika w Turnieju Trójmagicznym w 1994 roku, a na imię ma Ricky Lemke. Mają sześć dzieci. Tamara jest tu w Slytherinie, Ernie trafił do Gryffindoru, bliźniaczki też są tu i Tayler dzisiaj tu został przydzielony. A Temari za rok trafi do Hogwartu. Wujek David ma osiem dzieci. Najstarsza kończy w tym roku szkołę jest z Gryffindoru. Edward i później bliźniacy Perl i Matt trafili do Ravenclaw. Malvi jest tu. Doris trafiła do Gryffindoru. No i bliźniacy Irmina i Jeremi są tutaj.
-Wow. Niezłą macie rodzinkę. - Powiedziała moja siostra.
-W sumie to Lupinowie to nie jest nasza rodzina. Ale nasi rodzice przyjaźnią się z Nimfadorą Tonks-Lupin i za życia przyjaźnili się z jej mężem, uczył ich nawet rok Obrony Przed Czarną Magią. I tak jak nasi rodzice mówili Tonks i Remusowi na ty, tak i mówili tak do ich dzieci, różniło ich tylko pare lat. A dzieci jednych jak i drugich, czyli naszych rodziców Rona, Hermiony, Harry'ego oraz Lupinów, my jesteśmy dla siebie kuzynostwem, a rodzice tych drugich dla nas to wujostwo. Tak po prostu.
-Dobra rozumiemy Sherlocku. - Powiedział Eldo, a ja się zaśmiałam krótko. Albus spojrzał na nas i chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował. Zrozumiał że nie musiał aż tak tego tłumaczyć. A wystarczyły dwa zdania.
-Ej Mariage! - Usłyszałam swoje nazwisko wykrzykiwane gdzieś z lewej. Odwróciłam się w tamtą stronę. Scorpius machnął rękę byśmy podeszli. W czwórkę podeszliśmy do niego. Ten przedstawił nam swoje kuzynostwo. Bliźniaków z trzeciej klasy Tashe i Evana, Jareda z drugiej klasy i Dianę w naszym wieku. Następnie kuzynostwo od strony ciotki Sophie z drugiej klasy i Marcus z pierwszej. Oraz swoich przyjaciół Nathaniel Zabini w naszym wieku. Amos i Gerard Nott z czwartej, Deina z trzeciej i Austin i Dorottie z pierwszej. Po godzinnej rozmowie wszyscy my pierwszoklasiści postanowiliśmy udać się do sypialni.
-Oo! Aikido! - Krzyknął Albus na widok dziewczyny o azjatyckich rysach twarzy.
-Al. - Powiedziała nieśmiało.
-To jest Aikido córka Cho Chang. Przyjaciółki Złotej Trójki. A to Scorie, Ninnet i Eldo Mariage.
-Miło was poznać. - Powiedziała.
-Ciebie też. - Odpowiedziałam za nas wszystkich.
Weszliśmy schodami na trzecie piętro, chłopcy udali się w prawo a my w lewo. Na drugich drzwiach od schodów były nazwiska Astrid Lupin, Aikido Bolin, Dorottie Nott i Miguela Eldorino. A na następnych drzwiach były nazwisko moje i siostry, oraz Greengras i Malfoy. Weszłyśmy do sypialni. Na jej środku była barierka w kształcie okręgu. Dalej po okręgu były ustawione cztery duże łóżka z ładnego jasnego drewna z zielonymi kotarami i srebrnymi frędzelkami doczepionymi do kotar. Przed każdym łóżkiem stały bagaże i kufry z inicjałami a na łóżkach klatki ze zwierzakami. Moje łóżko wypadło pomiędzy Dianą i Naomi, a dalej z prawej łóżko miała Ninnet.
-Wy macie dwa zwierzątka? - Spytała Naomi.
-Tak. Fretke kupiłam sama i sowę dostałam od Hermiony. Tak samo mój brat i siostra tyle że ona wolała kota od fretki.
-Jak się wabią? - Spytała Diana.
-To jest Rey. - Wskazałam na fretkę. - A to Elza.
-Kotek to Ferri. A sówka to Lykka.
-Fretka brata to Creem i jest biało czarna, a sowa to Chorn. Pewnie nie raz będziecie miały przyjemność spotkać jego oba zwierzątka.
-Pewnie tak. - Zaśmiała się Diana.
Klatki odłożyłam na półce wyżłobionej w ścianie między moim łóżkiem a łóżkiem Diany, którą dzielimy wspólnie. A drugą półkę zajmują Naomi i Ninnet która jest pomiędzy ich łóżkami. Nad każdą półką były dwa okna. Widok mieliśmy na jezioro i las. lepszy taki niż brak okien w pokoju tak jak jest w Pokoju Wspólnym i w sypialniach na pierwszym piętrze. Oraz widok z okna połowy w wodzie a połowy na powierzchni, a okien nie można otworzyć.
-A ty jakie masz zwierzątko w tej klatce? - Spytałam patrząc na klatkę trzymaną w jej rękach w której coś hałasowało.
-Królika. - Powiedziała z uśmiechem. - Tuti. - Postawiła klatkę obok mojej fretki. A po chwili z klatki wyłonił się biały pyszczek. - Naomi też ma królika ale czarnego i nazwała go Bizma. - Zaśmiała się wymawiając imię królika. A ona posłała jej mordercze spojrzenie, na co Diana tylko wzruszyła ramionami.
Opisując dalej pokój to przy drzwiach którymi tu weszłyśmy stoją cztery komody, po dwie z każdej strony. A w obu ścianach bocznych są drzwi. Jak się okazało oba pomieszczenia to łazienki z trzema ścianami prostymi, a czwartą tą która łączy się z naszym pokojem zaokrągloną, ponieważ nasz pokój jest kołem. Jak pewnie każdy. Zdawać się może że wszystko w tym domu jest symetryczne. Wszystkiego po równo z każdej strony. Dwa łóżka z prawej i dwa z lewej, jedna półka pomiędzy łóżkami z prawej i jedna półka pomiędzy łóżkami z lewej. Dwie komody po prawej i dwie komody po lewej. Łazienka z prawej i łazienka z lewej. I po mimo tego co przez te dwa tygodnie Finniganowie mówili o Slytherinie że jest taki i owaki, że najgorszy. Ja wcale nie mam takiego odczucia. Może to dziwne, a może nie. Może po prostu za mało wiem o świecie magii, choć w rzeczywistości tak jest. W prawdzie czarownicą jestem od urodzenia, a dowiedziałam się o tym w dniu jedenastych urodzin. A i tak musiałam czekać kilka miesięcy by dowiedzieć się więcej. W naszym pokoju stały także cztery fotele, dwa stoliki i cztery wieszaki oraz dwa duże lustra. Pokój jest duży i przestronny. Łóżka znajdują się po jednej stronie, a ściany boczne mają drzwi do łazienki oraz przy nich stoi okrągły stolik i dwa fotele przy nim, a na każdym zielonym fotelu biała i srebrna poduszka. Patrząc dalej jeden wieszak stoi pomiędzy dwoma komodami, a drugi bliżej ściany bocznej, niż środka pokoju i tak samo jest z obydwu stron. Lustra stoją pomiędzy komodami. Nad drzwiami do naszej sypialni wisi duży zegar. I dopiero teraz spostrzegłam że na fotelach leżą starannie ułożone nasze szaty z barwami Slytherinu. Długa szata z zielonym od wewnątrz kapturem i godłem Slytherinu na lewej piersi, srebrno zielony krawat z godłem naszego domu, srebrno zielony szalik, srebrno zielone rękawiczki, srebrno zielona czapka, zielona kamizelka ze srebrnym wykończeniem, zielono srebrny sweter, zielona koszulka z naszym godłem z krótkim rękawem i długim rękawem oraz srebrno zielona koszula w kratę z godłem naszego domu na lewej piersi. Na każdym fotelu leżały takie dwa komplety. Diana poszła pierwsza się wykąpać, ja w tym czasie rozpakowałam trochę moje bagaże. A gdy ona wyszła z łazienki to zaczęła rozpakowywać swoje kufry, a ja poszłam się umyć. Przebrana w pidżamą dwadzieścia minut później wyszłam z łazienki. Pogadałyśmy jeszcze chwilę i poszłyśmy spać gdy na zegarze wybiła północ. A hałas z Pokoju Wspólnego trzy piętra niżej wciąż nie malał.

Obudziłyśmy się w momencie w którym jakaś dziewczyna chyba z piątej, a może z szóstej klasy wpadła do naszego pokoju krzycząc że mamy wstawać bo za chwilę będziemy spóźnieni na śniadanie. Spojrzałam na zegar. Szósta pięćdziesiąt osiem. Za dwie minuty zacznie się śniadanie. Tym razem to ja pierwsza weszłam do łazienki. Pięć minut później wyszłam z łazienki a do niej za mną wpadła Diana. Zaczęłam ubierać się w mundurek szkolny, białą koszulę, czarną spódniczkę, białe kolanówki i czarne półbuty zakupione u Madame Malkin na pokątnej, zawiązałam krawat na szyi, założyłam szatę i czekając z Naomi na dziewczyny zastanawiałyśmy się we dwie jaki będziemy mieć plan zajęć.

-----------------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz