Właśnie minął drugi tydzień sierpnia gdy do naszego pokoju wszedł nasz opiekun.
-Macie gościa. Ktoś ze szkoły do was. Podobno rodzice zapisali was do jakiejś szkoły jak byliście jeszcze mali.
-Tak. Rodzice opowiadali nam o tym jak widzą naszą przyszłość. Chcieli też żebyśmy mieli najlepsze miejsca w dobrej szkole. - Powiedziała Ninnet. Jak zwykle wybitna, błyskotliwa odpowiedź. Godna jej mądrości.
-Proszę wejść panno Finnigan. - Powiedział opiekun i odszedł, a do pomieszczenia weszła wysoka kobieta o długich, lekko kręconych brązowych włosach. Zamknęła za sobą drzwi i zajęła miejsce przy stole.
-Witajcie. Ja nazywam się Hermiona Finnigan uczę Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami w Hogwarcie. Pewnie macie wiele pytań. Wiem. Sama miałam również mnóstwo pytań jak dostałam list.
-Też pani była w sierocińcu? - Spytała Ninnet.
-Nie. Jestem z rodziny mugoli.
-Mugoli? - Spytałam.
-Mugol to osoba nie posiadająca żadnych magicznych zdolności. Czyli ktoś taki jak wasz opiekun pan McGrey. Czy inne dzieciaki w tym ośrodku. Dostałam list i ani ja ani moi rodzice nie wiedzieli o co chodzi. Wy jesteście czarodziejami i pochodzicie z bardzo szlachetnego i starego rodu czarodziejów. W dniu w którym mieliście wypadek, mieliście poznać prawdę. Wasi rodzice chcieli wam powiedzieć że są czarodziejami i że wy też nimi jesteście. Wasi rodzice powiedzieli sobie że chcą dać swoim dzieciom zasmakować trochę mugolskiego życia, a potem pokazać im lepsze życie w świecie magii. Gdy dowiedzieliśmy się że wasza rodzina miała wypadek od razu wysłaliśmy do szpitala w którym byliście Medyków ze Świętego Munga, Szpitala Magicznych Chorób i Urazów. Dlatego Tobie Ninnet tak szybko stan zdrowia się polepszył. W ciągu jednej nocy z krytycznego, śmiertelnego stanu, zostałaś wyleczona do lekkich okaleczeń i obtłuczeń jakie mieli twoja siostra i brat. Nigdy nie zastanawiało was jak to się stało że w tak krótkim czasie obrażenia tak szybko się zmniejszyły?
-Lekarze mówili że to cud. Że rodzice nad nią czuwali i nie pozwolili zginąć. - Odezwałam się.
-A wracając do tematu. Mam nadzieję że chcecie iść do Hogwartu. - Spojrzałam najpierw na siostrę, później na brata i odezwałam się.
-Tak. Chcemy. Jeśli ma to oznaczać że tu nie zostaniemy.
-Hogwart to szkoła w której się mieszka podczas trwania roku szkolnego, a na wakacje trzeba wrócić do domu. Chodźcie czas zrobić zakupy. Weźcie listy ze sobą. - Powiedziała wstając z krzesła.
Z szuflady w szafce nocnej wyciągnęłam list z listą zakupów. I razem opuściliśmy nasz pokój, a następnie schodząc po schodach wyszliśmy z budynku. Wsiedliśmy do samochodu Pani Finnigan i odjechaliśmy sprzed ponurego szarego sierocińca.
Trzydzieści minut później zaparkowała samochód na jednej z mniej odwiedzanej ulic w centrum Londynu.
-Chodźcie. Tędy. - Poszliśmy za nią. Zatrzymała się pod barem. - To jest Dziurawy Kocioł. Pub i hotel dla czarodziejów. Mugole to miejsce widzą trochę inaczej. Wchodzimy. - Powiedziała przepuszczając nas pierwszych w wejściu. Zrobiliśmy kilka kroków i zatrzymaliśmy się.
-Hermiona a ty bez Seamusa tutaj?
-Mam na głowię sprawy Hogwartu. - Wskazała na nas podchodząc do lady i witając się z młodą dziewczyną. Prawdopodobnie w jej wieku. - Co u was?
-A dobrze. Ron z dzieciakami poszedł dziś na Pokątną na zakupy. Może go spotkacie.
-Wątpię. Prawdopodobnie poszedł razem z Seamusem i Harrym do Trzech Mioteł a dzieciaków samych wysłali na zakupy.
-Też jest taka możliwość.
-Dobra Parvati ja muszę iść, ale wpadnę do was jutro wieczorem. Idziemy. - Powiedziała do nas i zaprowadziła na tyły baru. Był to mały kamienny dziedziniec otoczony murem. Wyciągnęła różdżkę i stuknęła w ścianę w kilku miejscach, a ta nagle zaczęła się poruszać tworząc łuk. - Witajcie na ulicy Pokątnej. Tutaj robimy zakupy. Trzymajcie się blisko mnie.
-Eeee a mam takie jedno małe pytanko.
-Słucham?
-Czym mamy zapłacić za zakupy? Nie mamy pieniędzy.
-Wasi rodzice o to zadbali. Każde z was ma skrytkę w Banku Gringotta z pieniędzmi. I właśnie tam udamy się najpierw. - Powiedziała i ruszyła przed siebie, a my za nią. Zrównałam się z nią a ona mówiła dalej. - U Gringotta pracują Gobliny. Nie przestraszcie się. Może i wyglądają na odrażających i są nie mili ale za to uczciwi. Oh zapomniałabym. - Otworzyła swoją małą torebkę, tak zwaną kopertówkę i wsadziła tam całą rękę.
-Eee proszę pani? - Spojrzała na mnie z miną typu "To normalne".
-Ah zaklęcie zmniejszająco zwiększające. W ten sposób dużo ciężkich i dużych rzeczy zmieścisz w małej torbie. A to - Wyciągnęła rękę z torebki w której trzymała teraz trzy klucze. - są klucze do waszych skrytek w banku. 316 Ninnet, 317 Scorie, 318 Eldo. Trzymajcie. - Wręczyła nam nasze klucze. - Już go widać. - Powiedziała wskazując ręką wysoki biały budynek, górujący nad pozostałymi. Z bliska wydaje się być jeszcze większy. - Po Drugiej Wojnie O Hogwart został odnowiony. Jak się przyjrzycie możecie zauważyć dwa odcienie marmuru. - Powiedziała.
-A co się stało że trzeba było odnawiać bank? - Spytałam.
-To skomplikowane żeby móc to tak łatwo wytłumaczyć wam. Opowiem wam to na spokojnie jak skończymy zakupy dobra? - Spytała, a ja kiwnęłam głową. - Wchodzimy.
Pomieszczenie było ogromne. Po obu stronach stały duże i wysokie ławy przy których siedziały Gobliny i pracowały. Podążaliśmy za Hermioną, aż dotarliśmy na drugi koniec pomieszczenia.
-Panna Scorie Mariage, Panna Ninnet Mariage i Pan Eldo Mariage chcieliby dokonać wypłaty. - Powiedziała Hermiona. Z ponad wysokiego stołu wstał i wyjrzał w naszą stronę Goblin.
-A czy rodzeństwo Mariage ma swoje klucze? - Podniosłam swój klucz który dostałam od Hermiony, a moje rodzeństwo zrobiło to samo. - Dobrze. W takim razie zapraszam. - Ruszyliśmy za nim jednym z korytarzy. Wsiedliśmy do wagonu, który ruszył od razu jak ostatnia osoba znalazła się w powozie. Wagon zatrzymał się po dziesięciu minutach jazdy. - Krypta numer 316, 317 i 318. Poproszę kluczę. - Podaliśmy mu je, a on po kolei otworzył wrota krypt i każdy wszedł do swojej. Po otworzeniu krypty zatkało mnie. Góra złota, srebra i brązu.
-To są Galeony, Sykle i Knuty. - Wskazała po kolei na złote, srebrne i brązowe monety. - Siedemnaście Sykli to Jeden Galeon. Dwadzieścia Jeden Knutów to Jeden Sykl. A Trzysta Pięćdziesiąt Siedem Knutów To Jeden Galeon. I taka ciekawostka Sto Sześćdziesiąt Cztery Knuty To Jeden Funt. - Powiedziała wręczyła mi sakwę i wyszła. Spakowałam do niej po dwie garści każdej z trzech rodzajów monet.
Trzy godziny później wychodziliśmy z księgarni Esy i Floresy, a z naszej listy brakowała nam tylko różdżka, miotła i szata.
-Proszę o to i jest Sklep Olivandera. Tu wybierzecie swoje różdżki. A raczej to one wybiorą was.
-Co? - Spytał Eldo wchodząc za Hermioną do sklepu.
-Różdżka sama sobie wybiera czarodzieja. Nie jasne jest jednak dlaczego Panie Mariage. Zdaje mi się jakby zaledwie wczoraj wasza matka i ojciec weszli tu kupić swoje pierwsze różdżki. To naprawdę byli wspaniali czarodzieje. Wypróbuj tę chłopcze. - Powiedział starszy siwy mężczyzna wręczając różdżkę mojemu bratu. Eldo wziął od sprzedawcy do ręki jasną różdżkę, a ta od razu się rozświetliła. - No proszę. Grab, lekko zakrzywiona, twarda, 8 cali, włókno z rogu jednorożca. Panna Scorie. Niech pomyślę. - Powiedział i odszedł gdzieś by po chwili wrócić z pudełkiem z różdżką. Była to ciemna prosta różdżka. Wzięłam ją do ręki a z jej końca zaczęły lecieć iskry. - Nie na pewno nie ta. - Powiedział i ostrożnie zabrał ją ode mnie i poszedł po inną. Ta również była ciemna, przy uchwycie było lekkie wzgrubienie i pasmo wypukłego drewna przechodziło na około do momentu w którym jest zaznaczony koniec uchwytu różki który również był zaznaczony wzgrubieniem, i dalej przechodziło to wypuklenie przez prawie całą długość różdżki w kształcie spirali. Wzięłam ją do ręki a ona rozświetliła się tak samo jak ta w rękach mojego brata. - Cis połączony z Hebanem, giętka, prosta, 16 i pół cala, włókno ze smoczego serca. I Panna Ninnet. Ta powinna być dobra. - Wręczył jej tą różdżkę która w moich rękach zaczęła tryskać iskrami, a w jej rękach rozświetliła się. - Tak Wiśnia, sztywna, 10 cali, włókno z włosa centaura. Wiedziałem że któraś z was będzie miała różdżkę z wiśni.
-Wiedział pan? - Spytała Ninnet.
-Tak. O tuż wasza prababka była Japonką, swojego męża poznała gdy przyjechała pewnego razu na wakacje i się zakochali i osiedlili w Anglii. Piękna historia.
-Zaraz. Znał pan naszą prababcie?
-Wszyscy ją znali. Nie było w Anglii osoby której ona by nie znała i której ona by nie zafascynowała. Była idolką wszystkich czarodziejów. Są cztery książki opisujące jej historię kupicie je w Esie i Floresie. Historia Gejszy Morenez-Mariage. A za każdą różdżkę należy się Galeon i osiem Sykli. - Zapłaciliśmy i wyszliśmy.
-Możemy ...
-Idźcie do Madame Malkin tu za rogiem w prawo, będzie po lewej stronie. A ja wam kupię tę książki.
-Dziękuję. - Powiedziałam i poszliśmy do Madame Malkin po szaty.
-Ooo nowi! - Krzyknęła wesoło starsza kobieta. - Ale was dużo w tym roku. Już wchodźcie na stołki zaraz was wymierzę.
Czterdzieści pięć minut później każde z nas trzymało paczkę z szatami, tiarą i parą rękawic. Przed sklepem czekała na nas pani Finnigan.
-Wszystko macie?
-Jeszcze miotła.
-Jakieś zwierzątka chcecie?
-W sumie, czemu by nie? Tak. - Powiedziałam. Poszliśmy za nią do sklepu. Wybrałam biało brązową fretkę i nazwałam ją Rey. Ninnet wzięła czarnego puszystego kota i nazwała go Ferri. A Eldo również wziął fretkę i nazwał ją Creem. Każdy z nas dostał od Pani Finnigan Sowę. Mogliśmy wybrać sobie jaka nam się podoba. Ja wzięłam biało brązową Płomykówkę i nazwałam ją Elza. Brat wybrał Puchacza i nazwał go Chorn. A siostra wybrała Włochatka, jest to mała sówka i nazwała ją Lykka.
Po wyjściu z Centrum Handlowego Eeylopa poszliśmy jeszcze do sklepu po miotłę. Hermiona powiedziała nam że pierwszoklasiści mają narzuconą z góry miotłę. Każdy uczy się latać na takiej samej, więc nie wyszliśmy zadowoleni stamtąd.
-No to teraz wracamy do Dziurawego Kotła. Pewnie jesteście głodni co? - Weszliśmy z powrotem na tylny dziedziniec Knajpy, a następnie do środka. Zajęliśmy jeden z wolnych stolików i chwilę później przy nas zjawiła się ta sama kobieta, która wcześniej rozmawiała z Panią Finnigan.
-Co dla was?
-To co zawsze.
-Dobrze. A dla was dzieciaki?
-A co macie? - Spytałam nie wiedząc czy w czarodziejskich knajpach je się to samo co w mugolskich.
-Spagetti, zupa grzybowa, grochowa, warzywna, z korzonków, ziemniaki i do wyboru z mięsa macie pierś, skrzydełko, pałkę, udko z kurczaka, żeberka, wołowina, klops, stek i sos serowy, serowo-śmietankowy, grzybowy lub serowo-grzybowy. - Powiedziała z uśmiechem i ze skupieniem na twarzy jakby pierwszy raz od bardzo dawna nie mówiła co mają w karcie. Ale szczerze powiedziawszy jest to duże prawdopodobieństwo że mówiła to pierwszy raz od kilku lat.
-Ziemniaki i żeberka z sosem grzybowym. - Z zamyślenia wyrwał mnie głos brata.
-Ziemniaki z piersią z kurczaka i sos serowo-grzybowy. - Powiedziałam
-Spagetti.
-Coś do picia?
-Macie colę? - Spytałam.
-Mamy. - Zaśmiała się. - Trzy razy podać? - Wszyscy pokiwaliśmy głowami. - Za piętnaście minut dostaniecie posiłki.
-Pani Finnigan?
-Tak Scorie?
-To pani prawda? - Spytałam a jej wyraz twarzy nic nie wyrażał, milczała. - To pani dała pismo w sierocińcu o zakazie naszej adopcji. To pani podszyła się pod naszą wstrętną ciotkę. Czemu?
-Wasi rodzice nie chcieliby byście trafili do rodziny mugoli. Musiałam to zrobić w imię ich przyjaźni.
-To czemu żaden czarodziej nas nie zaadoptował?
-Ministerstwo zabroniło.
-Dlaczego?
-Mówili że wszystkiego dowiecie się w swoim czasie. Mówili że tak będzie lepiej. Ja wiedziałam że tak nie będzie. Chciałam was przygarnąć od razu po tym jak dotarł do nas raport o waszym wypadku. Ale Ministerstwo nie wyraziło zgody. Powiedzieli mi że dowiecie się wszystkiego w wakacje przed wyjazdem do Hogwartu. I powiedzieli że jeśli wy będziecie chcieli, będę mogła was zaadoptować. Zamieszkalibyście ze mną i moją rodziną. Mój mąż Seamus jest ojcem chrzestnym ciebie Ninnet.
-Moglibyśmy zamieszkać z tobą? - Spytałam.
-Tak.
-Wyprowadzić się z sierocińca?
-Tak.
-To najlepsza wiadomość jaką usłyszałam od pięciu lat. - Powiedziałam z uśmiechem.
-Miło mi to słyszeć.
-Czyli że jak ...
-Jak wrócimy do sierocińca, wy spakujecie swoje torby, a ja podpisze papiery o adopcji. - Uśmiechnęła się do nas.
-Proszę. Życzę smacznego. - Powiedziała wesoło Parvati, położyła nasze talerze na stole i odeszła.
-A teraz opowiedz nam co się stało z bankiem. Obiecałaś.
-Tak. Zacznę od tego, że wiele lat temu żył wielki czarnoksiężnik. Wielu czarodziejów się go bało. Stracił jednak swoją moc w momencie w którym chciał uśmiercić małego chłopca. Jego rodzice chcieli za wszelką cenę ocalić swojego jedynego syna. Ale Voldemort, bo tak nazywał się ten czarnoksiężnik odnalazł ich. Najpierw zabił ojca, później krzyczał by kobieta oddała mu swojego syna inaczej też zginie. Oddała swoje życie za synka. Voldemort ją zabił. A gdy wycelował różdżkę w małego Harry'ego i wypowiedział zaklęcie uśmiercające stracił swą moc, a Harry'emu na czole została tylko blizna. Wychowywał się w domu ciotki i wuja mugoli, wrednych mugoli. Dostał list z Hogwartu. Voldemort za wszelką cenę pragnął odzyskać moc. Podczas naszego pierwszego roku okazało się że Voldemort był skryty pod turbanem naszego nauczyciela OPCM chciał wykraść kamień filozoficzny który był ukryty w naszej szkole. A my czyli ja, Harry i Ron chcieliśmy go powstrzymać. Aczkolwiek wtedy podejrzewaliśmy inną osobę. Ale udało nam się powstrzymać Voldemorta. Rok później próbował powrócić pozbawiając mocy młodszej siostry Rona. Został jej podrzucony dziennik którego używał w czasach szkolnych. W którym ukrył cząstkę siebie. I ta jego cząstka hipnotyzowała w jakiś dziwny sposób Ginny. Zmusił ją by otworzyła Komnatę Tajemnic i uwolniła kryjącą się w niej bestię która zabijała patrzących jej w oczy lub petryfikowała patrzących w jej oczy przez odbicie np szkło aparatu, woda, lusterko, odbicie w oknie. Ale Harry odnalazł wejście do Komnaty Tajemnic. Zabił Bazyliszka mieczem Godryka Gryffindora który ukazał mu się w Tiarze Przydziału, którą przyniósł mu Fenix Dyrektora, Harry poprosił Tiarę o pomoc a ta mu jej udzieliła. Następnie zniszczył dziennik kłem Bazyliszka i uratował Ginny. W kolejnym roku nie było śladu słuchu o Voldemorcie, ale niektórzy przeczuwali że coś knuje i za wszelką cenę pragnie powrócić. I udało mu się to dopiero trzynaście lat po incydencie w Dolinie Godryka, domu Potterów. Byliśmy wtedy na czwartym roku w Hogwarcie. W naszej szkole był organizowany Turniej Trójmagiczny. Ale udział w nim wziąć mogli tylko uczniowie którzy mieli skończone siedemnaście lat. Ale ktoś wrzucił kartkę z nazwiskiem Harry'ego do Czary Ognia i ta wylosowała go jako czwartego dodatkowego uczestnika turnieju. Poradził sobie z pierwszym zadaniem. Z drugim również. Trzecie wygrałby razem z przyjacielem, ale Puchar który miał dać im zwycięstwo i sławę przenosząc na plac gdzie wszyscy byliśmy zebrani, my uczniowie z Hogwartu, Beauxbatons i Durmstrangu, kibicujący swoim. Ale puchar przeniósł ich na cmentarz. Czemu tam spytacie? Ponieważ to miejsce było bardzo daleko o Profesora Dumbledore'a w tamtych czasach Dyrektora Hogwartu. Voldemort najbardziej bał się właśnie Dumbledore'a. Voldemort zabił Cedrika i odrodził się na nowo. Harry drugi raz przeżył spotkanie z Voldemortem. Stoczył potyczkę z nim, ale w pewnym momencie wytworzyło się Priori Incantatem i ukazały się ostatnie ofiary Voldemorta jako duchy. Cedrik, jakiś stary dozorca i jego rodzice. Przez kilka sekund po zerwaniu połączenia powstrzymały Voldemorta przed zaatakowaniem Harry'ego. Tyle wystarczyło by podbiec do martwego ciała Cedrika i przywołać Puchar który deportował ich na plac gdzie my byliśmy i czekaliśmy na zwycięzców. Harry wygrał, ale nie cieszył się z tego powodu. Stracił przyjaciela. Cedrik zginął na jego oczach. Obwiniał się później o jego śmierć. Kazał mu złapać Puchar razem z nim. Gdyby tego nie zrobił. Gdyby sam złapał puchar Cedrik by żył. Rok później Voldemort zaatakował kilkoro nas wraz ze swymi Śmierciożercami. Z rąk jednej z jego popleczników, niejakiej Belatrix Lestrange zginął ojciec chrzestny Harry'ego. To była jego jedyna rodzina. Podczas kolejnego roku Voldemort i jego poplecznicy atakowali wiele osób. Pod koniec roku szkolnego zabito Dumbledore'a. Harry powiedział że dokończy to co zaczął Dumbledore. Znajdzie horkruksy i zniszczy je. Wtedy Voldemort będzie śmiertelny i będzie można go zabić. Harry już zniszczył kiedyś jeden horkruks. Dziennik Toma Riddla na drugim roku. Dumbledore zniszczył pierścień jego matki. W noc w którą zginął Dumbledore, Harry był z nim na jakiejś wyspie by zdobyć kolejny horkruks. I znaleźli go. Po powrocie Dumbledore'a zabito. Później okazało się że ten medalion to fałszywka. Ja i Ron jako jego przyjaciele postanowiliśmy razem z nim nie wracać na siódmy rok do szkoły i szukać horkruksów. Znalezienie pierwszego było łatwe. W zasadzie mieliśmy farta. Ale zniszczenie go było ciężkie. Żadne zaklęcie nie chciało go zniszczyć. Później się domyśliłam. Horkruksy można zniszczyć jadem bazyliszka. A także mieczem Godryka Gryffindora, dlatego że miecz ten przebił bazyliszka wsiąknął w siebie jego moc. Zniszczyliśmy medalion. Dowiedzieliśmy się że kolejny horkruks znajduje się w banku Gringotta. Dostaliśmy się tam. Okazało się że skrytki Belatrix Lestrange strzeże smok, ale zaprzyjaźniony goblin pokazał nam jak bezpiecznie przejść obok smoka. Weszliśmy do skrytki i narobiliśmy trochę bałaganu. Bo jak się okazało wszystko było zaczarowane. To co się dotknęło mnożyło się. Ale udało nam się zdobyć pucharek który był horkruksem. Wtedy goblin się od nas odwrócił. Zabrał miecz i odszedł. Mieliśmy właśnie też wychodzić ale zjawili się straże. Jedyne co mogliśmy wtedy zrobić to to co zrobiliśmy. Czyli wskoczyliśmy na smoka i wyfrunęliśmy spod ziemi na nim. Musieliśmy skakać z niego podczas lotu do wody. Harry miał wizję i dowiedział się że kolejny horkruks znajduje się w Hogwarie. Więc tam się udaliśmy. A nie było to łatwe gdyż Hogwartem rządził Voldemort i Śmierciożercy. Ale udało nam się. Gwardia Dumbeldore'a czyli nasi przyjaciele pomogli nam w poszukiwaniu horkruksa. Wiedzieliśmy tylko że jest to coś małego i należało do Roweny Ravenclaw. Mnie i Rona Harry wysłał w poszukiwaniu czegoś czym zniszczymy horkruksy. Ron wiedział gdzie tego szukać. W Komnacie Tajemnic. Wiedział gdzie jest wejście, wiedział jak tam trafić. W końcu to on był z Harrym w drugiej klasie tutaj by ratować swoją siostrę. Ja niestety leżałam wtedy spetryfikowana w skrzydle szpitalnym. Ale dotarliśmy tam. Szkielet węża leżał tak jak go Harry zostawił. Wyrwaliśmy kilka kłów i jednym z nich zniszczyłam kielich. I szybko opuściliśmy to miejsce wracając na górę. Mieliśmy ze sobą Mapę Huncwotów którą pożyczył nam Harry byśmy mogli go znaleźć. Widziałam go na mapie przez krótką chwilę, później zniknął. Domyśliliśmy się że jest w Pokoju Życzeń. Tam Mapa Huncwotów nie działa. Więc udaliśmy się tam. Znaleźliśmy Harry'ego, ale nie tylko my tam byliśmy. Byli tam nasi wrogowie. Ron zaczął ich gonić i wyzywać i walczyć. A my w dwójkę odszukaliśmy Diadem Roweny Ravenclaw. Pokój Życzeń zaczął płonąć, ale to dlatego że niektóre różdżki współpracują tylko z pierwotnym właścicielem. I ta nie chciała się słuchać. Znaleźliśmy przypadkiem miotły. Chcieliśmy na nich wylecieć. Byliśmy już prawie przy wyjściu, kiedy Harry kazał nam zawrócić i uratować naszych wrogów. I tak zrobiliśmy. Ale jeden z nich zdążył spać w płomienie i zginął. Uratowaliśmy tą dwójkę. Nie podziękowali nawet. Od razu uciekli. Zniszczyliśmy diadem. I wiedzieliśmy że został jeszcze jeden. Z nim Voldemort się nigdy nie rozstaje. Był to jego wąż. Ale i jego udało nam się zabić. Ale zanim to zrobiliśmy od umierającego Dyrektora Hogwartu, który przez pięć pierwszych lat uczył nas Eliksirów, a na szóstym roku OPCM, w tym roku został Dyrektorem, został pokąsany przez tego węża. Snape był umierający. Ale udało mu się powiedzieć nam kilka słów. We łzie przekazał nam kilka swoich wspomnień. Ale nie było czasu. Odnaleźliśmy węża i zabiliśmy go. Wtedy Voldemort nakazał zaprzestania walki na kilka godzin. W tym czasie mieliśmy poległych zabrać z pola walki. A Harry Potter miał się zjawić w Zakazanym Lesie. Ale Harry nie poszedł do lasu. Poszedł do gabinetu dyrektorów. Tam za pomocą myśliodsiewniej odczytał wspomnienia Snape'a. Dowiedział się kilku ciekawych rzeczy. Siedziałam z Ronem na schodach gdy usłyszałam kroki za nami. To był Harry. Zdziwiłam się że nie poszedł do lasu. Z jego miny wywnioskowałam że to co podejrzewałam to prawda. A on to potwierdził. On, Harry był siódmy horkruksem, nieplanowanym przez Voldemorta, więc i on o tym nie wiedział. W chwili w której Voldemort zabił Lily Potter cząstka jego duszy weszła w najbliższą żyjącą istotę, był nią Harry. Tak więc pożegnaliśmy się z Harrym a on odszedł do lasu. Ponad godzinę później przed zamkiem stanęli Śmierciożercy i Voldemort. A w śród nich skuty kajdanami Hagrid nasz gajowy trzymający na rękach ciało Harry'ego. Martwe ciało Harry'ego. Po paru, a może parunastu minutach Harry nagle zeskoczył z rąk Hagrida. Czyli jednak żył. Jego największy wróg pomógł mu. Rzucił mu różdżkę. Jego różdżkę którą wcześniej zabrał mu Voldemort w chwili w której uśmiercił Harry'ego. Harry stoczył z nim walkę. I wygrał. Voldemort zginął. A Śmierciożercy pouciekali. I tak skończyła się Druga Wielka Bitwa o Hogwart. Wiele osób poległo. Zginęła siostra bliźniaczka Parvati, Colin Creevey był wielkim fanem Harry'ego. Zastanawia mnie tylko co on robił wtedy w Hogwarcie. Pochodził z rodziny mugoli. Był mugolakiem jak ja. Młodszy o rok ode mnie. Ale kiedy Voldemort objął władzę w Hogwarcie żaden mugolak nie miał wstępu do szkoły. Więc skąd on się tam wziął? Nie mam pojęcia. Jego młodszy brat Dennis bardzo to przeżył. Ale czemu go wtedy jakoś nie powstrzymał? Jak to się stało że Colin znalazł się tu, a Dennis został w domu? Oni nigdy się nie rozstawali odkąd Dennis trafił również do Hogwartu dwa lata po nimi, oczywiście nie licząc zajęć bo wiadomo, każdy chodził na swoje. Między innymi zginęła również Lavender Brown, była dziewczyna Rona. A także Ron stracił brata Percy przyjął na siebie zaklęcie uśmiercające ratując jednego z bliźniaków, Freda. Fred jest mu za to wdzięczny, George też. Co to za życie bliźniaka bez bliźniaka. Całe życie jest przy tobie osoba taka sama jak ty, z wyglądu, charakteru, macie te same pomysły, wiecie o czym mówicie nie dokańczając zdań, mówicie to samo w tym samym czasie. Wiecie coś o tym prawda? Sami jesteście bliźniakami, no trojaczkami niech będzie. Ale śmierć Percy'ego zabolało mocno nie tylko jego rodzinę i przyjaciół, a chyba można powiedzieć cały świat czarodziei. Pracował w ministerstwie. Był ważny dla wielu osób. Rona i Parvati połączyło zrozumienie, oboje stracili rodzeństwo. Wiedzieli co czuje ta druga osoba. Dobrze im się rozmawiało. I coś między nimi zaiskrzyło. Nie byłam na niego zła kiedy ze mną zerwał. Przeczuwałam że nam nie wyjdzie. Dwa całkiem różne charaktery, nie pasowaliśmy do siebie. Lepiej nam jako przyjaciele. - Odstawiła pusty kielich po kremowym piwie i wstała od stołu. - Idę zapłacić za obiad i wychodzimy. - Uśmiechnęła się do nas.
---------------------------------------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
-Też pani była w sierocińcu? - Spytała Ninnet.
-Nie. Jestem z rodziny mugoli.
-Mugoli? - Spytałam.
-Mugol to osoba nie posiadająca żadnych magicznych zdolności. Czyli ktoś taki jak wasz opiekun pan McGrey. Czy inne dzieciaki w tym ośrodku. Dostałam list i ani ja ani moi rodzice nie wiedzieli o co chodzi. Wy jesteście czarodziejami i pochodzicie z bardzo szlachetnego i starego rodu czarodziejów. W dniu w którym mieliście wypadek, mieliście poznać prawdę. Wasi rodzice chcieli wam powiedzieć że są czarodziejami i że wy też nimi jesteście. Wasi rodzice powiedzieli sobie że chcą dać swoim dzieciom zasmakować trochę mugolskiego życia, a potem pokazać im lepsze życie w świecie magii. Gdy dowiedzieliśmy się że wasza rodzina miała wypadek od razu wysłaliśmy do szpitala w którym byliście Medyków ze Świętego Munga, Szpitala Magicznych Chorób i Urazów. Dlatego Tobie Ninnet tak szybko stan zdrowia się polepszył. W ciągu jednej nocy z krytycznego, śmiertelnego stanu, zostałaś wyleczona do lekkich okaleczeń i obtłuczeń jakie mieli twoja siostra i brat. Nigdy nie zastanawiało was jak to się stało że w tak krótkim czasie obrażenia tak szybko się zmniejszyły?
-Lekarze mówili że to cud. Że rodzice nad nią czuwali i nie pozwolili zginąć. - Odezwałam się.
-A wracając do tematu. Mam nadzieję że chcecie iść do Hogwartu. - Spojrzałam najpierw na siostrę, później na brata i odezwałam się.
-Tak. Chcemy. Jeśli ma to oznaczać że tu nie zostaniemy.
-Hogwart to szkoła w której się mieszka podczas trwania roku szkolnego, a na wakacje trzeba wrócić do domu. Chodźcie czas zrobić zakupy. Weźcie listy ze sobą. - Powiedziała wstając z krzesła.
Z szuflady w szafce nocnej wyciągnęłam list z listą zakupów. I razem opuściliśmy nasz pokój, a następnie schodząc po schodach wyszliśmy z budynku. Wsiedliśmy do samochodu Pani Finnigan i odjechaliśmy sprzed ponurego szarego sierocińca.
Trzydzieści minut później zaparkowała samochód na jednej z mniej odwiedzanej ulic w centrum Londynu.
-Chodźcie. Tędy. - Poszliśmy za nią. Zatrzymała się pod barem. - To jest Dziurawy Kocioł. Pub i hotel dla czarodziejów. Mugole to miejsce widzą trochę inaczej. Wchodzimy. - Powiedziała przepuszczając nas pierwszych w wejściu. Zrobiliśmy kilka kroków i zatrzymaliśmy się.
-Hermiona a ty bez Seamusa tutaj?
-Mam na głowię sprawy Hogwartu. - Wskazała na nas podchodząc do lady i witając się z młodą dziewczyną. Prawdopodobnie w jej wieku. - Co u was?
-A dobrze. Ron z dzieciakami poszedł dziś na Pokątną na zakupy. Może go spotkacie.
-Wątpię. Prawdopodobnie poszedł razem z Seamusem i Harrym do Trzech Mioteł a dzieciaków samych wysłali na zakupy.
-Też jest taka możliwość.
-Dobra Parvati ja muszę iść, ale wpadnę do was jutro wieczorem. Idziemy. - Powiedziała do nas i zaprowadziła na tyły baru. Był to mały kamienny dziedziniec otoczony murem. Wyciągnęła różdżkę i stuknęła w ścianę w kilku miejscach, a ta nagle zaczęła się poruszać tworząc łuk. - Witajcie na ulicy Pokątnej. Tutaj robimy zakupy. Trzymajcie się blisko mnie.
-Eeee a mam takie jedno małe pytanko.
-Słucham?
-Czym mamy zapłacić za zakupy? Nie mamy pieniędzy.
-Wasi rodzice o to zadbali. Każde z was ma skrytkę w Banku Gringotta z pieniędzmi. I właśnie tam udamy się najpierw. - Powiedziała i ruszyła przed siebie, a my za nią. Zrównałam się z nią a ona mówiła dalej. - U Gringotta pracują Gobliny. Nie przestraszcie się. Może i wyglądają na odrażających i są nie mili ale za to uczciwi. Oh zapomniałabym. - Otworzyła swoją małą torebkę, tak zwaną kopertówkę i wsadziła tam całą rękę.
-Eee proszę pani? - Spojrzała na mnie z miną typu "To normalne".
-Ah zaklęcie zmniejszająco zwiększające. W ten sposób dużo ciężkich i dużych rzeczy zmieścisz w małej torbie. A to - Wyciągnęła rękę z torebki w której trzymała teraz trzy klucze. - są klucze do waszych skrytek w banku. 316 Ninnet, 317 Scorie, 318 Eldo. Trzymajcie. - Wręczyła nam nasze klucze. - Już go widać. - Powiedziała wskazując ręką wysoki biały budynek, górujący nad pozostałymi. Z bliska wydaje się być jeszcze większy. - Po Drugiej Wojnie O Hogwart został odnowiony. Jak się przyjrzycie możecie zauważyć dwa odcienie marmuru. - Powiedziała.
-A co się stało że trzeba było odnawiać bank? - Spytałam.
-To skomplikowane żeby móc to tak łatwo wytłumaczyć wam. Opowiem wam to na spokojnie jak skończymy zakupy dobra? - Spytała, a ja kiwnęłam głową. - Wchodzimy.
Pomieszczenie było ogromne. Po obu stronach stały duże i wysokie ławy przy których siedziały Gobliny i pracowały. Podążaliśmy za Hermioną, aż dotarliśmy na drugi koniec pomieszczenia.
-Panna Scorie Mariage, Panna Ninnet Mariage i Pan Eldo Mariage chcieliby dokonać wypłaty. - Powiedziała Hermiona. Z ponad wysokiego stołu wstał i wyjrzał w naszą stronę Goblin.
-A czy rodzeństwo Mariage ma swoje klucze? - Podniosłam swój klucz który dostałam od Hermiony, a moje rodzeństwo zrobiło to samo. - Dobrze. W takim razie zapraszam. - Ruszyliśmy za nim jednym z korytarzy. Wsiedliśmy do wagonu, który ruszył od razu jak ostatnia osoba znalazła się w powozie. Wagon zatrzymał się po dziesięciu minutach jazdy. - Krypta numer 316, 317 i 318. Poproszę kluczę. - Podaliśmy mu je, a on po kolei otworzył wrota krypt i każdy wszedł do swojej. Po otworzeniu krypty zatkało mnie. Góra złota, srebra i brązu.
-To są Galeony, Sykle i Knuty. - Wskazała po kolei na złote, srebrne i brązowe monety. - Siedemnaście Sykli to Jeden Galeon. Dwadzieścia Jeden Knutów to Jeden Sykl. A Trzysta Pięćdziesiąt Siedem Knutów To Jeden Galeon. I taka ciekawostka Sto Sześćdziesiąt Cztery Knuty To Jeden Funt. - Powiedziała wręczyła mi sakwę i wyszła. Spakowałam do niej po dwie garści każdej z trzech rodzajów monet.
Trzy godziny później wychodziliśmy z księgarni Esy i Floresy, a z naszej listy brakowała nam tylko różdżka, miotła i szata.
-Proszę o to i jest Sklep Olivandera. Tu wybierzecie swoje różdżki. A raczej to one wybiorą was.
-Co? - Spytał Eldo wchodząc za Hermioną do sklepu.
-Różdżka sama sobie wybiera czarodzieja. Nie jasne jest jednak dlaczego Panie Mariage. Zdaje mi się jakby zaledwie wczoraj wasza matka i ojciec weszli tu kupić swoje pierwsze różdżki. To naprawdę byli wspaniali czarodzieje. Wypróbuj tę chłopcze. - Powiedział starszy siwy mężczyzna wręczając różdżkę mojemu bratu. Eldo wziął od sprzedawcy do ręki jasną różdżkę, a ta od razu się rozświetliła. - No proszę. Grab, lekko zakrzywiona, twarda, 8 cali, włókno z rogu jednorożca. Panna Scorie. Niech pomyślę. - Powiedział i odszedł gdzieś by po chwili wrócić z pudełkiem z różdżką. Była to ciemna prosta różdżka. Wzięłam ją do ręki a z jej końca zaczęły lecieć iskry. - Nie na pewno nie ta. - Powiedział i ostrożnie zabrał ją ode mnie i poszedł po inną. Ta również była ciemna, przy uchwycie było lekkie wzgrubienie i pasmo wypukłego drewna przechodziło na około do momentu w którym jest zaznaczony koniec uchwytu różki który również był zaznaczony wzgrubieniem, i dalej przechodziło to wypuklenie przez prawie całą długość różdżki w kształcie spirali. Wzięłam ją do ręki a ona rozświetliła się tak samo jak ta w rękach mojego brata. - Cis połączony z Hebanem, giętka, prosta, 16 i pół cala, włókno ze smoczego serca. I Panna Ninnet. Ta powinna być dobra. - Wręczył jej tą różdżkę która w moich rękach zaczęła tryskać iskrami, a w jej rękach rozświetliła się. - Tak Wiśnia, sztywna, 10 cali, włókno z włosa centaura. Wiedziałem że któraś z was będzie miała różdżkę z wiśni.
-Wiedział pan? - Spytała Ninnet.
-Tak. O tuż wasza prababka była Japonką, swojego męża poznała gdy przyjechała pewnego razu na wakacje i się zakochali i osiedlili w Anglii. Piękna historia.
-Zaraz. Znał pan naszą prababcie?
-Wszyscy ją znali. Nie było w Anglii osoby której ona by nie znała i której ona by nie zafascynowała. Była idolką wszystkich czarodziejów. Są cztery książki opisujące jej historię kupicie je w Esie i Floresie. Historia Gejszy Morenez-Mariage. A za każdą różdżkę należy się Galeon i osiem Sykli. - Zapłaciliśmy i wyszliśmy.
-Możemy ...
-Idźcie do Madame Malkin tu za rogiem w prawo, będzie po lewej stronie. A ja wam kupię tę książki.
-Dziękuję. - Powiedziałam i poszliśmy do Madame Malkin po szaty.
-Ooo nowi! - Krzyknęła wesoło starsza kobieta. - Ale was dużo w tym roku. Już wchodźcie na stołki zaraz was wymierzę.
Czterdzieści pięć minut później każde z nas trzymało paczkę z szatami, tiarą i parą rękawic. Przed sklepem czekała na nas pani Finnigan.
-Wszystko macie?
-Jeszcze miotła.
-Jakieś zwierzątka chcecie?
-W sumie, czemu by nie? Tak. - Powiedziałam. Poszliśmy za nią do sklepu. Wybrałam biało brązową fretkę i nazwałam ją Rey. Ninnet wzięła czarnego puszystego kota i nazwała go Ferri. A Eldo również wziął fretkę i nazwał ją Creem. Każdy z nas dostał od Pani Finnigan Sowę. Mogliśmy wybrać sobie jaka nam się podoba. Ja wzięłam biało brązową Płomykówkę i nazwałam ją Elza. Brat wybrał Puchacza i nazwał go Chorn. A siostra wybrała Włochatka, jest to mała sówka i nazwała ją Lykka.
Po wyjściu z Centrum Handlowego Eeylopa poszliśmy jeszcze do sklepu po miotłę. Hermiona powiedziała nam że pierwszoklasiści mają narzuconą z góry miotłę. Każdy uczy się latać na takiej samej, więc nie wyszliśmy zadowoleni stamtąd.
-No to teraz wracamy do Dziurawego Kotła. Pewnie jesteście głodni co? - Weszliśmy z powrotem na tylny dziedziniec Knajpy, a następnie do środka. Zajęliśmy jeden z wolnych stolików i chwilę później przy nas zjawiła się ta sama kobieta, która wcześniej rozmawiała z Panią Finnigan.
-Co dla was?
-To co zawsze.
-Dobrze. A dla was dzieciaki?
-A co macie? - Spytałam nie wiedząc czy w czarodziejskich knajpach je się to samo co w mugolskich.
-Spagetti, zupa grzybowa, grochowa, warzywna, z korzonków, ziemniaki i do wyboru z mięsa macie pierś, skrzydełko, pałkę, udko z kurczaka, żeberka, wołowina, klops, stek i sos serowy, serowo-śmietankowy, grzybowy lub serowo-grzybowy. - Powiedziała z uśmiechem i ze skupieniem na twarzy jakby pierwszy raz od bardzo dawna nie mówiła co mają w karcie. Ale szczerze powiedziawszy jest to duże prawdopodobieństwo że mówiła to pierwszy raz od kilku lat.
-Ziemniaki i żeberka z sosem grzybowym. - Z zamyślenia wyrwał mnie głos brata.
-Ziemniaki z piersią z kurczaka i sos serowo-grzybowy. - Powiedziałam
-Spagetti.
-Coś do picia?
-Macie colę? - Spytałam.
-Mamy. - Zaśmiała się. - Trzy razy podać? - Wszyscy pokiwaliśmy głowami. - Za piętnaście minut dostaniecie posiłki.
-Pani Finnigan?
-Tak Scorie?
-To pani prawda? - Spytałam a jej wyraz twarzy nic nie wyrażał, milczała. - To pani dała pismo w sierocińcu o zakazie naszej adopcji. To pani podszyła się pod naszą wstrętną ciotkę. Czemu?
-Wasi rodzice nie chcieliby byście trafili do rodziny mugoli. Musiałam to zrobić w imię ich przyjaźni.
-To czemu żaden czarodziej nas nie zaadoptował?
-Ministerstwo zabroniło.
-Dlaczego?
-Mówili że wszystkiego dowiecie się w swoim czasie. Mówili że tak będzie lepiej. Ja wiedziałam że tak nie będzie. Chciałam was przygarnąć od razu po tym jak dotarł do nas raport o waszym wypadku. Ale Ministerstwo nie wyraziło zgody. Powiedzieli mi że dowiecie się wszystkiego w wakacje przed wyjazdem do Hogwartu. I powiedzieli że jeśli wy będziecie chcieli, będę mogła was zaadoptować. Zamieszkalibyście ze mną i moją rodziną. Mój mąż Seamus jest ojcem chrzestnym ciebie Ninnet.
-Moglibyśmy zamieszkać z tobą? - Spytałam.
-Tak.
-Wyprowadzić się z sierocińca?
-Tak.
-To najlepsza wiadomość jaką usłyszałam od pięciu lat. - Powiedziałam z uśmiechem.
-Miło mi to słyszeć.
-Czyli że jak ...
-Jak wrócimy do sierocińca, wy spakujecie swoje torby, a ja podpisze papiery o adopcji. - Uśmiechnęła się do nas.
-Proszę. Życzę smacznego. - Powiedziała wesoło Parvati, położyła nasze talerze na stole i odeszła.
-A teraz opowiedz nam co się stało z bankiem. Obiecałaś.
-Tak. Zacznę od tego, że wiele lat temu żył wielki czarnoksiężnik. Wielu czarodziejów się go bało. Stracił jednak swoją moc w momencie w którym chciał uśmiercić małego chłopca. Jego rodzice chcieli za wszelką cenę ocalić swojego jedynego syna. Ale Voldemort, bo tak nazywał się ten czarnoksiężnik odnalazł ich. Najpierw zabił ojca, później krzyczał by kobieta oddała mu swojego syna inaczej też zginie. Oddała swoje życie za synka. Voldemort ją zabił. A gdy wycelował różdżkę w małego Harry'ego i wypowiedział zaklęcie uśmiercające stracił swą moc, a Harry'emu na czole została tylko blizna. Wychowywał się w domu ciotki i wuja mugoli, wrednych mugoli. Dostał list z Hogwartu. Voldemort za wszelką cenę pragnął odzyskać moc. Podczas naszego pierwszego roku okazało się że Voldemort był skryty pod turbanem naszego nauczyciela OPCM chciał wykraść kamień filozoficzny który był ukryty w naszej szkole. A my czyli ja, Harry i Ron chcieliśmy go powstrzymać. Aczkolwiek wtedy podejrzewaliśmy inną osobę. Ale udało nam się powstrzymać Voldemorta. Rok później próbował powrócić pozbawiając mocy młodszej siostry Rona. Został jej podrzucony dziennik którego używał w czasach szkolnych. W którym ukrył cząstkę siebie. I ta jego cząstka hipnotyzowała w jakiś dziwny sposób Ginny. Zmusił ją by otworzyła Komnatę Tajemnic i uwolniła kryjącą się w niej bestię która zabijała patrzących jej w oczy lub petryfikowała patrzących w jej oczy przez odbicie np szkło aparatu, woda, lusterko, odbicie w oknie. Ale Harry odnalazł wejście do Komnaty Tajemnic. Zabił Bazyliszka mieczem Godryka Gryffindora który ukazał mu się w Tiarze Przydziału, którą przyniósł mu Fenix Dyrektora, Harry poprosił Tiarę o pomoc a ta mu jej udzieliła. Następnie zniszczył dziennik kłem Bazyliszka i uratował Ginny. W kolejnym roku nie było śladu słuchu o Voldemorcie, ale niektórzy przeczuwali że coś knuje i za wszelką cenę pragnie powrócić. I udało mu się to dopiero trzynaście lat po incydencie w Dolinie Godryka, domu Potterów. Byliśmy wtedy na czwartym roku w Hogwarcie. W naszej szkole był organizowany Turniej Trójmagiczny. Ale udział w nim wziąć mogli tylko uczniowie którzy mieli skończone siedemnaście lat. Ale ktoś wrzucił kartkę z nazwiskiem Harry'ego do Czary Ognia i ta wylosowała go jako czwartego dodatkowego uczestnika turnieju. Poradził sobie z pierwszym zadaniem. Z drugim również. Trzecie wygrałby razem z przyjacielem, ale Puchar który miał dać im zwycięstwo i sławę przenosząc na plac gdzie wszyscy byliśmy zebrani, my uczniowie z Hogwartu, Beauxbatons i Durmstrangu, kibicujący swoim. Ale puchar przeniósł ich na cmentarz. Czemu tam spytacie? Ponieważ to miejsce było bardzo daleko o Profesora Dumbledore'a w tamtych czasach Dyrektora Hogwartu. Voldemort najbardziej bał się właśnie Dumbledore'a. Voldemort zabił Cedrika i odrodził się na nowo. Harry drugi raz przeżył spotkanie z Voldemortem. Stoczył potyczkę z nim, ale w pewnym momencie wytworzyło się Priori Incantatem i ukazały się ostatnie ofiary Voldemorta jako duchy. Cedrik, jakiś stary dozorca i jego rodzice. Przez kilka sekund po zerwaniu połączenia powstrzymały Voldemorta przed zaatakowaniem Harry'ego. Tyle wystarczyło by podbiec do martwego ciała Cedrika i przywołać Puchar który deportował ich na plac gdzie my byliśmy i czekaliśmy na zwycięzców. Harry wygrał, ale nie cieszył się z tego powodu. Stracił przyjaciela. Cedrik zginął na jego oczach. Obwiniał się później o jego śmierć. Kazał mu złapać Puchar razem z nim. Gdyby tego nie zrobił. Gdyby sam złapał puchar Cedrik by żył. Rok później Voldemort zaatakował kilkoro nas wraz ze swymi Śmierciożercami. Z rąk jednej z jego popleczników, niejakiej Belatrix Lestrange zginął ojciec chrzestny Harry'ego. To była jego jedyna rodzina. Podczas kolejnego roku Voldemort i jego poplecznicy atakowali wiele osób. Pod koniec roku szkolnego zabito Dumbledore'a. Harry powiedział że dokończy to co zaczął Dumbledore. Znajdzie horkruksy i zniszczy je. Wtedy Voldemort będzie śmiertelny i będzie można go zabić. Harry już zniszczył kiedyś jeden horkruks. Dziennik Toma Riddla na drugim roku. Dumbledore zniszczył pierścień jego matki. W noc w którą zginął Dumbledore, Harry był z nim na jakiejś wyspie by zdobyć kolejny horkruks. I znaleźli go. Po powrocie Dumbledore'a zabito. Później okazało się że ten medalion to fałszywka. Ja i Ron jako jego przyjaciele postanowiliśmy razem z nim nie wracać na siódmy rok do szkoły i szukać horkruksów. Znalezienie pierwszego było łatwe. W zasadzie mieliśmy farta. Ale zniszczenie go było ciężkie. Żadne zaklęcie nie chciało go zniszczyć. Później się domyśliłam. Horkruksy można zniszczyć jadem bazyliszka. A także mieczem Godryka Gryffindora, dlatego że miecz ten przebił bazyliszka wsiąknął w siebie jego moc. Zniszczyliśmy medalion. Dowiedzieliśmy się że kolejny horkruks znajduje się w banku Gringotta. Dostaliśmy się tam. Okazało się że skrytki Belatrix Lestrange strzeże smok, ale zaprzyjaźniony goblin pokazał nam jak bezpiecznie przejść obok smoka. Weszliśmy do skrytki i narobiliśmy trochę bałaganu. Bo jak się okazało wszystko było zaczarowane. To co się dotknęło mnożyło się. Ale udało nam się zdobyć pucharek który był horkruksem. Wtedy goblin się od nas odwrócił. Zabrał miecz i odszedł. Mieliśmy właśnie też wychodzić ale zjawili się straże. Jedyne co mogliśmy wtedy zrobić to to co zrobiliśmy. Czyli wskoczyliśmy na smoka i wyfrunęliśmy spod ziemi na nim. Musieliśmy skakać z niego podczas lotu do wody. Harry miał wizję i dowiedział się że kolejny horkruks znajduje się w Hogwarie. Więc tam się udaliśmy. A nie było to łatwe gdyż Hogwartem rządził Voldemort i Śmierciożercy. Ale udało nam się. Gwardia Dumbeldore'a czyli nasi przyjaciele pomogli nam w poszukiwaniu horkruksa. Wiedzieliśmy tylko że jest to coś małego i należało do Roweny Ravenclaw. Mnie i Rona Harry wysłał w poszukiwaniu czegoś czym zniszczymy horkruksy. Ron wiedział gdzie tego szukać. W Komnacie Tajemnic. Wiedział gdzie jest wejście, wiedział jak tam trafić. W końcu to on był z Harrym w drugiej klasie tutaj by ratować swoją siostrę. Ja niestety leżałam wtedy spetryfikowana w skrzydle szpitalnym. Ale dotarliśmy tam. Szkielet węża leżał tak jak go Harry zostawił. Wyrwaliśmy kilka kłów i jednym z nich zniszczyłam kielich. I szybko opuściliśmy to miejsce wracając na górę. Mieliśmy ze sobą Mapę Huncwotów którą pożyczył nam Harry byśmy mogli go znaleźć. Widziałam go na mapie przez krótką chwilę, później zniknął. Domyśliliśmy się że jest w Pokoju Życzeń. Tam Mapa Huncwotów nie działa. Więc udaliśmy się tam. Znaleźliśmy Harry'ego, ale nie tylko my tam byliśmy. Byli tam nasi wrogowie. Ron zaczął ich gonić i wyzywać i walczyć. A my w dwójkę odszukaliśmy Diadem Roweny Ravenclaw. Pokój Życzeń zaczął płonąć, ale to dlatego że niektóre różdżki współpracują tylko z pierwotnym właścicielem. I ta nie chciała się słuchać. Znaleźliśmy przypadkiem miotły. Chcieliśmy na nich wylecieć. Byliśmy już prawie przy wyjściu, kiedy Harry kazał nam zawrócić i uratować naszych wrogów. I tak zrobiliśmy. Ale jeden z nich zdążył spać w płomienie i zginął. Uratowaliśmy tą dwójkę. Nie podziękowali nawet. Od razu uciekli. Zniszczyliśmy diadem. I wiedzieliśmy że został jeszcze jeden. Z nim Voldemort się nigdy nie rozstaje. Był to jego wąż. Ale i jego udało nam się zabić. Ale zanim to zrobiliśmy od umierającego Dyrektora Hogwartu, który przez pięć pierwszych lat uczył nas Eliksirów, a na szóstym roku OPCM, w tym roku został Dyrektorem, został pokąsany przez tego węża. Snape był umierający. Ale udało mu się powiedzieć nam kilka słów. We łzie przekazał nam kilka swoich wspomnień. Ale nie było czasu. Odnaleźliśmy węża i zabiliśmy go. Wtedy Voldemort nakazał zaprzestania walki na kilka godzin. W tym czasie mieliśmy poległych zabrać z pola walki. A Harry Potter miał się zjawić w Zakazanym Lesie. Ale Harry nie poszedł do lasu. Poszedł do gabinetu dyrektorów. Tam za pomocą myśliodsiewniej odczytał wspomnienia Snape'a. Dowiedział się kilku ciekawych rzeczy. Siedziałam z Ronem na schodach gdy usłyszałam kroki za nami. To był Harry. Zdziwiłam się że nie poszedł do lasu. Z jego miny wywnioskowałam że to co podejrzewałam to prawda. A on to potwierdził. On, Harry był siódmy horkruksem, nieplanowanym przez Voldemorta, więc i on o tym nie wiedział. W chwili w której Voldemort zabił Lily Potter cząstka jego duszy weszła w najbliższą żyjącą istotę, był nią Harry. Tak więc pożegnaliśmy się z Harrym a on odszedł do lasu. Ponad godzinę później przed zamkiem stanęli Śmierciożercy i Voldemort. A w śród nich skuty kajdanami Hagrid nasz gajowy trzymający na rękach ciało Harry'ego. Martwe ciało Harry'ego. Po paru, a może parunastu minutach Harry nagle zeskoczył z rąk Hagrida. Czyli jednak żył. Jego największy wróg pomógł mu. Rzucił mu różdżkę. Jego różdżkę którą wcześniej zabrał mu Voldemort w chwili w której uśmiercił Harry'ego. Harry stoczył z nim walkę. I wygrał. Voldemort zginął. A Śmierciożercy pouciekali. I tak skończyła się Druga Wielka Bitwa o Hogwart. Wiele osób poległo. Zginęła siostra bliźniaczka Parvati, Colin Creevey był wielkim fanem Harry'ego. Zastanawia mnie tylko co on robił wtedy w Hogwarcie. Pochodził z rodziny mugoli. Był mugolakiem jak ja. Młodszy o rok ode mnie. Ale kiedy Voldemort objął władzę w Hogwarcie żaden mugolak nie miał wstępu do szkoły. Więc skąd on się tam wziął? Nie mam pojęcia. Jego młodszy brat Dennis bardzo to przeżył. Ale czemu go wtedy jakoś nie powstrzymał? Jak to się stało że Colin znalazł się tu, a Dennis został w domu? Oni nigdy się nie rozstawali odkąd Dennis trafił również do Hogwartu dwa lata po nimi, oczywiście nie licząc zajęć bo wiadomo, każdy chodził na swoje. Między innymi zginęła również Lavender Brown, była dziewczyna Rona. A także Ron stracił brata Percy przyjął na siebie zaklęcie uśmiercające ratując jednego z bliźniaków, Freda. Fred jest mu za to wdzięczny, George też. Co to za życie bliźniaka bez bliźniaka. Całe życie jest przy tobie osoba taka sama jak ty, z wyglądu, charakteru, macie te same pomysły, wiecie o czym mówicie nie dokańczając zdań, mówicie to samo w tym samym czasie. Wiecie coś o tym prawda? Sami jesteście bliźniakami, no trojaczkami niech będzie. Ale śmierć Percy'ego zabolało mocno nie tylko jego rodzinę i przyjaciół, a chyba można powiedzieć cały świat czarodziei. Pracował w ministerstwie. Był ważny dla wielu osób. Rona i Parvati połączyło zrozumienie, oboje stracili rodzeństwo. Wiedzieli co czuje ta druga osoba. Dobrze im się rozmawiało. I coś między nimi zaiskrzyło. Nie byłam na niego zła kiedy ze mną zerwał. Przeczuwałam że nam nie wyjdzie. Dwa całkiem różne charaktery, nie pasowaliśmy do siebie. Lepiej nam jako przyjaciele. - Odstawiła pusty kielich po kremowym piwie i wstała od stołu. - Idę zapłacić za obiad i wychodzimy. - Uśmiechnęła się do nas.
---------------------------------------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz