-A teraz gdy wszyscy się już najedli, proszę udać się do swoich dormitoriów. Prefekci proszę odprowadzić pierwszoklasistów. Dobranoc. - Powiedziała Profesor McGonagal gdy wszyscy się już najedli, a jedzenie tak jak magicznie się pojawiło tak magicznie zniknęło. A uczniowie zaczęli wstawać i wychodzić z sali.
-Pierwszoroczni do mnie! Jestem Prefektem! - Krzyknął jakiś chłopak siedzący bardzo blisko pierwszoroczniaków.
Wszyscy pierwszoklasiści zebrali się przy nim. Ja na szczęście nie musiałam obchodzić naokoło stołu bo siedział po mojej stronie. Tak więc zebraliśmy się między naszym stołem a stołem Krukonów, który znajdował się za nami, gdzie po drugiej stronie ich stołu przy ścianie również stała grupka pierwszoklasistów. Przed nami Gryfoni również zaczęli się zbierać po drugiej stronie stołu, bliżej stołu Huffelpuffu niż naszego, a Puchoni zbierali się pod ścianą przy swoim stole.
-Idziemy. - Powiedział ten sam chłopak gdy wszyscy starsi uczniowie opuścili sale. - Trzymajcie się blisko. - Dodał i ruszył do wyjścia, a nowi Ślizgoni za nim. - Każdy z domów mieści się w innej części zamku. Nasz jest w lochach. Gryfoni w jakiejś wysokiej wieży, gdzieś na ostatnim piętrze. Krukoni również w jakiejś wieży. A Puchoni za to gdzieś blisko kuchni. Każdy zna położenie pozostałych trzech domów mniej więcej gdzie się znajdują. Ale nikt nie wie konkretnie w jakim miejscu i co go strzeże. Żeby dostać się do naszego domu trzeba znać hasło. W tym roku naszym hasłem jest "Wiąz". Uważajcie na schody, lubią robić numery. A także niektóre stopnie są fałszywe. Nadepnięcie na taki powoduje jego usunięcie a wy wpadniecie w dziurę. Zapamiętajcie sobie. - Tu zaczął podawać numery stopni w jakich schodach. W całym Hogwarcie takich stopni jest osiem. Wcale nie tak dużo. W końcu się zatrzymaliśmy. - Tutaj. - Wskazał portret starszego mężczyzny, a ten się uśmiechnął. - Witaj Salazarze.
-Witaj Karter. - Odpowiedział mężczyzna.
-Wiąz.
-Witam nowych. - Powiedział mężczyzna z obrazu uśmiechając się i gestem ręki zapraszając do środka otwierając się do wewnątrz. Weszliśmy do środka za Karterem. Przeszliśmy wąskim korytarzem, tunelem, z zaokrąglonym sufitem. Po dziewięciu czy dziesięciu krokach weszliśmy do wielkiego salonu. Z lewej był duży ładny kominek. Przed nim stała kanapa która może pomieść cztery a może nawet pięć osób, a długość kanapy jest taka sama jak długość kominka. Po obu stronach kanapy stoją dwa fotele. Na środku salonu były ustawione dwa duże okrągłe stoły a na około nich kanapy. Pod ścianą po prawej stronie stała kanapa, dalej cztery szachownice, a dalej w kącie trzy okrągłe stolik a wokół każdego z nich cztery fotele. Salon był znacznie wyższy niż ten krótki tunel którym tu weszliśmy. Na ścianach wisiało paręnaście a może i więcej obrazów sławnych Ślizgonów. Salon był urządzony w kolorach zieleni, czerni, srebra i bieli. W tej chwili Salon był wypełniony uczniami i tętnił życiem jakby to było wolne popołudnie.
-To jest Pokój Wspólny. Większość wolnego czasu wszyscy Ślizgoni spędzają tutaj. Do sypialni dojdziecie tym korytarzem. - Wskazał na tunel taki jak ten którym weszliśmy, po drugiej stronie pokoju. - Dziewczęce sypialnie są z lewej, a chłopięce z prawej. Waszemu rocznikowi wypadło trzecie piętro sypialń. Na drzwiach sypialni są nazwiska osób które będą je zamieszkiwać przez siedem lat nauki. Jak tylko odnajdziecie swój pokój możecie zdjąć tabliczki z nazwiskami. Wasze bagaże czekają już na was w waszych sypialniach. Jeśli macie ochotę możecie jeszcze posiedzieć tutaj, poczęstować się smakołykami które nasi bliźniacy załatwili z kuchni. A jeśli nie macie ochoty już nic jeść zawsze możecie poznać się ze starszymi kolegami, jesteśmy otwarci na nowe znajomości z młodszymi. W końcu Ślizgoni muszą trzymać się razem. Ponieważ pozostałe trzy domu nas nie lubią. Może zdarzają się wyjątki. Ale zazwyczaj są to niektóre osoby dla kilku Ślizgonów. Zazwyczaj rodzina. - Posłał nam uśmiech i odszedł do swoich przyjaciół. A grupa pierwszoroczniaków się rozeszła.
-Albus to miłe zaskoczenie że tu trafiłeś.
-No nieźle nas zaskoczyłeś.
-Jake, Michael. - Odezwał się do dwóch brunetów którzy siedzieli na jednej z kanap. - To są moi kuzyni.- Powiedział patrząc na nas, a to Scorie, Ninnet i Eldo.
-Cześć. - Powiedzieli bliźniacy. Posłałam im uśmiech i mówiąc równo z moim rodzeństwem.
-Hej.
-Hej Luke! Kuzynek przyszedł!
-Albus! - Powiedział wesoło Luke z lekko francuskim akcentem. - Miło cię tu widzieć.
-Ciebie też fajnie widzieć Luke. Gdzie dziewczyny?
-Tutaj! Hej Al! - Krzyknęła jakaś blondynka z francuskim akcentem.
-Cześć Al. - Powiedziała jakaś młodsza dziewczyna.
-Cześć wam. To też jest moje kuzynostwo. Luke, Victorie i Arietta. - Wskazał po kolei. - A to Scorie, Ninnet i Eldo.
-Miło was poznać.
-Was również miło poznać. - Powiedziała Arietta zaciągając francuskim akcentem jak jej starsza siostra i brat.
-O widzicie tych dwóch blondynów tam? Bliźniaków. To Lorcan i Lysander. Nasi rodzice są przyjaciółmi od szkolnych lat i my również. Tam jest ich młodsza siostra Sonia. Soren jest w Ravenclaw i Pandora również tam trafiła dziś. Gdzieś tutaj również kręcą się wnuki Remusa i Nimfadory Lupin. Remus zginął podczas wojny i Tonks została wdową z piątką dzieci. Wujek Teodor ma sześcioro dzieciaków z czego cała czwórka jest w Slytherinie, a dwoje jeszcze za młodych Teodor Junior dzisiaj został przydzielony. Wujek Nigel ma siedem dzieci dwie najstarsze córki są w Ravenclaw, później Reina jest w Gryffindorze. Astrid i Alek dzisiaj tu trafili, a Drake i Simba jeszcze są za młodzi. Ciocia Joanna wyszła za francuza, to też można wnioskować z nazwiska Lemar. Wszyscy są w Slytherinie i wszyscy starsi od nas po kolei od szóstej do drugiej klasy. Ciocia Tina wyszła za Bułgara jest to kuzyn Wiktora Kruma, tego sławnego szukającego i zawodnika w Turnieju Trójmagicznym w 1994 roku, a na imię ma Ricky Lemke. Mają sześć dzieci. Tamara jest tu w Slytherinie, Ernie trafił do Gryffindoru, bliźniaczki też są tu i Tayler dzisiaj tu został przydzielony. A Temari za rok trafi do Hogwartu. Wujek David ma osiem dzieci. Najstarsza kończy w tym roku szkołę jest z Gryffindoru. Edward i później bliźniacy Perl i Matt trafili do Ravenclaw. Malvi jest tu. Doris trafiła do Gryffindoru. No i bliźniacy Irmina i Jeremi są tutaj.
-Wow. Niezłą macie rodzinkę. - Powiedziała moja siostra.
-W sumie to Lupinowie to nie jest nasza rodzina. Ale nasi rodzice przyjaźnią się z Nimfadorą Tonks-Lupin i za życia przyjaźnili się z jej mężem, uczył ich nawet rok Obrony Przed Czarną Magią. I tak jak nasi rodzice mówili Tonks i Remusowi na ty, tak i mówili tak do ich dzieci, różniło ich tylko pare lat. A dzieci jednych jak i drugich, czyli naszych rodziców Rona, Hermiony, Harry'ego oraz Lupinów, my jesteśmy dla siebie kuzynostwem, a rodzice tych drugich dla nas to wujostwo. Tak po prostu.
-Dobra rozumiemy Sherlocku. - Powiedział Eldo, a ja się zaśmiałam krótko. Albus spojrzał na nas i chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował. Zrozumiał że nie musiał aż tak tego tłumaczyć. A wystarczyły dwa zdania.
-Ej Mariage! - Usłyszałam swoje nazwisko wykrzykiwane gdzieś z lewej. Odwróciłam się w tamtą stronę. Scorpius machnął rękę byśmy podeszli. W czwórkę podeszliśmy do niego. Ten przedstawił nam swoje kuzynostwo. Bliźniaków z trzeciej klasy Tashe i Evana, Jareda z drugiej klasy i Dianę w naszym wieku. Następnie kuzynostwo od strony ciotki Sophie z drugiej klasy i Marcus z pierwszej. Oraz swoich przyjaciół Nathaniel Zabini w naszym wieku. Amos i Gerard Nott z czwartej, Deina z trzeciej i Austin i Dorottie z pierwszej. Po godzinnej rozmowie wszyscy my pierwszoklasiści postanowiliśmy udać się do sypialni.
-Oo! Aikido! - Krzyknął Albus na widok dziewczyny o azjatyckich rysach twarzy.
-Al. - Powiedziała nieśmiało.
-To jest Aikido córka Cho Chang. Przyjaciółki Złotej Trójki. A to Scorie, Ninnet i Eldo Mariage.
-Miło was poznać. - Powiedziała.
-Ciebie też. - Odpowiedziałam za nas wszystkich.
Weszliśmy schodami na trzecie piętro, chłopcy udali się w prawo a my w lewo. Na drugich drzwiach od schodów były nazwiska Astrid Lupin, Aikido Bolin, Dorottie Nott i Miguela Eldorino. A na następnych drzwiach były nazwisko moje i siostry, oraz Greengras i Malfoy. Weszłyśmy do sypialni. Na jej środku była barierka w kształcie okręgu. Dalej po okręgu były ustawione cztery duże łóżka z ładnego jasnego drewna z zielonymi kotarami i srebrnymi frędzelkami doczepionymi do kotar. Przed każdym łóżkiem stały bagaże i kufry z inicjałami a na łóżkach klatki ze zwierzakami. Moje łóżko wypadło pomiędzy Dianą i Naomi, a dalej z prawej łóżko miała Ninnet.
-Wy macie dwa zwierzątka? - Spytała Naomi.
-Tak. Fretke kupiłam sama i sowę dostałam od Hermiony. Tak samo mój brat i siostra tyle że ona wolała kota od fretki.
-Jak się wabią? - Spytała Diana.
-To jest Rey. - Wskazałam na fretkę. - A to Elza.
-Kotek to Ferri. A sówka to Lykka.
-Fretka brata to Creem i jest biało czarna, a sowa to Chorn. Pewnie nie raz będziecie miały przyjemność spotkać jego oba zwierzątka.
-Pewnie tak. - Zaśmiała się Diana.
Klatki odłożyłam na półce wyżłobionej w ścianie między moim łóżkiem a łóżkiem Diany, którą dzielimy wspólnie. A drugą półkę zajmują Naomi i Ninnet która jest pomiędzy ich łóżkami. Nad każdą półką były dwa okna. Widok mieliśmy na jezioro i las. lepszy taki niż brak okien w pokoju tak jak jest w Pokoju Wspólnym i w sypialniach na pierwszym piętrze. Oraz widok z okna połowy w wodzie a połowy na powierzchni, a okien nie można otworzyć.
-A ty jakie masz zwierzątko w tej klatce? - Spytałam patrząc na klatkę trzymaną w jej rękach w której coś hałasowało.
-Królika. - Powiedziała z uśmiechem. - Tuti. - Postawiła klatkę obok mojej fretki. A po chwili z klatki wyłonił się biały pyszczek. - Naomi też ma królika ale czarnego i nazwała go Bizma. - Zaśmiała się wymawiając imię królika. A ona posłała jej mordercze spojrzenie, na co Diana tylko wzruszyła ramionami.
Opisując dalej pokój to przy drzwiach którymi tu weszłyśmy stoją cztery komody, po dwie z każdej strony. A w obu ścianach bocznych są drzwi. Jak się okazało oba pomieszczenia to łazienki z trzema ścianami prostymi, a czwartą tą która łączy się z naszym pokojem zaokrągloną, ponieważ nasz pokój jest kołem. Jak pewnie każdy. Zdawać się może że wszystko w tym domu jest symetryczne. Wszystkiego po równo z każdej strony. Dwa łóżka z prawej i dwa z lewej, jedna półka pomiędzy łóżkami z prawej i jedna półka pomiędzy łóżkami z lewej. Dwie komody po prawej i dwie komody po lewej. Łazienka z prawej i łazienka z lewej. I po mimo tego co przez te dwa tygodnie Finniganowie mówili o Slytherinie że jest taki i owaki, że najgorszy. Ja wcale nie mam takiego odczucia. Może to dziwne, a może nie. Może po prostu za mało wiem o świecie magii, choć w rzeczywistości tak jest. W prawdzie czarownicą jestem od urodzenia, a dowiedziałam się o tym w dniu jedenastych urodzin. A i tak musiałam czekać kilka miesięcy by dowiedzieć się więcej. W naszym pokoju stały także cztery fotele, dwa stoliki i cztery wieszaki oraz dwa duże lustra. Pokój jest duży i przestronny. Łóżka znajdują się po jednej stronie, a ściany boczne mają drzwi do łazienki oraz przy nich stoi okrągły stolik i dwa fotele przy nim, a na każdym zielonym fotelu biała i srebrna poduszka. Patrząc dalej jeden wieszak stoi pomiędzy dwoma komodami, a drugi bliżej ściany bocznej, niż środka pokoju i tak samo jest z obydwu stron. Lustra stoją pomiędzy komodami. Nad drzwiami do naszej sypialni wisi duży zegar. I dopiero teraz spostrzegłam że na fotelach leżą starannie ułożone nasze szaty z barwami Slytherinu. Długa szata z zielonym od wewnątrz kapturem i godłem Slytherinu na lewej piersi, srebrno zielony krawat z godłem naszego domu, srebrno zielony szalik, srebrno zielone rękawiczki, srebrno zielona czapka, zielona kamizelka ze srebrnym wykończeniem, zielono srebrny sweter, zielona koszulka z naszym godłem z krótkim rękawem i długim rękawem oraz srebrno zielona koszula w kratę z godłem naszego domu na lewej piersi. Na każdym fotelu leżały takie dwa komplety. Diana poszła pierwsza się wykąpać, ja w tym czasie rozpakowałam trochę moje bagaże. A gdy ona wyszła z łazienki to zaczęła rozpakowywać swoje kufry, a ja poszłam się umyć. Przebrana w pidżamą dwadzieścia minut później wyszłam z łazienki. Pogadałyśmy jeszcze chwilę i poszłyśmy spać gdy na zegarze wybiła północ. A hałas z Pokoju Wspólnego trzy piętra niżej wciąż nie malał.
Obudziłyśmy się w momencie w którym jakaś dziewczyna chyba z piątej, a może z szóstej klasy wpadła do naszego pokoju krzycząc że mamy wstawać bo za chwilę będziemy spóźnieni na śniadanie. Spojrzałam na zegar. Szósta pięćdziesiąt osiem. Za dwie minuty zacznie się śniadanie. Tym razem to ja pierwsza weszłam do łazienki. Pięć minut później wyszłam z łazienki a do niej za mną wpadła Diana. Zaczęłam ubierać się w mundurek szkolny, białą koszulę, czarną spódniczkę, białe kolanówki i czarne półbuty zakupione u Madame Malkin na pokątnej, zawiązałam krawat na szyi, założyłam szatę i czekając z Naomi na dziewczyny zastanawiałyśmy się we dwie jaki będziemy mieć plan zajęć.
-----------------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
Strony
- Strona główna
- Mariage
- Potter
- Scamander
- Weasley Bill i Fleur
- Weasley Fred i Angelina
- Weasley George i Katie
- Weasley Ron i Parvati
- Finnigan
- Malfoy
- Greengras
- Hamont
- Zabini
- Nott
- Bolin
- Longbottom
- McLaggen
- Lupin Teddy i Jessica
- Lupin Nigel i Sylvia
- Lemar Joanna i Jonathan
- Lemke Tina i Ricky
- Lupin David i Marietta
- Plan zajęć pierwszoklasistów Ślizgonów
wtorek, 19 maja 2015
piątek, 15 maja 2015
Rozdział 3
-Witajcie w Dolinie Godryka. - Powiedziała wesoło pani Finnigan. - Za chwilę będziemy na miejscu.
-A co jak nas nie polubią? - Spytałam.
-Oh nie martwcie się. Polubią was, tak jak ja was polubiłam. - Uśmiechnęła się szczerze i zaparkowała samochód. - Wysiadamy.
Niechętnie wysiadłam z samochodu, a moje rodzeństwo również niechętnie wysiadło z tylnych miejsc. Ja miałam tę przyjemność siedzieć z przodu. Pani Finnigan zamknęła samochód i ruszyła w stronę brązowego domku,a my za nią. Otworzyła drzwi i weszła do środka.
-Kochanie jesteśmy! Wchodźcie. - Powiedziała do nas.
-W salonie Miona! - Usłyszałam głos z głębi mieszkania. A pani Finnigan poszła jak mi się wydaję w stronę salonu, a my za nią. Na kanapie siedział mężczyzna, trzech chłopaków i dwie dziewczyny.
-To jest Scorie, Ninnet i Eldo. - Przedstawiła nas. Uśmiechnęłam się nieśmiało. - A to jest mój mąż Seamus i nasze dzieci Elaine, Olivia, Marvel, Hugo i Samuel. - Wszyscy uśmiechali się ciepło i szczerze. - Chodźcie pokaże wam wasze pokoje, a później zrobimy kolację. - Powiedziała pani Finnigan i wyprowadziła nas z salonu. - Na górę. - Weszliśmy po schodach na piętro. - Tutaj jest pokój Olivi, Elaine i Marvela i trzy wolne pokoje. A piętro wyżej pokój ma Hugo i Samuel i są tam cztery wolne pokoje. Możecie sobie wybrać jaki chcecie. Pokoje dzieciaków są oznaczone. Na drzwiach jest plakietka z imieniem. Wybierzcie sobie pokój jaki chcecie i poproście moje dzieciaki żeby wam pomogły przenieść z furgonetki wasze rzeczy. A ja idę zrobić kolację. - Powiedziała i zaszła na dół.
-Ja chce pokój na drugim piętrze. - Powiedziałam wchodząc po schodach na górę.
-Ja chce tutaj.
-A ja idę też na górę. - Powiedział z uśmiechem Eldo.
Wybrałam pokój z widokiem na góry i tył domu. Eldo wybrał pokój na przeciw mnie z widokiem na ulice miasteczka. Zeszliśmy na dół akurat Ninnet wyszła z jednego z pokoi.
-Wybrałaś?
-Tak. - Powiedziała i wszyscy zeszliśmy na dół. Weszliśmy z powrotem do salonu. Uśmiechnęłam się i powiedziałam.
-Możemy was prosić o pomoc w przeniesieniu naszych bagaży?
-Jasne. - Powiedziała Elaine wstając z kanapy razem z resztą rodzeństwa. Wyszliśmy przed dom i Elaine chciała otworzyć drzwi bagażnika ale był zamknięty. - Mamo samochód! Otworzysz?! - Chwilę później usłyszeliśmy piknięcie sygnalizujące odblokowanie samochodu.
Godzinę później wszyscy weszliśmy do jadalni.
-I jak poszło rozpakowywanie? - Spytał pan Finnigan.
-Zabawnie. - Powiedziałam patrząc na Elaine, Hugo i Samuela.
-To się cieszę.
-Co jemy mamo? - Spytała Olivia.
-Zapiekankę makaronową. Siadajcie. - Zajęliśmy miejsca przy dużym stole który był już nakryty. - Smacznego. - Powiedziała pani Finnigan stawiając na stole blachę z zapiekanką.
-Poda mi pan cukier?
-Mów mi Seamus. - Uśmiechnął się do mnie.
-Podasz mi cukier? - Spytałam uśmiechając się niewinnie.
-Proszę. - Powiedział podając mi cukierniczkę. Posłodziłam sobie herbatę jak zawsze trzema łyżeczkami cukru i zaczęłam jeść kolację.
-Było pyszne proszę pani. - Powiedziała Ninnet gdy zjadła jako pierwsza.
-Hermiona. Dziękuję. - Uśmiechnęła się.
Czas spędzony w tym domu minął szybko i przyjemnie. Zaledwie tu przyjechaliśmy a już dziś schodzimy właśnie na dół z naszymi kuframi i innymi pakunkami oraz klatkami ze zwierzakami. Seamus i Hermiona pakują wszystko do samochodu którym tu przyjechaliśmy. W tym roku do Hogwartu idą bliźniacy Hugo i Sammy, oraz Elaine na drugi rok. Elaine jest w Ravenclawie. Ciekawe gdzie my trafimy. Przez te dwa tygodnie dużo się dowiedzieliśmy o świecie magii. Oraz o naszej rodzinie. Wszyscy wsiedliśmy do dużego vana i Seamus odpalił samochód i ruszyliśmy. Godzinę później parkowaliśmy na stacji King Cross w Londynie. Nasze bagaże poustawialiśmy na specjalnych wózkach i każdy prowadził swój wózek.
-Tutaj, między dziewiątym, a dziesiątym peronem jest przejście. Musicie wbiec prosto na ścianę. Elaine pójdzie pierwsza. Biegnij kochanie - Dziewczyna ścisnęła mocno uchwyt wózka i pobiegła na filar. Gdy tylko wózek dotknął ściany ona wraz ze swoim wózkiem zniknęła. - Teraz bliźniacy. - Jeden za drugim pobiegli od razu znikając. - Wasza kolej. Kto pierwszy? - Żadne z nas nie okazało większego zainteresowania.
-No to niech będzie że ja. - Powiedziałam.
-Dobrze. - Powiedziała Hermiona a ja zaczęłam biec pchając swój wózek przed sobą. Spanikowałam gdy byłam już milimetry przed ścianą ale było za późno żeby wychamować, ale nie miałam się czego obawiać bo nie poczułam uderzenia. W momencie w którym wózek powinien uderzyć w filar pojawiłam się na stacji z tylko jednym peronem i jednym pociągiem. Spojrzałam w górę na numer stacji. 9 i 3/4 Wszystko się zgadza.
-Scorie i jak?
-Trochę się bałam muszę przyznać.
-Też się bałam za pierwszym razem. Idź z chłopakami do pociągu ja zaczekam na resztę. Zaraz powinni się zjawić.
-Chodź Scorie. - Hugo pociągnął mnie za rękę. - Poszukamy wolnego przedziału. - Ruszyliśmy wzdłuż peronu i wsiadając do chyba dziesiątego, a może jedenastego wagonu wsadziliśmy na półki w jednym z wolnych przedziałów nasze bagaże i czekaliśmy przed wagonem na resztę. Po chwili pojawili się pozostali.
-Czekaj pomożemy wam. - Powiedzieli bliźniacy podchodząc jeden do Ninnet a drugi do Eldo z pomocą by wnieść ich bagaże do pociągu. Ja natomiast pomogłam Elaine.
-Mamy jeszcze dwadzieścia minut.
-Myślisz że się spóźnią kochanie?
-Będą na ostatnią chwilę jak to na Weasley'ów przystało. Oni zawsze są na czas. - Powiedziała z uśmiechem Hermiona.
-Hermiona! Seamus!
-Harry! Cześć! - Hermiona przytuliła wysokiego ciemnowłosego mężczyznę w okularach. - Ginny!
-Miona! - A następnie przytuliła do siebie rudowłosą kobietę. - Seam hej!
-Cześć Ginny! Hej Harry!
-Rona jeszcze niema?
-Jak on będzie przed czasem to ja zrezygnuję z pracy w Hogwarcie.
-Ej nie śmiej się z mojego brata!
-Taka jest prawda Ginny.
-Cześć ciociu, cześć wujek. - Powiedziała rudowłosa dziewczynka zeskakując z wózka bagażowego zapewne swojego brata.
-Cześć wszystkim! - Powiedział chłopak któremu na wózku siedziała siostra.
-Hejka! - Odezwał się drugi chłopak z wózkiem który szedł tuż za tamtym. Na jego wózku bagażowym również siedziała siostra tyle że o jasnych brązowych włosach i rudy chłopiec.
-Cześć dzieciaki! Jak Albus cieszysz się że jedziesz dziś do Hogwartu?
-Tak.
-To dobrze. Ah zapomniałabym. To jest Scorie, Ninnet i Eldo Mariage. Mieszkają z nami.
-Dostałaś adopcję?
-Tak. Dotrzymali obietnicy. Szkoda że te pięć lat musieli spędzić sami tam. Z daleka od prawdy.
-Jakoś sobie poradzimy.
-Wiem. Ja też szłam do Hogwartu nic nie wiedząc ...
-Akurat. Zanim przyszłaś na stację znałaś całą historię świata magii i Hogwartu na pamięć!
-Ron!
-Cześć Hermiona! - Przytuliła się do rudowłosego mężczyzny, a następnie do kobiety którą spotkaliśmy w Dziurawym Kotle.
-Parvati! - I znowu nastąpiła seria przywitań
-Ron to jest Ninnet, Scorie i Eldo.
-A to są nasze dzieciaki. - Powiedział obejmując Parvati. - Colin w tym roku zaczyna drugą klasę. Rose idzie do pierwszej. Annabeth za dwa lata dopiero pójdzie do Hogwartu. A Bradley za trzy lata.
W tym momencie rozległ się gwizdek pociągu.
-Trzymajcie się. Będzie dobrze. Zobaczycie. Powodzenia. - Powiedziała do nas Hermiona i podeszła do swoich dzieci.
-Bawcie się dobrze. Pamiętam jak ja pierwszy raz jechałem do Hogwartu. - Uśmiechnął się na wspomnienie. - Wtedy nawet nie myślałem że ja i Hermiona razem. Zawsze trzymała się z Harrym i Ronem. Przyjaźnili się prawie od samego początku.
-A jak się w sobie zakochaliście?
-Zanim Hermiona opuściła swój dom by pomóc Harry'emu i Ronowi szukać horkruksów rzuciła na rodziców zaklęcie zapomnienia.Wymazała siebie z ich pamięci dla ich bezpieczeństwa by Voldemort ich nie znalazł i by nie martwili się o nią. Wmówiła im że się inaczej nazywają i żeby zamieszkali w Australii. Po wojnie chciała ich odnaleźć, ale nie mogła. Załamała się. Myślała że Voldemort ich dopadł. Pomogłem jej ich szukać. Podtrzymywałem na duchu i tak zbliżyliśmy się do siebie. Wreszcie po roku poszukiwań znaleźliśmy ich. Gdy się dowiedzieli co zrobiła byli źli. W końcu można powiedzieć że stracili córkę na dwa lata. I żyli innym życiem. Oni się świetnie bawili gdy ona walczyła, była krzywdzona i torturowana. Ale wszystko dobrze się skończyło. A po wojnie zostały tylko lekkie blizny.
W tym momencie rozbrzmiał drugi gwizdek.
-Wsiadajcie, bo wam pociąg odjedzie. - Powiedział i cała nasza dziesiątka wsiadła do pociągu, gdyż wszyscy zasłuchali się w tej krótkiej historyjce.
Elaine i Colin pożegnali się ładnie z nami i powiedzieli że spotkamy się w zamku i odeszli poszukać swoich przyjaciół. Więc tak o to w ósemkę spędziliśmy podróż. Bardzo długą podróż. Po trzech godzinach jazdy starsza kobieta z wózkiem smakołyków przejeżdżała obok naszego przedziału. Kupiliśmy trochę łakoci i pogrążyliśmy dalej w rozmowie. W końcu zaczęło się ściemniać i Rose powiedziała że czas założyć czarne szaty bo za chwilę będziemy wysiadać. I miała rację. Paręnaście minut później pociąg zaczął zwalniać aż w końcu się zatrzymał. Eldo właśnie sięgał po walizkę kiedy Hugo go powstrzymał.
-Nie. Nasze bagaże zostaną przeniesione przez innych. Wychodzimy. - Powiedział i wyszedł z przedziału a my za nim. Wyszliśmy na peron. Zaczęłam się rozglądać, nad torami znajdował się most, z boku widziałam że są jakieś budynki.
-Pierwszoroczni! Pierwszoroczni! Do mnie! Wszyscy pierwszacy do mnie! - Krzyczał jakiś wysoki mężczyzna. - Pierwszoroczni pójdą za mną! Do łodzi! - Więc poszliśmy za nim.
-Kto to jest? - Spytałam.
-Gajowy Hogwartu.
-Hagrid?
-Nie. Hagrid nie żyje. Umarł osiem lat temu. To jest nowy gajowy. Nazywa się Zarock Blams. - Powiedziała Rose.
-Skąd ... - Zaczęła Ninnet.
-Nasza mama tu uczy. A po za tym Hagrid był przyjacielem naszych rodziców. - Powiedział Samuel. - Szczególnie Złotej Trójki.
-Złotej Trójki?
-Zapomniałem że wy nie wiecie o wszystkim. Złota Trójka czyli nasza mama Hermiona Granger teraz Finnigan wiadomo, Ronald Weasley i Harry Potter. Trzymali się razem w trójkę od początku. Wiele razem przeżyli. Co roku ładowali się w kłopoty i co roku z nich wychodzili cało. Ta trójka zrobiła najwięcej dla świata czarodziejów w przeciągu siedmiu lat. W pierwszej klasie powstrzymali Voldemorta od zdobycia Kamienia Filozoficznego dzięki któremu mógłby uzyskać nieśmiertelność. Pokonali jego i osobę w którą się wszczepił by móc przeżyć. W drugiej klasie powstrzymali Voldemorta przed powrotem i zabiciem Ginny, Harry zabił bazyliszka. W trzeciej klasie zrobili wiele dla siebie. Uratowali Hardodzioba, niestety hipogryf już nie żyje. Uratowali Syriusza Blacka, ojca chrzestnego Harry'ego, niestety zginął dwa lata później z ręki swojej kuzynki. Zmienili czas, zmienili bieg wydarzeń. A Harry dokonał wtedy dodatkowo czegoś niesamowitego. Sam jeden odgonił tysiące dementorów. W czwartej klasie Harry musiał zmierzyć się z Turniejem Trójmagicznym bo młody Crouch śmierciożerca podszył się pod profesora Moody'ego i wrzucił jego nazwisko do Czary Ognia z nazwą innej szkoły. Bo Czara Ognia wybiera tylko jednego ucznia z każdej szkoły. I Crouch Junior udawał przez cały rok profesora Moody'ego. Moody niestety też już nie żyję zginął w momencie w którym Harry był przenoszony do Nory w wakacje po morderstwie Dumbledore'a. Junior Crouch w dodatku zabił swojego ojca. Na piątym roku Harry, Ron i Hermiona stworzyli Gwardię Dumbeldore'a która miała na celu nauczenia zaklęć obronnych, bo Profesor Umbridge uczyła tylko teorii. A Harry zaczął uczyć zaklęć, które on poznał bo były mu potrzebne by przetrwać Turniej na przykład i w trzeciej klasie jak już wspominałem nauczył się bronić przed dementorami i ich też nauczył tego zaklęcia. Kilka miesięcy później Harry, Ron, Hermiona, Ginny, Neville i Luna polecieli do Departamentu Tajemnic w Ministerstwie Magii bo Harry miał wizję że Voldemort przetrzymuje tam jego ojca chrzestnego. To było kłamstwo. Czekali tam na nich śmierciożercy. Chcieli zmusić Harry'ego by wziął swoją przepowiednie i oddał im ją. A przepowiedni może dotknąć tylko osoba której ona dotyczy, później to już niema znaczenia. Harry nie chciał jej oddać. Szóstka nastolatków zaczęła walkę ze śmierciożercami. Oni mogli się tylko bronić lub rzucać zaklęcia otępiające i inne tego typu, a śmierciożercy w nich rzucali Kedavrami i Crucjatusami. Śmierciożercy w końcu ich złapali i Harry był zmuszony oddać przepowiednie. Wtedy zjawili się członkowie Zakonu Feniksa, przepowiednia się stłukła i wywiązała się kolejna walka. Harry patrzył jak jego ojciec chrzestny umiera, wszyscy to widzieli, jego przyjaciele, członkowie Zakonu, śmierciożercy. Później Harry'ego zaatakował Voldemort, dobierał się do jego wspomnień, ale Harry wygonił go z umysłu. Na szóstym roku Harry miał wydobyć informacje od nowego profesora Eliksirów, spotykał się z Dumbeldore'm w sprawie wspomnień Slughorna i horkruksów. Był świadkiem jak jego koleżanka z Gryffindoru została potraktowana mocnym urokiem, wylądowała w Szpitalu Świętego Munga, tam ją wyleczyli i ma się dobrze, była to Katie Bell teraz jest żoną Georga Weasleya. Był świadkiem jak jego przyjaciel został potraktowany mocnym eliksirem miłosnym, rzecz jasna przypadkiem. Harry dostał czekoladki od dziewczyny ze swojego domu z liścikiem, nie pamiętam jak się nazywała. Ale to Ron zjadł jego czekoladki. Zaprowadził go do Slughorna by ten sporządził odtrutkę. Gdy Ronowi przeszedł urok Slughorn poczęstował ich winem. Ron napił się jako pierwszy i padł na podłogę. Wino było zatrute jak się okazało. I gdyby nie szybka reakcja Harry'ego to możliwe że Ron by nie przeżył. Ale wyzdrowiał. Później Snape zamordował Dumbledore'a i sam został Dyrektorem w kolejnym roku szkolnym. Jak się później okazało Snape był zawsze po naszej stronie był naszą wtyczką wśród śmierciożerócw i przynosił najświeższe wiadomości Dumbeldore'owi od Voldemorta. Przekazał mu że jest planowane zamordowanie go. Dumbledore powiedział że to on ma to zrobić na oczach innych śmierciożerców jak przyjdzie odpowiedni moment. I zrobił to. Harry to widział i znienawidził jeszcze bardziej. Dopiero w momencie w którym we trójkę znaleźli go umierającego jak przekazał mu swoje wspomnienia i Harry później obejrzał je w myśliodsiewnej zrozumiał że Snape zawsze chciał dobrze, zawsze był po ich stronie. I że kochał się w jego matce ale ta wybrała Jamesa Pottera, a nie jego. A to co się działo po zakończeniu ich szóstego roku już wiecie. I tak się ogółem przyjęło że Harry, Ron i Hermiona są nazywani Złotą Trójką, ponieważ zrobili dużo dla naszego świata, a także świata mugoli. A my jesteśmy nazywani dziećmi Złotej Trójki. Kiedyś w Proroku Codziennym i w czasopiśmie Czarownica dużo było o naszych rodzicach, o wszystkim co się działo w ich żuciu. Od naszych narodzin również o nas piszą. O tym co zrobili dzieci Złotej Trójki, w jakie kłopoty się wpakowali, co za psikusy zrobili rodzicom. - Sammy opowiedział nam w skrócie historię Złotej Trójki. No cóż musimy się wiele nauczyć. Bo pomimo tego że należymy do starego rodu czarodziejów, prawie nic nie wiemy o naszym świecie. W tym momencie zeszliśmy z drogi na wąską ścieżkę w lesie prowadzącą w dół. Po chwili ujrzałam jezioro.
-Pierwszoroczni do łodzi. Nie więcej niż sześć osób w jednej. - Nasza trójka wsiadła do jednej łodzi z Hugonem i Sammym, oraz dosiadła się do nas jakaś dziewczyna która posłała nam uśmiech siadając w łodzi. Rose i Albus usiedli w łodzi z trzema chłopkami i jedną dziewczyną. A gdy wszyscy już siedzieli w łodziach gajowy machnął różdżką i łodzie zaczęły same płynąć. - Nie wychylajcie się zbytnio, bo wpadniecie do wody. Nie chce powtórki z zeszłego roku.
-A co było w zeszłym roku? - Spytała jakaś dziewczyna.
-Dwóch chłopaków wpadło do wody i musiałem ich wyławiać. W dodatku sam musiałem wskoczyć do wody bo jeden z nich nie umiał pływać. A za chwilę ujrzycie zamek. - Powiedział wskazując na jezioro z lewej strony gdzie jak na razie jeszcze było widać skraj lasu. Ale po chwili gdy łodzie wypłynęły zza za krętu widok zamku spowitego w lekkim mroku w blasku księżyca i gwiazd świecących z nieba i odbijanych od tafli jeziora. Po prostu widok był oszałamiający.
Gajowy wprowadził nas do zamku a tam na nas czekała jakaś nauczycielka.
-Witajcie w Hogwarcie. Nazywam się Mirabella Orion i za chwilę wprowadzę was do Wielkiej Sali gdzie każde z was zostanie przydzielone do domu przez założenie na głowę Tiary Przydziału. Na czas pobytu w Hogwarcie każdy dom zastępuję rodzinę. Idziemy. - Powiedziała wchodząc po schodach na górę. Pokonaliśmy dwie partie schodów i zatrzymaliśmy się przed wielkimi drzwiami. - Dziękuję panie Filch. - Powiedziała odbierając od starszego mężczyzny zwój pergaminu. - Wchodzimy. - Powiedziała i otworzyła drzwi wchodząc a my za nią. Na sali były ustawione cztery długie stoły wzdłuż wejścia, przy każdym siedzieli uczniowie. A przy piątym stole ustawionym na drugim końcu sali przodem do wejścia ustawiony był stół nauczycielski. Zatrzymaliśmy się prawie na samym końcu pomieszczenia, tam na stołku stała stara Tiara. Profesor Orion stanęła z prawej strony stołka a Tiara nagle ożyła i zaczęła śpiewać piosenkę.
Jam jest stara Tiara Przydziału
Dużo widziałam, dużo słyszałam.
Lat mam już wiele i
Wielu uczniów przydzielałam.
Taki mój los i taka moja rola
Nowych uczniów przydzielić
Do nowego grona.
Może rozdziele przyjaciół,
A może rodzeństwo.
Ja patrzeć muszę na wartości,
Przekazane mi przez czterech
Wielkich czarodziei.
Godryk Gryffindor, Helga Huffelpuff,
Salazar Slytherin i Rovena Ravenclaw
Założyli Hogwart dawno temu
I we mnie tchnęli cząstkę siebie.
By jak ich zabraknie, to ja czyniła
Honor i słusznie zgodnie z ich wolą
Nowych przydzielała.
Więc jeśli do wyczynów wielkich
Macie ochotę, odwagą i uczciwością
Pałacie Gryffindor stoi dla was otworem.
A jeśli jesteście sprawiedliwi i wierni,
To tak jak Huffelpuff Hogwartu szkoły będziecie
Chwałą i pracowitością na nią zasłużycie.
Jeśli jesteście gotowi na wiele i szukacie
Druhów którzy też tacy są, jeśli ambicji
Macie mnóstwo i przebiegli jesteście jak wąż
To Slytherin stoi dla was otworem.
A jeśli bystrzy jesteście i żądni wiedzy
Wielkiej to czeka was Ravenlaw.
Więc dalej młodzieży bez lęku,
Na głowy włóżcie mnie.
Jam los wyznaczę wam szczery
I nigdy nie mylę się.
Czas wybrać dom założyciela jednego
Z czterech w którym każde z was zamieszka.
Gdy Tiara skończyła śpiewać pani Profesor podniosła ją za czubek i powiedziała.
-Ten kogo wyczytam podchodzi tutaj i siada a ja założę mu na głowę Tiarę. Aberstworh Melanie Lisa. - Dziewczyna stojąca obok mnie w krótkich brązowych włosach podeszła do stołka i profesor założyła jej na głowę Tiarę. Zapadła cisza. Po jakiś dwóch minutach Tiara krzyknęła.
-HUFFELPUFF! - Dziewczyna wstała i podeszła do stołu który zaczął wiwatować i klaskać ciesząc się z nowej uczennicy w ich domu.
-Adolfeen Greg. - Chłopiec o piegowatej twarzy usiadł na stołku.
-GRYFFINDOR!
-Andersen Sean. - Chłopak o jasnych brązowych włosach zajął stołek.
-SLYTHERIN!
Dalej kolejno według alfabetu na stołku siadali uczniowie wyczytani przez profesor Orion. W końcu doszła do nazwisk na literę F.
-Finnigan Hugon Seamus. - Hugo usiadł na stołku. A po chwili ciszy Tiara krzyknęła
-RAVENCLAW!
-Finnigan Samuel John. - Następnie na stołku usiadł Sammy.
-RAVENCLAW! - Bliźniacy już wesoło siedzieli przy stole Krukonów obok siostry.
Dalej znowu wyczytywane były osoby których nie znam.
-Longbottom Frank Harry. - To jest syn przyjaciół Hermiony. Pamiętam to nazwisko z jej którejś opowieści.
-RAVENCLAW!
-Malfoy Naomi Venus. - Blondynka która stała obok mnie podeszła pewnie do stołka. Tiara lekko musnęła jej głowę i krzyknęła.
-SLYTHERIN!
-Malfoy Scorpius Hyperion. - Blondyn, który stał za mną pewnym krokiem wyszedł i usiadł na stołku. Tak jak w przypadku jego siostry chyba, albo kuzynki Tiara lekko musnęła jego głowę i krzyknęła.
-SLYTHERIN!
-Mariage Eldo Lorenc. - Mój brat wstał i powoli podszedł do stołka. Tak samo jak w przypadku tego blondyna Tiara lekko musnęła jego głowę i krzyknęła.
-SLYTHERIN!
-Mariage Ninnet Janett. - Siostra również lekko przestraszona usiadła na stołku i powtórzyła się ta sama sytuacja co u Eldo i tamtego blondyna.
-SLYTHERIN!
-Mariage Scorie Lindsey. - Może i byłam trochę przestraszona, ale nie okazałam tego i pewnym krokiem podeszłam i usiadłam na stołku. Ledwo poczułam jak Profesor Orion zakłada mi Tiarę a ta krzyknęła.
-SLYTHERIN! - Podbiegłam uśmiechnięta do stołu który wiwatuje piąty raz pod rząd. Usiadłam naprzeciwko mojego brata obok tego blondyna.
Parę nazwisk znów zostało wyczytanych co mi nic nie mówiły aż w końcu padło nazwisko.
-Potter Albus Severus. - Al podszedł powoli do stołka. Tiara długo myślała. A Al miał dziwny wyraz twarzy. Z całej siły zacisnął oczy i usta. Profesor Orion patrzyła co chwilę na zegarek.
-Jeszcze chwila i będzie Hatstallsem. - Szepnęła Naomi do Scorpiusa.
-Kim? - Spytałam odwracając głowę w ich stronę. Spojrzeli na mnie dziwnie, ale po chwili w oczach chłopaka ujrzałam zrozumienie.
-Hatstalls to miano nowego ucznia nad którym wyborem domu Tiara myślała dłużej niż pięć minut. - Powiedział chłopak.
-SLYTHERIN! - Wrzasnęła Tiara.
-Brakowało piętnastu sekund.- Powiedziała dziewczyna. Al usiadł obok mnie.
-Czemu tak długo zastanawiała się nad tobą? - Spytałam.
-Bo jestem inny. Tak jak tata i mój brat James. - Wskazał na stół Gryffindoru przed nami. - I reszta mojego rodzeństwa.
-Skoro James jest w Gryffindorze, to czemu Tiara przydzieliła cię tutaj?
-Nie wiem. Tak jak mówi czyli patrzy w nas i na podstawie tego jacy jesteśmy wybiera nam domy. Nad moim ojcem się też zastanawiała. Chciała by był w Slytherinie, ale on powiedział że nie chce być w Slytherinie. Ja z resztą chyba też nie chciałem tu być.
-Nie wyglądasz na smutnego faktem że jednak tu trafiłeś.
-Zanim was znaleźliśmy na stacji rozmawiałem z ojcem. Mówiłem że boję się że Tiara przydzieli mnie do Slytherinu. Ojciec powiedział że jeśli nie chce tu być wystarczy poprosić i Tiara weźmie to pod uwagę. Ale z Jamesem od kilku dni mi się nie układało. A w pociągu się pokłóciliśmy. Na szczęście nikt nie słyszał. Tiara wyczuła moje wahanie. Nienawiść do brata, który jest w Gryffindorze i chęć trafienia tam, ale jednocześnie daleko od brata. Mój strach że trafię tu, i odczucie po tym jak wy tu trafiliście że ja mógłbym też tu trafić i przynajmniej nie byłbym sam. Ale również zastanawiała się nad Huffelpuffem. Ale że tam niema nikogo kogo znam skupiła się bardziej na Gryffindorze i Slytherinie.
-A czemu pod uwagę nie wzięła Ravenclaw, skoro tam są twoi kuzyni?
-Bo ja rządny wiedzy nie jestem. Nie tak jak oni.
-Moja siostra jest za to bardzo rządna wiedzy a jakoś trafiła tutaj, a nie tam.
-Może dlatego że bardziej liczy się dla niej czystość kwi. To jest jedna z najważniejszych cech Slytherinu. Czystość krwi.
-Weasley Nikolas Fred. - Jasny brunet podszedł do stołka, a po chwili Tiara krzyknęła.
RAVENCLAW!
-Weasley Rose Ginny. - Spojrzałam w kierunku pani profesor. Na stołku właśnie siadała Rose. Po minucie Tiara krzyknęła.
-GRYFFINDOR!
-To było pewne że ona tam trafi. Każdy Weasley zawsze tam trafia. Od wieków. - Powiedział mi na ucho Albus.
-Zabini Nathaniel Dave. - Ostatni chłopak usiadł na stołku a Tiara po chwili wykrzyknęła,
-SLYTHERIN! - Lekko ciemnoskóry chłopak usiadł obok Albusa. W Dyrektor Szkoły wstała i przemówiła.
-Witam wszystkich starych uczniów po wakacjach. Mam nadzieje że wróciliście do nas wypoczęci i gotowi do dalszej nauki. Witam również was pierwszoklasiści. Zanim zaczniemy kolację pierwszoroczni niech wiedzą że do Lasu jest wstęp wzbroniony. Zakazuje się używania czarów na korytarzach. A po dwudziestej drugiej jest zakaz wychodzenia z pokoi. A teraz kontynuując tradycję szkoły podtrzymywaną przez wiele lat przez poprzedniego dyrektora Albusa Dymbledore'a odśpiewamy hymn. Proszę wstać. - Powiedziała wychodząc zza stołu i pod sklepieniem sufitu wyczarowując tekst. I nagle cała sala zaczęła śpiewać uczniowie i nauczyciele,
Hogwart, Hogwart, Pieprzo-Wieprzy Hogwart,
Naucz nas choć trochę czegoś!
Czy kto młody z świerzbem ostrym,
Czy kto stary z łbem łysego!
Możesz wypchać nasze głowy
Farszem czegoś ciekawego!
Bo powietrze je wypełnia,
Muchy zdechłe, kurzu wełna!
Naucz nas, co pożyteczne,
Pamięć wzrusz, co ledwie zipie!
My zaś będziemy wkuwać wiecznie,
Aż się w próchno mózg rozsypie!
Po odśpiewaniu hymnu na stołach pojawiły się misy pełne potraw i wszyscy zabrali się do jedzenia.
-Więc to wy prawda? - Spytał blondyn wskazując na naszą trójkę. - Dzieci arystokratów wychowane w sierocińcu.
-Niestety tak. Dowiedzieliśmy się że jesteśmy czarodziejami w dniu naszych jedenastych urodzin kiedy dostaliśmy list. A i tak nic nie rozumieliśmy. Dla nas było to wtedy niemożliwe. Myśleliśmy że to żart. Ale każde z nas potajemnie czekało na tę osobę co ma nas odwiedzić w wakacje. I się doczekaliśmy.
-A to prawda że rodzina Finniganów was zaadoptowała?
-Tak. Ale skąd wy wiecie?
-Ojciec wyczytał w Proroku codziennym, a moja siostra - wskazał na dziewczynę siedzącą obok niego z drugiej strony. - w czasopiśmie Czarownica.
-Piszą o nas? - Spytałam zdziwiona.
-Tak. W końcu wasze nazwisko dużo znaczy w naszym świecie. A w dodatku zaadoptowała was rodzina gdzie jednym z opiekunów jest ktoś ze Złotej Trójki. Jeszcze większe zainteresowanie wami. Nie dziwi mnie to że wasza trójka trafiła do Slytherinu. Cała wasza rodzina zawsze tu trafia od wieków. Ale ty Potter? Co ty tu właściwie robisz? To dom dla szlachetnych osób, arystokratów, rodzin czystej krwi. Bo czystość krwi się liczy najbardziej. Mugole nie powinny mieć wstępu do Hogwartu.
-Jestem taki jak wy.
-Śmieszny jesteś. Twój ojciec wielki Harry Potter, jego matką a twoją babcią była czarownica z mugolskiej rodziny. Gdzie tu czystość krwi. Jak Tiara mogła cię tu przydzielić? - Zaśmiał się.
-Wiąz. - Powiedział Al, a ja nie bardzo wiedziałam o co chodzi. Chłopak chyba też. Spojrzał na Albusa unosząc brwi. - Moja różdżka, wykonana z wiązu. A te różdżki wybierają tylko czarodziei z rodzin czystej krwi, lub takie które tę filozofię wyznają. Ale ty o tym wiesz Malfoy.
-Ty Potter? Wyznajesz czystość krwi? A to nowość. Twój tatuś będzie zły jak się dowie.
-Nie obchodzi mnie co on powie. To moja sprawa. - Blondyn uśmiechnął się i wyciągnął rękę do Albusa.
-Jestem Scorpius. - Al uścisnął mu dłoń. - A to jest Naomi, moja siostra. Diana Greengras moja kuzynka. Marcus Hamont mój kuzyn. I moi najlepsi przyjaciele Nathaniel Zabini i Austin Nott i jego siostra Dorottie Nott. - Wskazał po kolei, blondynkę siedzącą obok niego, brunetkę siedzącą po drugiej stronie ławy bliżej środka, jasnego bruneta siedzącego obok niej i czarnowłosego, ciemnoskórego chłopka siedzącego obok Albusa. I na końcu na chłopaka siedzącego obok Eldo i jego siostrę siedzącą dalej z jego lewej. - A tamta ciemna blondynka widzicie? To Tasha Greengras jest na trzecim roku i jej bliźniak Evan. A Jared Greengras i Sophie Hamont są na drugim roku. - Wskazał kolejne osoby siedzące bardziej na środku stołu. - Ale szczerze powiedziawszy Potter ...
-Albus.
-Szczerze powiedziawszy Albus jestem zdumiony tobą. Naprawdę. - Al prychnął pod nosem na słowa Scorpiusa. - Powiem tak. - Spojrzał na niego, a Al odwzajemnił spojrzenie. - Oferuje ci moją przyjaźń. A uwierz nie pożałujesz. Będzie to miało obustronną korzyść. - Uśmiechnął się łobuzersko. - A przede wszystkim nie będziesz poniżany przez innych Ślizgonów za to że ktoś taki jak ty, mam na myśli historię rodziny, trafił tu. - Scorpius po raz kolejny wyciągnął rękę w stronę Albusa. Przez dłuższą chwilę panowała cisza. Al przerwał kontakt wzrokowy z blondynem by spojrzeć w stronę stołu Gryffindoru, podążyłam za jego wzrokiem. Wpatrywał się w plecy brata ale można było stwierdzić że dobrze się bawi, śmieje, wygłupia i rozmawia z przyjaciółmi. Zachowuje się jakby jego brat wcale nie trafił do innego domu. Odwróciłam się za siebie by spojrzeć na stół Krukonów. Tam Finniganowie siedzieli cicho od czasu do czasu zamieniając kilka słów z kimś, gdy bliźniacy zoorientowali się że na nich patrzę posłali mi spojrzenie mówiące, szkoda że nas niema z nimi. Posłałam im smutny uśmiech i odwróciłam się i spojrzałam na Albusa. Wciąż wpatrywał się w plecy brata a Scorpius wciąż wyciągał do niego rękę.
-Wiesz co? - Odezwał się w końcu Al. - Wiem jedno. Nic nie stracę przyjaźniąc się z tobą. A czy zyskam coś? To zależy co i w jakim sensie? Ale czy to ma znaczenie? Skoro własny brat się na mnie wypiął i ma mnie gdzieś. Mówił że nie zdobędę przyjaciół. Ale mówił o Gryffindorze. Bo w Slytherinie ma samych wrogów. - Powiedział i uścisnął rękę blondyna. Po tych wypowiedzianych słowach i uściśnięciu dłoni chłopaków zapadła przyjemna cisza i cała nasza grupka zaczęła jeść.
----------------------------------------------------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
-A co jak nas nie polubią? - Spytałam.
-Oh nie martwcie się. Polubią was, tak jak ja was polubiłam. - Uśmiechnęła się szczerze i zaparkowała samochód. - Wysiadamy.
Niechętnie wysiadłam z samochodu, a moje rodzeństwo również niechętnie wysiadło z tylnych miejsc. Ja miałam tę przyjemność siedzieć z przodu. Pani Finnigan zamknęła samochód i ruszyła w stronę brązowego domku,a my za nią. Otworzyła drzwi i weszła do środka.
-Kochanie jesteśmy! Wchodźcie. - Powiedziała do nas.
-W salonie Miona! - Usłyszałam głos z głębi mieszkania. A pani Finnigan poszła jak mi się wydaję w stronę salonu, a my za nią. Na kanapie siedział mężczyzna, trzech chłopaków i dwie dziewczyny.
-To jest Scorie, Ninnet i Eldo. - Przedstawiła nas. Uśmiechnęłam się nieśmiało. - A to jest mój mąż Seamus i nasze dzieci Elaine, Olivia, Marvel, Hugo i Samuel. - Wszyscy uśmiechali się ciepło i szczerze. - Chodźcie pokaże wam wasze pokoje, a później zrobimy kolację. - Powiedziała pani Finnigan i wyprowadziła nas z salonu. - Na górę. - Weszliśmy po schodach na piętro. - Tutaj jest pokój Olivi, Elaine i Marvela i trzy wolne pokoje. A piętro wyżej pokój ma Hugo i Samuel i są tam cztery wolne pokoje. Możecie sobie wybrać jaki chcecie. Pokoje dzieciaków są oznaczone. Na drzwiach jest plakietka z imieniem. Wybierzcie sobie pokój jaki chcecie i poproście moje dzieciaki żeby wam pomogły przenieść z furgonetki wasze rzeczy. A ja idę zrobić kolację. - Powiedziała i zaszła na dół.
-Ja chce pokój na drugim piętrze. - Powiedziałam wchodząc po schodach na górę.
-Ja chce tutaj.
-A ja idę też na górę. - Powiedział z uśmiechem Eldo.
Wybrałam pokój z widokiem na góry i tył domu. Eldo wybrał pokój na przeciw mnie z widokiem na ulice miasteczka. Zeszliśmy na dół akurat Ninnet wyszła z jednego z pokoi.
-Wybrałaś?
-Tak. - Powiedziała i wszyscy zeszliśmy na dół. Weszliśmy z powrotem do salonu. Uśmiechnęłam się i powiedziałam.
-Możemy was prosić o pomoc w przeniesieniu naszych bagaży?
-Jasne. - Powiedziała Elaine wstając z kanapy razem z resztą rodzeństwa. Wyszliśmy przed dom i Elaine chciała otworzyć drzwi bagażnika ale był zamknięty. - Mamo samochód! Otworzysz?! - Chwilę później usłyszeliśmy piknięcie sygnalizujące odblokowanie samochodu.
Godzinę później wszyscy weszliśmy do jadalni.
-I jak poszło rozpakowywanie? - Spytał pan Finnigan.
-Zabawnie. - Powiedziałam patrząc na Elaine, Hugo i Samuela.
-To się cieszę.
-Co jemy mamo? - Spytała Olivia.
-Zapiekankę makaronową. Siadajcie. - Zajęliśmy miejsca przy dużym stole który był już nakryty. - Smacznego. - Powiedziała pani Finnigan stawiając na stole blachę z zapiekanką.
-Poda mi pan cukier?
-Mów mi Seamus. - Uśmiechnął się do mnie.
-Podasz mi cukier? - Spytałam uśmiechając się niewinnie.
-Proszę. - Powiedział podając mi cukierniczkę. Posłodziłam sobie herbatę jak zawsze trzema łyżeczkami cukru i zaczęłam jeść kolację.
-Było pyszne proszę pani. - Powiedziała Ninnet gdy zjadła jako pierwsza.
-Hermiona. Dziękuję. - Uśmiechnęła się.
Czas spędzony w tym domu minął szybko i przyjemnie. Zaledwie tu przyjechaliśmy a już dziś schodzimy właśnie na dół z naszymi kuframi i innymi pakunkami oraz klatkami ze zwierzakami. Seamus i Hermiona pakują wszystko do samochodu którym tu przyjechaliśmy. W tym roku do Hogwartu idą bliźniacy Hugo i Sammy, oraz Elaine na drugi rok. Elaine jest w Ravenclawie. Ciekawe gdzie my trafimy. Przez te dwa tygodnie dużo się dowiedzieliśmy o świecie magii. Oraz o naszej rodzinie. Wszyscy wsiedliśmy do dużego vana i Seamus odpalił samochód i ruszyliśmy. Godzinę później parkowaliśmy na stacji King Cross w Londynie. Nasze bagaże poustawialiśmy na specjalnych wózkach i każdy prowadził swój wózek.
-Tutaj, między dziewiątym, a dziesiątym peronem jest przejście. Musicie wbiec prosto na ścianę. Elaine pójdzie pierwsza. Biegnij kochanie - Dziewczyna ścisnęła mocno uchwyt wózka i pobiegła na filar. Gdy tylko wózek dotknął ściany ona wraz ze swoim wózkiem zniknęła. - Teraz bliźniacy. - Jeden za drugim pobiegli od razu znikając. - Wasza kolej. Kto pierwszy? - Żadne z nas nie okazało większego zainteresowania.
-No to niech będzie że ja. - Powiedziałam.
-Dobrze. - Powiedziała Hermiona a ja zaczęłam biec pchając swój wózek przed sobą. Spanikowałam gdy byłam już milimetry przed ścianą ale było za późno żeby wychamować, ale nie miałam się czego obawiać bo nie poczułam uderzenia. W momencie w którym wózek powinien uderzyć w filar pojawiłam się na stacji z tylko jednym peronem i jednym pociągiem. Spojrzałam w górę na numer stacji. 9 i 3/4 Wszystko się zgadza.
-Scorie i jak?
-Trochę się bałam muszę przyznać.
-Też się bałam za pierwszym razem. Idź z chłopakami do pociągu ja zaczekam na resztę. Zaraz powinni się zjawić.
-Chodź Scorie. - Hugo pociągnął mnie za rękę. - Poszukamy wolnego przedziału. - Ruszyliśmy wzdłuż peronu i wsiadając do chyba dziesiątego, a może jedenastego wagonu wsadziliśmy na półki w jednym z wolnych przedziałów nasze bagaże i czekaliśmy przed wagonem na resztę. Po chwili pojawili się pozostali.
-Czekaj pomożemy wam. - Powiedzieli bliźniacy podchodząc jeden do Ninnet a drugi do Eldo z pomocą by wnieść ich bagaże do pociągu. Ja natomiast pomogłam Elaine.
-Mamy jeszcze dwadzieścia minut.
-Myślisz że się spóźnią kochanie?
-Będą na ostatnią chwilę jak to na Weasley'ów przystało. Oni zawsze są na czas. - Powiedziała z uśmiechem Hermiona.
-Hermiona! Seamus!
-Harry! Cześć! - Hermiona przytuliła wysokiego ciemnowłosego mężczyznę w okularach. - Ginny!
-Miona! - A następnie przytuliła do siebie rudowłosą kobietę. - Seam hej!
-Cześć Ginny! Hej Harry!
-Rona jeszcze niema?
-Jak on będzie przed czasem to ja zrezygnuję z pracy w Hogwarcie.
-Ej nie śmiej się z mojego brata!
-Taka jest prawda Ginny.
-Cześć ciociu, cześć wujek. - Powiedziała rudowłosa dziewczynka zeskakując z wózka bagażowego zapewne swojego brata.
-Cześć wszystkim! - Powiedział chłopak któremu na wózku siedziała siostra.
-Hejka! - Odezwał się drugi chłopak z wózkiem który szedł tuż za tamtym. Na jego wózku bagażowym również siedziała siostra tyle że o jasnych brązowych włosach i rudy chłopiec.
-Cześć dzieciaki! Jak Albus cieszysz się że jedziesz dziś do Hogwartu?
-Tak.
-To dobrze. Ah zapomniałabym. To jest Scorie, Ninnet i Eldo Mariage. Mieszkają z nami.
-Dostałaś adopcję?
-Tak. Dotrzymali obietnicy. Szkoda że te pięć lat musieli spędzić sami tam. Z daleka od prawdy.
-Jakoś sobie poradzimy.
-Wiem. Ja też szłam do Hogwartu nic nie wiedząc ...
-Akurat. Zanim przyszłaś na stację znałaś całą historię świata magii i Hogwartu na pamięć!
-Ron!
-Cześć Hermiona! - Przytuliła się do rudowłosego mężczyzny, a następnie do kobiety którą spotkaliśmy w Dziurawym Kotle.
-Parvati! - I znowu nastąpiła seria przywitań
-Ron to jest Ninnet, Scorie i Eldo.
-A to są nasze dzieciaki. - Powiedział obejmując Parvati. - Colin w tym roku zaczyna drugą klasę. Rose idzie do pierwszej. Annabeth za dwa lata dopiero pójdzie do Hogwartu. A Bradley za trzy lata.
W tym momencie rozległ się gwizdek pociągu.
-Trzymajcie się. Będzie dobrze. Zobaczycie. Powodzenia. - Powiedziała do nas Hermiona i podeszła do swoich dzieci.
-Bawcie się dobrze. Pamiętam jak ja pierwszy raz jechałem do Hogwartu. - Uśmiechnął się na wspomnienie. - Wtedy nawet nie myślałem że ja i Hermiona razem. Zawsze trzymała się z Harrym i Ronem. Przyjaźnili się prawie od samego początku.
-A jak się w sobie zakochaliście?
-Zanim Hermiona opuściła swój dom by pomóc Harry'emu i Ronowi szukać horkruksów rzuciła na rodziców zaklęcie zapomnienia.Wymazała siebie z ich pamięci dla ich bezpieczeństwa by Voldemort ich nie znalazł i by nie martwili się o nią. Wmówiła im że się inaczej nazywają i żeby zamieszkali w Australii. Po wojnie chciała ich odnaleźć, ale nie mogła. Załamała się. Myślała że Voldemort ich dopadł. Pomogłem jej ich szukać. Podtrzymywałem na duchu i tak zbliżyliśmy się do siebie. Wreszcie po roku poszukiwań znaleźliśmy ich. Gdy się dowiedzieli co zrobiła byli źli. W końcu można powiedzieć że stracili córkę na dwa lata. I żyli innym życiem. Oni się świetnie bawili gdy ona walczyła, była krzywdzona i torturowana. Ale wszystko dobrze się skończyło. A po wojnie zostały tylko lekkie blizny.
W tym momencie rozbrzmiał drugi gwizdek.
-Wsiadajcie, bo wam pociąg odjedzie. - Powiedział i cała nasza dziesiątka wsiadła do pociągu, gdyż wszyscy zasłuchali się w tej krótkiej historyjce.
Elaine i Colin pożegnali się ładnie z nami i powiedzieli że spotkamy się w zamku i odeszli poszukać swoich przyjaciół. Więc tak o to w ósemkę spędziliśmy podróż. Bardzo długą podróż. Po trzech godzinach jazdy starsza kobieta z wózkiem smakołyków przejeżdżała obok naszego przedziału. Kupiliśmy trochę łakoci i pogrążyliśmy dalej w rozmowie. W końcu zaczęło się ściemniać i Rose powiedziała że czas założyć czarne szaty bo za chwilę będziemy wysiadać. I miała rację. Paręnaście minut później pociąg zaczął zwalniać aż w końcu się zatrzymał. Eldo właśnie sięgał po walizkę kiedy Hugo go powstrzymał.
-Nie. Nasze bagaże zostaną przeniesione przez innych. Wychodzimy. - Powiedział i wyszedł z przedziału a my za nim. Wyszliśmy na peron. Zaczęłam się rozglądać, nad torami znajdował się most, z boku widziałam że są jakieś budynki.
-Pierwszoroczni! Pierwszoroczni! Do mnie! Wszyscy pierwszacy do mnie! - Krzyczał jakiś wysoki mężczyzna. - Pierwszoroczni pójdą za mną! Do łodzi! - Więc poszliśmy za nim.
-Kto to jest? - Spytałam.
-Gajowy Hogwartu.
-Hagrid?
-Nie. Hagrid nie żyje. Umarł osiem lat temu. To jest nowy gajowy. Nazywa się Zarock Blams. - Powiedziała Rose.
-Skąd ... - Zaczęła Ninnet.
-Nasza mama tu uczy. A po za tym Hagrid był przyjacielem naszych rodziców. - Powiedział Samuel. - Szczególnie Złotej Trójki.
-Złotej Trójki?
-Zapomniałem że wy nie wiecie o wszystkim. Złota Trójka czyli nasza mama Hermiona Granger teraz Finnigan wiadomo, Ronald Weasley i Harry Potter. Trzymali się razem w trójkę od początku. Wiele razem przeżyli. Co roku ładowali się w kłopoty i co roku z nich wychodzili cało. Ta trójka zrobiła najwięcej dla świata czarodziejów w przeciągu siedmiu lat. W pierwszej klasie powstrzymali Voldemorta od zdobycia Kamienia Filozoficznego dzięki któremu mógłby uzyskać nieśmiertelność. Pokonali jego i osobę w którą się wszczepił by móc przeżyć. W drugiej klasie powstrzymali Voldemorta przed powrotem i zabiciem Ginny, Harry zabił bazyliszka. W trzeciej klasie zrobili wiele dla siebie. Uratowali Hardodzioba, niestety hipogryf już nie żyje. Uratowali Syriusza Blacka, ojca chrzestnego Harry'ego, niestety zginął dwa lata później z ręki swojej kuzynki. Zmienili czas, zmienili bieg wydarzeń. A Harry dokonał wtedy dodatkowo czegoś niesamowitego. Sam jeden odgonił tysiące dementorów. W czwartej klasie Harry musiał zmierzyć się z Turniejem Trójmagicznym bo młody Crouch śmierciożerca podszył się pod profesora Moody'ego i wrzucił jego nazwisko do Czary Ognia z nazwą innej szkoły. Bo Czara Ognia wybiera tylko jednego ucznia z każdej szkoły. I Crouch Junior udawał przez cały rok profesora Moody'ego. Moody niestety też już nie żyję zginął w momencie w którym Harry był przenoszony do Nory w wakacje po morderstwie Dumbledore'a. Junior Crouch w dodatku zabił swojego ojca. Na piątym roku Harry, Ron i Hermiona stworzyli Gwardię Dumbeldore'a która miała na celu nauczenia zaklęć obronnych, bo Profesor Umbridge uczyła tylko teorii. A Harry zaczął uczyć zaklęć, które on poznał bo były mu potrzebne by przetrwać Turniej na przykład i w trzeciej klasie jak już wspominałem nauczył się bronić przed dementorami i ich też nauczył tego zaklęcia. Kilka miesięcy później Harry, Ron, Hermiona, Ginny, Neville i Luna polecieli do Departamentu Tajemnic w Ministerstwie Magii bo Harry miał wizję że Voldemort przetrzymuje tam jego ojca chrzestnego. To było kłamstwo. Czekali tam na nich śmierciożercy. Chcieli zmusić Harry'ego by wziął swoją przepowiednie i oddał im ją. A przepowiedni może dotknąć tylko osoba której ona dotyczy, później to już niema znaczenia. Harry nie chciał jej oddać. Szóstka nastolatków zaczęła walkę ze śmierciożercami. Oni mogli się tylko bronić lub rzucać zaklęcia otępiające i inne tego typu, a śmierciożercy w nich rzucali Kedavrami i Crucjatusami. Śmierciożercy w końcu ich złapali i Harry był zmuszony oddać przepowiednie. Wtedy zjawili się członkowie Zakonu Feniksa, przepowiednia się stłukła i wywiązała się kolejna walka. Harry patrzył jak jego ojciec chrzestny umiera, wszyscy to widzieli, jego przyjaciele, członkowie Zakonu, śmierciożercy. Później Harry'ego zaatakował Voldemort, dobierał się do jego wspomnień, ale Harry wygonił go z umysłu. Na szóstym roku Harry miał wydobyć informacje od nowego profesora Eliksirów, spotykał się z Dumbeldore'm w sprawie wspomnień Slughorna i horkruksów. Był świadkiem jak jego koleżanka z Gryffindoru została potraktowana mocnym urokiem, wylądowała w Szpitalu Świętego Munga, tam ją wyleczyli i ma się dobrze, była to Katie Bell teraz jest żoną Georga Weasleya. Był świadkiem jak jego przyjaciel został potraktowany mocnym eliksirem miłosnym, rzecz jasna przypadkiem. Harry dostał czekoladki od dziewczyny ze swojego domu z liścikiem, nie pamiętam jak się nazywała. Ale to Ron zjadł jego czekoladki. Zaprowadził go do Slughorna by ten sporządził odtrutkę. Gdy Ronowi przeszedł urok Slughorn poczęstował ich winem. Ron napił się jako pierwszy i padł na podłogę. Wino było zatrute jak się okazało. I gdyby nie szybka reakcja Harry'ego to możliwe że Ron by nie przeżył. Ale wyzdrowiał. Później Snape zamordował Dumbledore'a i sam został Dyrektorem w kolejnym roku szkolnym. Jak się później okazało Snape był zawsze po naszej stronie był naszą wtyczką wśród śmierciożerócw i przynosił najświeższe wiadomości Dumbeldore'owi od Voldemorta. Przekazał mu że jest planowane zamordowanie go. Dumbledore powiedział że to on ma to zrobić na oczach innych śmierciożerców jak przyjdzie odpowiedni moment. I zrobił to. Harry to widział i znienawidził jeszcze bardziej. Dopiero w momencie w którym we trójkę znaleźli go umierającego jak przekazał mu swoje wspomnienia i Harry później obejrzał je w myśliodsiewnej zrozumiał że Snape zawsze chciał dobrze, zawsze był po ich stronie. I że kochał się w jego matce ale ta wybrała Jamesa Pottera, a nie jego. A to co się działo po zakończeniu ich szóstego roku już wiecie. I tak się ogółem przyjęło że Harry, Ron i Hermiona są nazywani Złotą Trójką, ponieważ zrobili dużo dla naszego świata, a także świata mugoli. A my jesteśmy nazywani dziećmi Złotej Trójki. Kiedyś w Proroku Codziennym i w czasopiśmie Czarownica dużo było o naszych rodzicach, o wszystkim co się działo w ich żuciu. Od naszych narodzin również o nas piszą. O tym co zrobili dzieci Złotej Trójki, w jakie kłopoty się wpakowali, co za psikusy zrobili rodzicom. - Sammy opowiedział nam w skrócie historię Złotej Trójki. No cóż musimy się wiele nauczyć. Bo pomimo tego że należymy do starego rodu czarodziejów, prawie nic nie wiemy o naszym świecie. W tym momencie zeszliśmy z drogi na wąską ścieżkę w lesie prowadzącą w dół. Po chwili ujrzałam jezioro.
-Pierwszoroczni do łodzi. Nie więcej niż sześć osób w jednej. - Nasza trójka wsiadła do jednej łodzi z Hugonem i Sammym, oraz dosiadła się do nas jakaś dziewczyna która posłała nam uśmiech siadając w łodzi. Rose i Albus usiedli w łodzi z trzema chłopkami i jedną dziewczyną. A gdy wszyscy już siedzieli w łodziach gajowy machnął różdżką i łodzie zaczęły same płynąć. - Nie wychylajcie się zbytnio, bo wpadniecie do wody. Nie chce powtórki z zeszłego roku.
-A co było w zeszłym roku? - Spytała jakaś dziewczyna.
-Dwóch chłopaków wpadło do wody i musiałem ich wyławiać. W dodatku sam musiałem wskoczyć do wody bo jeden z nich nie umiał pływać. A za chwilę ujrzycie zamek. - Powiedział wskazując na jezioro z lewej strony gdzie jak na razie jeszcze było widać skraj lasu. Ale po chwili gdy łodzie wypłynęły zza za krętu widok zamku spowitego w lekkim mroku w blasku księżyca i gwiazd świecących z nieba i odbijanych od tafli jeziora. Po prostu widok był oszałamiający.
Gajowy wprowadził nas do zamku a tam na nas czekała jakaś nauczycielka.
-Witajcie w Hogwarcie. Nazywam się Mirabella Orion i za chwilę wprowadzę was do Wielkiej Sali gdzie każde z was zostanie przydzielone do domu przez założenie na głowę Tiary Przydziału. Na czas pobytu w Hogwarcie każdy dom zastępuję rodzinę. Idziemy. - Powiedziała wchodząc po schodach na górę. Pokonaliśmy dwie partie schodów i zatrzymaliśmy się przed wielkimi drzwiami. - Dziękuję panie Filch. - Powiedziała odbierając od starszego mężczyzny zwój pergaminu. - Wchodzimy. - Powiedziała i otworzyła drzwi wchodząc a my za nią. Na sali były ustawione cztery długie stoły wzdłuż wejścia, przy każdym siedzieli uczniowie. A przy piątym stole ustawionym na drugim końcu sali przodem do wejścia ustawiony był stół nauczycielski. Zatrzymaliśmy się prawie na samym końcu pomieszczenia, tam na stołku stała stara Tiara. Profesor Orion stanęła z prawej strony stołka a Tiara nagle ożyła i zaczęła śpiewać piosenkę.
Jam jest stara Tiara Przydziału
Dużo widziałam, dużo słyszałam.
Lat mam już wiele i
Wielu uczniów przydzielałam.
Taki mój los i taka moja rola
Nowych uczniów przydzielić
Do nowego grona.
Może rozdziele przyjaciół,
A może rodzeństwo.
Ja patrzeć muszę na wartości,
Przekazane mi przez czterech
Wielkich czarodziei.
Godryk Gryffindor, Helga Huffelpuff,
Salazar Slytherin i Rovena Ravenclaw
Założyli Hogwart dawno temu
I we mnie tchnęli cząstkę siebie.
By jak ich zabraknie, to ja czyniła
Honor i słusznie zgodnie z ich wolą
Nowych przydzielała.
Więc jeśli do wyczynów wielkich
Macie ochotę, odwagą i uczciwością
Pałacie Gryffindor stoi dla was otworem.
A jeśli jesteście sprawiedliwi i wierni,
To tak jak Huffelpuff Hogwartu szkoły będziecie
Chwałą i pracowitością na nią zasłużycie.
Jeśli jesteście gotowi na wiele i szukacie
Druhów którzy też tacy są, jeśli ambicji
Macie mnóstwo i przebiegli jesteście jak wąż
To Slytherin stoi dla was otworem.
A jeśli bystrzy jesteście i żądni wiedzy
Wielkiej to czeka was Ravenlaw.
Więc dalej młodzieży bez lęku,
Na głowy włóżcie mnie.
Jam los wyznaczę wam szczery
I nigdy nie mylę się.
Czas wybrać dom założyciela jednego
Z czterech w którym każde z was zamieszka.
Gdy Tiara skończyła śpiewać pani Profesor podniosła ją za czubek i powiedziała.
-Ten kogo wyczytam podchodzi tutaj i siada a ja założę mu na głowę Tiarę. Aberstworh Melanie Lisa. - Dziewczyna stojąca obok mnie w krótkich brązowych włosach podeszła do stołka i profesor założyła jej na głowę Tiarę. Zapadła cisza. Po jakiś dwóch minutach Tiara krzyknęła.
-HUFFELPUFF! - Dziewczyna wstała i podeszła do stołu który zaczął wiwatować i klaskać ciesząc się z nowej uczennicy w ich domu.
-Adolfeen Greg. - Chłopiec o piegowatej twarzy usiadł na stołku.
-GRYFFINDOR!
-Andersen Sean. - Chłopak o jasnych brązowych włosach zajął stołek.
-SLYTHERIN!
Dalej kolejno według alfabetu na stołku siadali uczniowie wyczytani przez profesor Orion. W końcu doszła do nazwisk na literę F.
-Finnigan Hugon Seamus. - Hugo usiadł na stołku. A po chwili ciszy Tiara krzyknęła
-RAVENCLAW!
-Finnigan Samuel John. - Następnie na stołku usiadł Sammy.
-RAVENCLAW! - Bliźniacy już wesoło siedzieli przy stole Krukonów obok siostry.
Dalej znowu wyczytywane były osoby których nie znam.
-Longbottom Frank Harry. - To jest syn przyjaciół Hermiony. Pamiętam to nazwisko z jej którejś opowieści.
-RAVENCLAW!
-Malfoy Naomi Venus. - Blondynka która stała obok mnie podeszła pewnie do stołka. Tiara lekko musnęła jej głowę i krzyknęła.
-SLYTHERIN!
-Malfoy Scorpius Hyperion. - Blondyn, który stał za mną pewnym krokiem wyszedł i usiadł na stołku. Tak jak w przypadku jego siostry chyba, albo kuzynki Tiara lekko musnęła jego głowę i krzyknęła.
-SLYTHERIN!
-Mariage Eldo Lorenc. - Mój brat wstał i powoli podszedł do stołka. Tak samo jak w przypadku tego blondyna Tiara lekko musnęła jego głowę i krzyknęła.
-SLYTHERIN!
-Mariage Ninnet Janett. - Siostra również lekko przestraszona usiadła na stołku i powtórzyła się ta sama sytuacja co u Eldo i tamtego blondyna.
-SLYTHERIN!
-Mariage Scorie Lindsey. - Może i byłam trochę przestraszona, ale nie okazałam tego i pewnym krokiem podeszłam i usiadłam na stołku. Ledwo poczułam jak Profesor Orion zakłada mi Tiarę a ta krzyknęła.
-SLYTHERIN! - Podbiegłam uśmiechnięta do stołu który wiwatuje piąty raz pod rząd. Usiadłam naprzeciwko mojego brata obok tego blondyna.
Parę nazwisk znów zostało wyczytanych co mi nic nie mówiły aż w końcu padło nazwisko.
-Potter Albus Severus. - Al podszedł powoli do stołka. Tiara długo myślała. A Al miał dziwny wyraz twarzy. Z całej siły zacisnął oczy i usta. Profesor Orion patrzyła co chwilę na zegarek.
-Jeszcze chwila i będzie Hatstallsem. - Szepnęła Naomi do Scorpiusa.
-Kim? - Spytałam odwracając głowę w ich stronę. Spojrzeli na mnie dziwnie, ale po chwili w oczach chłopaka ujrzałam zrozumienie.
-Hatstalls to miano nowego ucznia nad którym wyborem domu Tiara myślała dłużej niż pięć minut. - Powiedział chłopak.
-SLYTHERIN! - Wrzasnęła Tiara.
-Brakowało piętnastu sekund.- Powiedziała dziewczyna. Al usiadł obok mnie.
-Czemu tak długo zastanawiała się nad tobą? - Spytałam.
-Bo jestem inny. Tak jak tata i mój brat James. - Wskazał na stół Gryffindoru przed nami. - I reszta mojego rodzeństwa.
-Skoro James jest w Gryffindorze, to czemu Tiara przydzieliła cię tutaj?
-Nie wiem. Tak jak mówi czyli patrzy w nas i na podstawie tego jacy jesteśmy wybiera nam domy. Nad moim ojcem się też zastanawiała. Chciała by był w Slytherinie, ale on powiedział że nie chce być w Slytherinie. Ja z resztą chyba też nie chciałem tu być.
-Nie wyglądasz na smutnego faktem że jednak tu trafiłeś.
-Zanim was znaleźliśmy na stacji rozmawiałem z ojcem. Mówiłem że boję się że Tiara przydzieli mnie do Slytherinu. Ojciec powiedział że jeśli nie chce tu być wystarczy poprosić i Tiara weźmie to pod uwagę. Ale z Jamesem od kilku dni mi się nie układało. A w pociągu się pokłóciliśmy. Na szczęście nikt nie słyszał. Tiara wyczuła moje wahanie. Nienawiść do brata, który jest w Gryffindorze i chęć trafienia tam, ale jednocześnie daleko od brata. Mój strach że trafię tu, i odczucie po tym jak wy tu trafiliście że ja mógłbym też tu trafić i przynajmniej nie byłbym sam. Ale również zastanawiała się nad Huffelpuffem. Ale że tam niema nikogo kogo znam skupiła się bardziej na Gryffindorze i Slytherinie.
-A czemu pod uwagę nie wzięła Ravenclaw, skoro tam są twoi kuzyni?
-Bo ja rządny wiedzy nie jestem. Nie tak jak oni.
-Moja siostra jest za to bardzo rządna wiedzy a jakoś trafiła tutaj, a nie tam.
-Może dlatego że bardziej liczy się dla niej czystość kwi. To jest jedna z najważniejszych cech Slytherinu. Czystość krwi.
-Weasley Nikolas Fred. - Jasny brunet podszedł do stołka, a po chwili Tiara krzyknęła.
RAVENCLAW!
-Weasley Rose Ginny. - Spojrzałam w kierunku pani profesor. Na stołku właśnie siadała Rose. Po minucie Tiara krzyknęła.
-GRYFFINDOR!
-To było pewne że ona tam trafi. Każdy Weasley zawsze tam trafia. Od wieków. - Powiedział mi na ucho Albus.
-Zabini Nathaniel Dave. - Ostatni chłopak usiadł na stołku a Tiara po chwili wykrzyknęła,
-SLYTHERIN! - Lekko ciemnoskóry chłopak usiadł obok Albusa. W Dyrektor Szkoły wstała i przemówiła.
-Witam wszystkich starych uczniów po wakacjach. Mam nadzieje że wróciliście do nas wypoczęci i gotowi do dalszej nauki. Witam również was pierwszoklasiści. Zanim zaczniemy kolację pierwszoroczni niech wiedzą że do Lasu jest wstęp wzbroniony. Zakazuje się używania czarów na korytarzach. A po dwudziestej drugiej jest zakaz wychodzenia z pokoi. A teraz kontynuując tradycję szkoły podtrzymywaną przez wiele lat przez poprzedniego dyrektora Albusa Dymbledore'a odśpiewamy hymn. Proszę wstać. - Powiedziała wychodząc zza stołu i pod sklepieniem sufitu wyczarowując tekst. I nagle cała sala zaczęła śpiewać uczniowie i nauczyciele,
Hogwart, Hogwart, Pieprzo-Wieprzy Hogwart,
Naucz nas choć trochę czegoś!
Czy kto młody z świerzbem ostrym,
Czy kto stary z łbem łysego!
Możesz wypchać nasze głowy
Farszem czegoś ciekawego!
Bo powietrze je wypełnia,
Muchy zdechłe, kurzu wełna!
Naucz nas, co pożyteczne,
Pamięć wzrusz, co ledwie zipie!
My zaś będziemy wkuwać wiecznie,
Aż się w próchno mózg rozsypie!
Po odśpiewaniu hymnu na stołach pojawiły się misy pełne potraw i wszyscy zabrali się do jedzenia.
-Więc to wy prawda? - Spytał blondyn wskazując na naszą trójkę. - Dzieci arystokratów wychowane w sierocińcu.
-Niestety tak. Dowiedzieliśmy się że jesteśmy czarodziejami w dniu naszych jedenastych urodzin kiedy dostaliśmy list. A i tak nic nie rozumieliśmy. Dla nas było to wtedy niemożliwe. Myśleliśmy że to żart. Ale każde z nas potajemnie czekało na tę osobę co ma nas odwiedzić w wakacje. I się doczekaliśmy.
-A to prawda że rodzina Finniganów was zaadoptowała?
-Tak. Ale skąd wy wiecie?
-Ojciec wyczytał w Proroku codziennym, a moja siostra - wskazał na dziewczynę siedzącą obok niego z drugiej strony. - w czasopiśmie Czarownica.
-Piszą o nas? - Spytałam zdziwiona.
-Tak. W końcu wasze nazwisko dużo znaczy w naszym świecie. A w dodatku zaadoptowała was rodzina gdzie jednym z opiekunów jest ktoś ze Złotej Trójki. Jeszcze większe zainteresowanie wami. Nie dziwi mnie to że wasza trójka trafiła do Slytherinu. Cała wasza rodzina zawsze tu trafia od wieków. Ale ty Potter? Co ty tu właściwie robisz? To dom dla szlachetnych osób, arystokratów, rodzin czystej krwi. Bo czystość krwi się liczy najbardziej. Mugole nie powinny mieć wstępu do Hogwartu.
-Jestem taki jak wy.
-Śmieszny jesteś. Twój ojciec wielki Harry Potter, jego matką a twoją babcią była czarownica z mugolskiej rodziny. Gdzie tu czystość krwi. Jak Tiara mogła cię tu przydzielić? - Zaśmiał się.
-Wiąz. - Powiedział Al, a ja nie bardzo wiedziałam o co chodzi. Chłopak chyba też. Spojrzał na Albusa unosząc brwi. - Moja różdżka, wykonana z wiązu. A te różdżki wybierają tylko czarodziei z rodzin czystej krwi, lub takie które tę filozofię wyznają. Ale ty o tym wiesz Malfoy.
-Ty Potter? Wyznajesz czystość krwi? A to nowość. Twój tatuś będzie zły jak się dowie.
-Nie obchodzi mnie co on powie. To moja sprawa. - Blondyn uśmiechnął się i wyciągnął rękę do Albusa.
-Jestem Scorpius. - Al uścisnął mu dłoń. - A to jest Naomi, moja siostra. Diana Greengras moja kuzynka. Marcus Hamont mój kuzyn. I moi najlepsi przyjaciele Nathaniel Zabini i Austin Nott i jego siostra Dorottie Nott. - Wskazał po kolei, blondynkę siedzącą obok niego, brunetkę siedzącą po drugiej stronie ławy bliżej środka, jasnego bruneta siedzącego obok niej i czarnowłosego, ciemnoskórego chłopka siedzącego obok Albusa. I na końcu na chłopaka siedzącego obok Eldo i jego siostrę siedzącą dalej z jego lewej. - A tamta ciemna blondynka widzicie? To Tasha Greengras jest na trzecim roku i jej bliźniak Evan. A Jared Greengras i Sophie Hamont są na drugim roku. - Wskazał kolejne osoby siedzące bardziej na środku stołu. - Ale szczerze powiedziawszy Potter ...
-Albus.
-Szczerze powiedziawszy Albus jestem zdumiony tobą. Naprawdę. - Al prychnął pod nosem na słowa Scorpiusa. - Powiem tak. - Spojrzał na niego, a Al odwzajemnił spojrzenie. - Oferuje ci moją przyjaźń. A uwierz nie pożałujesz. Będzie to miało obustronną korzyść. - Uśmiechnął się łobuzersko. - A przede wszystkim nie będziesz poniżany przez innych Ślizgonów za to że ktoś taki jak ty, mam na myśli historię rodziny, trafił tu. - Scorpius po raz kolejny wyciągnął rękę w stronę Albusa. Przez dłuższą chwilę panowała cisza. Al przerwał kontakt wzrokowy z blondynem by spojrzeć w stronę stołu Gryffindoru, podążyłam za jego wzrokiem. Wpatrywał się w plecy brata ale można było stwierdzić że dobrze się bawi, śmieje, wygłupia i rozmawia z przyjaciółmi. Zachowuje się jakby jego brat wcale nie trafił do innego domu. Odwróciłam się za siebie by spojrzeć na stół Krukonów. Tam Finniganowie siedzieli cicho od czasu do czasu zamieniając kilka słów z kimś, gdy bliźniacy zoorientowali się że na nich patrzę posłali mi spojrzenie mówiące, szkoda że nas niema z nimi. Posłałam im smutny uśmiech i odwróciłam się i spojrzałam na Albusa. Wciąż wpatrywał się w plecy brata a Scorpius wciąż wyciągał do niego rękę.
-Wiesz co? - Odezwał się w końcu Al. - Wiem jedno. Nic nie stracę przyjaźniąc się z tobą. A czy zyskam coś? To zależy co i w jakim sensie? Ale czy to ma znaczenie? Skoro własny brat się na mnie wypiął i ma mnie gdzieś. Mówił że nie zdobędę przyjaciół. Ale mówił o Gryffindorze. Bo w Slytherinie ma samych wrogów. - Powiedział i uścisnął rękę blondyna. Po tych wypowiedzianych słowach i uściśnięciu dłoni chłopaków zapadła przyjemna cisza i cała nasza grupka zaczęła jeść.
----------------------------------------------------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
środa, 13 maja 2015
Rozdział 2
Wreszcie zaczęły się wakacje. Nasz opiekun powiedział że czas wybrać szkołę do jakiej pójdziemy. Powiedzieliśmy że damy mu odpowiedź za jakiś czas.
Właśnie minął drugi tydzień sierpnia gdy do naszego pokoju wszedł nasz opiekun.
-Macie gościa. Ktoś ze szkoły do was. Podobno rodzice zapisali was do jakiejś szkoły jak byliście jeszcze mali.
-Tak. Rodzice opowiadali nam o tym jak widzą naszą przyszłość. Chcieli też żebyśmy mieli najlepsze miejsca w dobrej szkole. - Powiedziała Ninnet. Jak zwykle wybitna, błyskotliwa odpowiedź. Godna jej mądrości.
-Proszę wejść panno Finnigan. - Powiedział opiekun i odszedł, a do pomieszczenia weszła wysoka kobieta o długich, lekko kręconych brązowych włosach. Zamknęła za sobą drzwi i zajęła miejsce przy stole.
-Witajcie. Ja nazywam się Hermiona Finnigan uczę Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami w Hogwarcie. Pewnie macie wiele pytań. Wiem. Sama miałam również mnóstwo pytań jak dostałam list.
-Też pani była w sierocińcu? - Spytała Ninnet.
-Nie. Jestem z rodziny mugoli.
-Mugoli? - Spytałam.
-Mugol to osoba nie posiadająca żadnych magicznych zdolności. Czyli ktoś taki jak wasz opiekun pan McGrey. Czy inne dzieciaki w tym ośrodku. Dostałam list i ani ja ani moi rodzice nie wiedzieli o co chodzi. Wy jesteście czarodziejami i pochodzicie z bardzo szlachetnego i starego rodu czarodziejów. W dniu w którym mieliście wypadek, mieliście poznać prawdę. Wasi rodzice chcieli wam powiedzieć że są czarodziejami i że wy też nimi jesteście. Wasi rodzice powiedzieli sobie że chcą dać swoim dzieciom zasmakować trochę mugolskiego życia, a potem pokazać im lepsze życie w świecie magii. Gdy dowiedzieliśmy się że wasza rodzina miała wypadek od razu wysłaliśmy do szpitala w którym byliście Medyków ze Świętego Munga, Szpitala Magicznych Chorób i Urazów. Dlatego Tobie Ninnet tak szybko stan zdrowia się polepszył. W ciągu jednej nocy z krytycznego, śmiertelnego stanu, zostałaś wyleczona do lekkich okaleczeń i obtłuczeń jakie mieli twoja siostra i brat. Nigdy nie zastanawiało was jak to się stało że w tak krótkim czasie obrażenia tak szybko się zmniejszyły?
-Lekarze mówili że to cud. Że rodzice nad nią czuwali i nie pozwolili zginąć. - Odezwałam się.
-A wracając do tematu. Mam nadzieję że chcecie iść do Hogwartu. - Spojrzałam najpierw na siostrę, później na brata i odezwałam się.
-Tak. Chcemy. Jeśli ma to oznaczać że tu nie zostaniemy.
-Hogwart to szkoła w której się mieszka podczas trwania roku szkolnego, a na wakacje trzeba wrócić do domu. Chodźcie czas zrobić zakupy. Weźcie listy ze sobą. - Powiedziała wstając z krzesła.
Z szuflady w szafce nocnej wyciągnęłam list z listą zakupów. I razem opuściliśmy nasz pokój, a następnie schodząc po schodach wyszliśmy z budynku. Wsiedliśmy do samochodu Pani Finnigan i odjechaliśmy sprzed ponurego szarego sierocińca.
Trzydzieści minut później zaparkowała samochód na jednej z mniej odwiedzanej ulic w centrum Londynu.
-Chodźcie. Tędy. - Poszliśmy za nią. Zatrzymała się pod barem. - To jest Dziurawy Kocioł. Pub i hotel dla czarodziejów. Mugole to miejsce widzą trochę inaczej. Wchodzimy. - Powiedziała przepuszczając nas pierwszych w wejściu. Zrobiliśmy kilka kroków i zatrzymaliśmy się.
-Hermiona a ty bez Seamusa tutaj?
-Mam na głowię sprawy Hogwartu. - Wskazała na nas podchodząc do lady i witając się z młodą dziewczyną. Prawdopodobnie w jej wieku. - Co u was?
-A dobrze. Ron z dzieciakami poszedł dziś na Pokątną na zakupy. Może go spotkacie.
-Wątpię. Prawdopodobnie poszedł razem z Seamusem i Harrym do Trzech Mioteł a dzieciaków samych wysłali na zakupy.
-Też jest taka możliwość.
-Dobra Parvati ja muszę iść, ale wpadnę do was jutro wieczorem. Idziemy. - Powiedziała do nas i zaprowadziła na tyły baru. Był to mały kamienny dziedziniec otoczony murem. Wyciągnęła różdżkę i stuknęła w ścianę w kilku miejscach, a ta nagle zaczęła się poruszać tworząc łuk. - Witajcie na ulicy Pokątnej. Tutaj robimy zakupy. Trzymajcie się blisko mnie.
-Eeee a mam takie jedno małe pytanko.
-Słucham?
-Czym mamy zapłacić za zakupy? Nie mamy pieniędzy.
-Wasi rodzice o to zadbali. Każde z was ma skrytkę w Banku Gringotta z pieniędzmi. I właśnie tam udamy się najpierw. - Powiedziała i ruszyła przed siebie, a my za nią. Zrównałam się z nią a ona mówiła dalej. - U Gringotta pracują Gobliny. Nie przestraszcie się. Może i wyglądają na odrażających i są nie mili ale za to uczciwi. Oh zapomniałabym. - Otworzyła swoją małą torebkę, tak zwaną kopertówkę i wsadziła tam całą rękę.
-Eee proszę pani? - Spojrzała na mnie z miną typu "To normalne".
-Ah zaklęcie zmniejszająco zwiększające. W ten sposób dużo ciężkich i dużych rzeczy zmieścisz w małej torbie. A to - Wyciągnęła rękę z torebki w której trzymała teraz trzy klucze. - są klucze do waszych skrytek w banku. 316 Ninnet, 317 Scorie, 318 Eldo. Trzymajcie. - Wręczyła nam nasze klucze. - Już go widać. - Powiedziała wskazując ręką wysoki biały budynek, górujący nad pozostałymi. Z bliska wydaje się być jeszcze większy. - Po Drugiej Wojnie O Hogwart został odnowiony. Jak się przyjrzycie możecie zauważyć dwa odcienie marmuru. - Powiedziała.
-A co się stało że trzeba było odnawiać bank? - Spytałam.
-To skomplikowane żeby móc to tak łatwo wytłumaczyć wam. Opowiem wam to na spokojnie jak skończymy zakupy dobra? - Spytała, a ja kiwnęłam głową. - Wchodzimy.
Pomieszczenie było ogromne. Po obu stronach stały duże i wysokie ławy przy których siedziały Gobliny i pracowały. Podążaliśmy za Hermioną, aż dotarliśmy na drugi koniec pomieszczenia.
-Panna Scorie Mariage, Panna Ninnet Mariage i Pan Eldo Mariage chcieliby dokonać wypłaty. - Powiedziała Hermiona. Z ponad wysokiego stołu wstał i wyjrzał w naszą stronę Goblin.
-A czy rodzeństwo Mariage ma swoje klucze? - Podniosłam swój klucz który dostałam od Hermiony, a moje rodzeństwo zrobiło to samo. - Dobrze. W takim razie zapraszam. - Ruszyliśmy za nim jednym z korytarzy. Wsiedliśmy do wagonu, który ruszył od razu jak ostatnia osoba znalazła się w powozie. Wagon zatrzymał się po dziesięciu minutach jazdy. - Krypta numer 316, 317 i 318. Poproszę kluczę. - Podaliśmy mu je, a on po kolei otworzył wrota krypt i każdy wszedł do swojej. Po otworzeniu krypty zatkało mnie. Góra złota, srebra i brązu.
-To są Galeony, Sykle i Knuty. - Wskazała po kolei na złote, srebrne i brązowe monety. - Siedemnaście Sykli to Jeden Galeon. Dwadzieścia Jeden Knutów to Jeden Sykl. A Trzysta Pięćdziesiąt Siedem Knutów To Jeden Galeon. I taka ciekawostka Sto Sześćdziesiąt Cztery Knuty To Jeden Funt. - Powiedziała wręczyła mi sakwę i wyszła. Spakowałam do niej po dwie garści każdej z trzech rodzajów monet.
Trzy godziny później wychodziliśmy z księgarni Esy i Floresy, a z naszej listy brakowała nam tylko różdżka, miotła i szata.
-Proszę o to i jest Sklep Olivandera. Tu wybierzecie swoje różdżki. A raczej to one wybiorą was.
-Co? - Spytał Eldo wchodząc za Hermioną do sklepu.
-Różdżka sama sobie wybiera czarodzieja. Nie jasne jest jednak dlaczego Panie Mariage. Zdaje mi się jakby zaledwie wczoraj wasza matka i ojciec weszli tu kupić swoje pierwsze różdżki. To naprawdę byli wspaniali czarodzieje. Wypróbuj tę chłopcze. - Powiedział starszy siwy mężczyzna wręczając różdżkę mojemu bratu. Eldo wziął od sprzedawcy do ręki jasną różdżkę, a ta od razu się rozświetliła. - No proszę. Grab, lekko zakrzywiona, twarda, 8 cali, włókno z rogu jednorożca. Panna Scorie. Niech pomyślę. - Powiedział i odszedł gdzieś by po chwili wrócić z pudełkiem z różdżką. Była to ciemna prosta różdżka. Wzięłam ją do ręki a z jej końca zaczęły lecieć iskry. - Nie na pewno nie ta. - Powiedział i ostrożnie zabrał ją ode mnie i poszedł po inną. Ta również była ciemna, przy uchwycie było lekkie wzgrubienie i pasmo wypukłego drewna przechodziło na około do momentu w którym jest zaznaczony koniec uchwytu różki który również był zaznaczony wzgrubieniem, i dalej przechodziło to wypuklenie przez prawie całą długość różdżki w kształcie spirali. Wzięłam ją do ręki a ona rozświetliła się tak samo jak ta w rękach mojego brata. - Cis połączony z Hebanem, giętka, prosta, 16 i pół cala, włókno ze smoczego serca. I Panna Ninnet. Ta powinna być dobra. - Wręczył jej tą różdżkę która w moich rękach zaczęła tryskać iskrami, a w jej rękach rozświetliła się. - Tak Wiśnia, sztywna, 10 cali, włókno z włosa centaura. Wiedziałem że któraś z was będzie miała różdżkę z wiśni.
-Wiedział pan? - Spytała Ninnet.
-Tak. O tuż wasza prababka była Japonką, swojego męża poznała gdy przyjechała pewnego razu na wakacje i się zakochali i osiedlili w Anglii. Piękna historia.
-Zaraz. Znał pan naszą prababcie?
-Wszyscy ją znali. Nie było w Anglii osoby której ona by nie znała i której ona by nie zafascynowała. Była idolką wszystkich czarodziejów. Są cztery książki opisujące jej historię kupicie je w Esie i Floresie. Historia Gejszy Morenez-Mariage. A za każdą różdżkę należy się Galeon i osiem Sykli. - Zapłaciliśmy i wyszliśmy.
-Możemy ...
-Idźcie do Madame Malkin tu za rogiem w prawo, będzie po lewej stronie. A ja wam kupię tę książki.
-Dziękuję. - Powiedziałam i poszliśmy do Madame Malkin po szaty.
-Ooo nowi! - Krzyknęła wesoło starsza kobieta. - Ale was dużo w tym roku. Już wchodźcie na stołki zaraz was wymierzę.
Czterdzieści pięć minut później każde z nas trzymało paczkę z szatami, tiarą i parą rękawic. Przed sklepem czekała na nas pani Finnigan.
-Wszystko macie?
-Jeszcze miotła.
-Jakieś zwierzątka chcecie?
-W sumie, czemu by nie? Tak. - Powiedziałam. Poszliśmy za nią do sklepu. Wybrałam biało brązową fretkę i nazwałam ją Rey. Ninnet wzięła czarnego puszystego kota i nazwała go Ferri. A Eldo również wziął fretkę i nazwał ją Creem. Każdy z nas dostał od Pani Finnigan Sowę. Mogliśmy wybrać sobie jaka nam się podoba. Ja wzięłam biało brązową Płomykówkę i nazwałam ją Elza. Brat wybrał Puchacza i nazwał go Chorn. A siostra wybrała Włochatka, jest to mała sówka i nazwała ją Lykka.
Po wyjściu z Centrum Handlowego Eeylopa poszliśmy jeszcze do sklepu po miotłę. Hermiona powiedziała nam że pierwszoklasiści mają narzuconą z góry miotłę. Każdy uczy się latać na takiej samej, więc nie wyszliśmy zadowoleni stamtąd.
-No to teraz wracamy do Dziurawego Kotła. Pewnie jesteście głodni co? - Weszliśmy z powrotem na tylny dziedziniec Knajpy, a następnie do środka. Zajęliśmy jeden z wolnych stolików i chwilę później przy nas zjawiła się ta sama kobieta, która wcześniej rozmawiała z Panią Finnigan.
-Co dla was?
-To co zawsze.
-Dobrze. A dla was dzieciaki?
-A co macie? - Spytałam nie wiedząc czy w czarodziejskich knajpach je się to samo co w mugolskich.
-Spagetti, zupa grzybowa, grochowa, warzywna, z korzonków, ziemniaki i do wyboru z mięsa macie pierś, skrzydełko, pałkę, udko z kurczaka, żeberka, wołowina, klops, stek i sos serowy, serowo-śmietankowy, grzybowy lub serowo-grzybowy. - Powiedziała z uśmiechem i ze skupieniem na twarzy jakby pierwszy raz od bardzo dawna nie mówiła co mają w karcie. Ale szczerze powiedziawszy jest to duże prawdopodobieństwo że mówiła to pierwszy raz od kilku lat.
-Ziemniaki i żeberka z sosem grzybowym. - Z zamyślenia wyrwał mnie głos brata.
-Ziemniaki z piersią z kurczaka i sos serowo-grzybowy. - Powiedziałam
-Spagetti.
-Coś do picia?
-Macie colę? - Spytałam.
-Mamy. - Zaśmiała się. - Trzy razy podać? - Wszyscy pokiwaliśmy głowami. - Za piętnaście minut dostaniecie posiłki.
-Pani Finnigan?
-Tak Scorie?
-To pani prawda? - Spytałam a jej wyraz twarzy nic nie wyrażał, milczała. - To pani dała pismo w sierocińcu o zakazie naszej adopcji. To pani podszyła się pod naszą wstrętną ciotkę. Czemu?
-Wasi rodzice nie chcieliby byście trafili do rodziny mugoli. Musiałam to zrobić w imię ich przyjaźni.
-To czemu żaden czarodziej nas nie zaadoptował?
-Ministerstwo zabroniło.
-Dlaczego?
-Mówili że wszystkiego dowiecie się w swoim czasie. Mówili że tak będzie lepiej. Ja wiedziałam że tak nie będzie. Chciałam was przygarnąć od razu po tym jak dotarł do nas raport o waszym wypadku. Ale Ministerstwo nie wyraziło zgody. Powiedzieli mi że dowiecie się wszystkiego w wakacje przed wyjazdem do Hogwartu. I powiedzieli że jeśli wy będziecie chcieli, będę mogła was zaadoptować. Zamieszkalibyście ze mną i moją rodziną. Mój mąż Seamus jest ojcem chrzestnym ciebie Ninnet.
-Moglibyśmy zamieszkać z tobą? - Spytałam.
-Tak.
-Wyprowadzić się z sierocińca?
-Tak.
-To najlepsza wiadomość jaką usłyszałam od pięciu lat. - Powiedziałam z uśmiechem.
-Miło mi to słyszeć.
-Czyli że jak ...
-Jak wrócimy do sierocińca, wy spakujecie swoje torby, a ja podpisze papiery o adopcji. - Uśmiechnęła się do nas.
-Proszę. Życzę smacznego. - Powiedziała wesoło Parvati, położyła nasze talerze na stole i odeszła.
-A teraz opowiedz nam co się stało z bankiem. Obiecałaś.
-Tak. Zacznę od tego, że wiele lat temu żył wielki czarnoksiężnik. Wielu czarodziejów się go bało. Stracił jednak swoją moc w momencie w którym chciał uśmiercić małego chłopca. Jego rodzice chcieli za wszelką cenę ocalić swojego jedynego syna. Ale Voldemort, bo tak nazywał się ten czarnoksiężnik odnalazł ich. Najpierw zabił ojca, później krzyczał by kobieta oddała mu swojego syna inaczej też zginie. Oddała swoje życie za synka. Voldemort ją zabił. A gdy wycelował różdżkę w małego Harry'ego i wypowiedział zaklęcie uśmiercające stracił swą moc, a Harry'emu na czole została tylko blizna. Wychowywał się w domu ciotki i wuja mugoli, wrednych mugoli. Dostał list z Hogwartu. Voldemort za wszelką cenę pragnął odzyskać moc. Podczas naszego pierwszego roku okazało się że Voldemort był skryty pod turbanem naszego nauczyciela OPCM chciał wykraść kamień filozoficzny który był ukryty w naszej szkole. A my czyli ja, Harry i Ron chcieliśmy go powstrzymać. Aczkolwiek wtedy podejrzewaliśmy inną osobę. Ale udało nam się powstrzymać Voldemorta. Rok później próbował powrócić pozbawiając mocy młodszej siostry Rona. Został jej podrzucony dziennik którego używał w czasach szkolnych. W którym ukrył cząstkę siebie. I ta jego cząstka hipnotyzowała w jakiś dziwny sposób Ginny. Zmusił ją by otworzyła Komnatę Tajemnic i uwolniła kryjącą się w niej bestię która zabijała patrzących jej w oczy lub petryfikowała patrzących w jej oczy przez odbicie np szkło aparatu, woda, lusterko, odbicie w oknie. Ale Harry odnalazł wejście do Komnaty Tajemnic. Zabił Bazyliszka mieczem Godryka Gryffindora który ukazał mu się w Tiarze Przydziału, którą przyniósł mu Fenix Dyrektora, Harry poprosił Tiarę o pomoc a ta mu jej udzieliła. Następnie zniszczył dziennik kłem Bazyliszka i uratował Ginny. W kolejnym roku nie było śladu słuchu o Voldemorcie, ale niektórzy przeczuwali że coś knuje i za wszelką cenę pragnie powrócić. I udało mu się to dopiero trzynaście lat po incydencie w Dolinie Godryka, domu Potterów. Byliśmy wtedy na czwartym roku w Hogwarcie. W naszej szkole był organizowany Turniej Trójmagiczny. Ale udział w nim wziąć mogli tylko uczniowie którzy mieli skończone siedemnaście lat. Ale ktoś wrzucił kartkę z nazwiskiem Harry'ego do Czary Ognia i ta wylosowała go jako czwartego dodatkowego uczestnika turnieju. Poradził sobie z pierwszym zadaniem. Z drugim również. Trzecie wygrałby razem z przyjacielem, ale Puchar który miał dać im zwycięstwo i sławę przenosząc na plac gdzie wszyscy byliśmy zebrani, my uczniowie z Hogwartu, Beauxbatons i Durmstrangu, kibicujący swoim. Ale puchar przeniósł ich na cmentarz. Czemu tam spytacie? Ponieważ to miejsce było bardzo daleko o Profesora Dumbledore'a w tamtych czasach Dyrektora Hogwartu. Voldemort najbardziej bał się właśnie Dumbledore'a. Voldemort zabił Cedrika i odrodził się na nowo. Harry drugi raz przeżył spotkanie z Voldemortem. Stoczył potyczkę z nim, ale w pewnym momencie wytworzyło się Priori Incantatem i ukazały się ostatnie ofiary Voldemorta jako duchy. Cedrik, jakiś stary dozorca i jego rodzice. Przez kilka sekund po zerwaniu połączenia powstrzymały Voldemorta przed zaatakowaniem Harry'ego. Tyle wystarczyło by podbiec do martwego ciała Cedrika i przywołać Puchar który deportował ich na plac gdzie my byliśmy i czekaliśmy na zwycięzców. Harry wygrał, ale nie cieszył się z tego powodu. Stracił przyjaciela. Cedrik zginął na jego oczach. Obwiniał się później o jego śmierć. Kazał mu złapać Puchar razem z nim. Gdyby tego nie zrobił. Gdyby sam złapał puchar Cedrik by żył. Rok później Voldemort zaatakował kilkoro nas wraz ze swymi Śmierciożercami. Z rąk jednej z jego popleczników, niejakiej Belatrix Lestrange zginął ojciec chrzestny Harry'ego. To była jego jedyna rodzina. Podczas kolejnego roku Voldemort i jego poplecznicy atakowali wiele osób. Pod koniec roku szkolnego zabito Dumbledore'a. Harry powiedział że dokończy to co zaczął Dumbledore. Znajdzie horkruksy i zniszczy je. Wtedy Voldemort będzie śmiertelny i będzie można go zabić. Harry już zniszczył kiedyś jeden horkruks. Dziennik Toma Riddla na drugim roku. Dumbledore zniszczył pierścień jego matki. W noc w którą zginął Dumbledore, Harry był z nim na jakiejś wyspie by zdobyć kolejny horkruks. I znaleźli go. Po powrocie Dumbledore'a zabito. Później okazało się że ten medalion to fałszywka. Ja i Ron jako jego przyjaciele postanowiliśmy razem z nim nie wracać na siódmy rok do szkoły i szukać horkruksów. Znalezienie pierwszego było łatwe. W zasadzie mieliśmy farta. Ale zniszczenie go było ciężkie. Żadne zaklęcie nie chciało go zniszczyć. Później się domyśliłam. Horkruksy można zniszczyć jadem bazyliszka. A także mieczem Godryka Gryffindora, dlatego że miecz ten przebił bazyliszka wsiąknął w siebie jego moc. Zniszczyliśmy medalion. Dowiedzieliśmy się że kolejny horkruks znajduje się w banku Gringotta. Dostaliśmy się tam. Okazało się że skrytki Belatrix Lestrange strzeże smok, ale zaprzyjaźniony goblin pokazał nam jak bezpiecznie przejść obok smoka. Weszliśmy do skrytki i narobiliśmy trochę bałaganu. Bo jak się okazało wszystko było zaczarowane. To co się dotknęło mnożyło się. Ale udało nam się zdobyć pucharek który był horkruksem. Wtedy goblin się od nas odwrócił. Zabrał miecz i odszedł. Mieliśmy właśnie też wychodzić ale zjawili się straże. Jedyne co mogliśmy wtedy zrobić to to co zrobiliśmy. Czyli wskoczyliśmy na smoka i wyfrunęliśmy spod ziemi na nim. Musieliśmy skakać z niego podczas lotu do wody. Harry miał wizję i dowiedział się że kolejny horkruks znajduje się w Hogwarie. Więc tam się udaliśmy. A nie było to łatwe gdyż Hogwartem rządził Voldemort i Śmierciożercy. Ale udało nam się. Gwardia Dumbeldore'a czyli nasi przyjaciele pomogli nam w poszukiwaniu horkruksa. Wiedzieliśmy tylko że jest to coś małego i należało do Roweny Ravenclaw. Mnie i Rona Harry wysłał w poszukiwaniu czegoś czym zniszczymy horkruksy. Ron wiedział gdzie tego szukać. W Komnacie Tajemnic. Wiedział gdzie jest wejście, wiedział jak tam trafić. W końcu to on był z Harrym w drugiej klasie tutaj by ratować swoją siostrę. Ja niestety leżałam wtedy spetryfikowana w skrzydle szpitalnym. Ale dotarliśmy tam. Szkielet węża leżał tak jak go Harry zostawił. Wyrwaliśmy kilka kłów i jednym z nich zniszczyłam kielich. I szybko opuściliśmy to miejsce wracając na górę. Mieliśmy ze sobą Mapę Huncwotów którą pożyczył nam Harry byśmy mogli go znaleźć. Widziałam go na mapie przez krótką chwilę, później zniknął. Domyśliliśmy się że jest w Pokoju Życzeń. Tam Mapa Huncwotów nie działa. Więc udaliśmy się tam. Znaleźliśmy Harry'ego, ale nie tylko my tam byliśmy. Byli tam nasi wrogowie. Ron zaczął ich gonić i wyzywać i walczyć. A my w dwójkę odszukaliśmy Diadem Roweny Ravenclaw. Pokój Życzeń zaczął płonąć, ale to dlatego że niektóre różdżki współpracują tylko z pierwotnym właścicielem. I ta nie chciała się słuchać. Znaleźliśmy przypadkiem miotły. Chcieliśmy na nich wylecieć. Byliśmy już prawie przy wyjściu, kiedy Harry kazał nam zawrócić i uratować naszych wrogów. I tak zrobiliśmy. Ale jeden z nich zdążył spać w płomienie i zginął. Uratowaliśmy tą dwójkę. Nie podziękowali nawet. Od razu uciekli. Zniszczyliśmy diadem. I wiedzieliśmy że został jeszcze jeden. Z nim Voldemort się nigdy nie rozstaje. Był to jego wąż. Ale i jego udało nam się zabić. Ale zanim to zrobiliśmy od umierającego Dyrektora Hogwartu, który przez pięć pierwszych lat uczył nas Eliksirów, a na szóstym roku OPCM, w tym roku został Dyrektorem, został pokąsany przez tego węża. Snape był umierający. Ale udało mu się powiedzieć nam kilka słów. We łzie przekazał nam kilka swoich wspomnień. Ale nie było czasu. Odnaleźliśmy węża i zabiliśmy go. Wtedy Voldemort nakazał zaprzestania walki na kilka godzin. W tym czasie mieliśmy poległych zabrać z pola walki. A Harry Potter miał się zjawić w Zakazanym Lesie. Ale Harry nie poszedł do lasu. Poszedł do gabinetu dyrektorów. Tam za pomocą myśliodsiewniej odczytał wspomnienia Snape'a. Dowiedział się kilku ciekawych rzeczy. Siedziałam z Ronem na schodach gdy usłyszałam kroki za nami. To był Harry. Zdziwiłam się że nie poszedł do lasu. Z jego miny wywnioskowałam że to co podejrzewałam to prawda. A on to potwierdził. On, Harry był siódmy horkruksem, nieplanowanym przez Voldemorta, więc i on o tym nie wiedział. W chwili w której Voldemort zabił Lily Potter cząstka jego duszy weszła w najbliższą żyjącą istotę, był nią Harry. Tak więc pożegnaliśmy się z Harrym a on odszedł do lasu. Ponad godzinę później przed zamkiem stanęli Śmierciożercy i Voldemort. A w śród nich skuty kajdanami Hagrid nasz gajowy trzymający na rękach ciało Harry'ego. Martwe ciało Harry'ego. Po paru, a może parunastu minutach Harry nagle zeskoczył z rąk Hagrida. Czyli jednak żył. Jego największy wróg pomógł mu. Rzucił mu różdżkę. Jego różdżkę którą wcześniej zabrał mu Voldemort w chwili w której uśmiercił Harry'ego. Harry stoczył z nim walkę. I wygrał. Voldemort zginął. A Śmierciożercy pouciekali. I tak skończyła się Druga Wielka Bitwa o Hogwart. Wiele osób poległo. Zginęła siostra bliźniaczka Parvati, Colin Creevey był wielkim fanem Harry'ego. Zastanawia mnie tylko co on robił wtedy w Hogwarcie. Pochodził z rodziny mugoli. Był mugolakiem jak ja. Młodszy o rok ode mnie. Ale kiedy Voldemort objął władzę w Hogwarcie żaden mugolak nie miał wstępu do szkoły. Więc skąd on się tam wziął? Nie mam pojęcia. Jego młodszy brat Dennis bardzo to przeżył. Ale czemu go wtedy jakoś nie powstrzymał? Jak to się stało że Colin znalazł się tu, a Dennis został w domu? Oni nigdy się nie rozstawali odkąd Dennis trafił również do Hogwartu dwa lata po nimi, oczywiście nie licząc zajęć bo wiadomo, każdy chodził na swoje. Między innymi zginęła również Lavender Brown, była dziewczyna Rona. A także Ron stracił brata Percy przyjął na siebie zaklęcie uśmiercające ratując jednego z bliźniaków, Freda. Fred jest mu za to wdzięczny, George też. Co to za życie bliźniaka bez bliźniaka. Całe życie jest przy tobie osoba taka sama jak ty, z wyglądu, charakteru, macie te same pomysły, wiecie o czym mówicie nie dokańczając zdań, mówicie to samo w tym samym czasie. Wiecie coś o tym prawda? Sami jesteście bliźniakami, no trojaczkami niech będzie. Ale śmierć Percy'ego zabolało mocno nie tylko jego rodzinę i przyjaciół, a chyba można powiedzieć cały świat czarodziei. Pracował w ministerstwie. Był ważny dla wielu osób. Rona i Parvati połączyło zrozumienie, oboje stracili rodzeństwo. Wiedzieli co czuje ta druga osoba. Dobrze im się rozmawiało. I coś między nimi zaiskrzyło. Nie byłam na niego zła kiedy ze mną zerwał. Przeczuwałam że nam nie wyjdzie. Dwa całkiem różne charaktery, nie pasowaliśmy do siebie. Lepiej nam jako przyjaciele. - Odstawiła pusty kielich po kremowym piwie i wstała od stołu. - Idę zapłacić za obiad i wychodzimy. - Uśmiechnęła się do nas.
---------------------------------------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
-Też pani była w sierocińcu? - Spytała Ninnet.
-Nie. Jestem z rodziny mugoli.
-Mugoli? - Spytałam.
-Mugol to osoba nie posiadająca żadnych magicznych zdolności. Czyli ktoś taki jak wasz opiekun pan McGrey. Czy inne dzieciaki w tym ośrodku. Dostałam list i ani ja ani moi rodzice nie wiedzieli o co chodzi. Wy jesteście czarodziejami i pochodzicie z bardzo szlachetnego i starego rodu czarodziejów. W dniu w którym mieliście wypadek, mieliście poznać prawdę. Wasi rodzice chcieli wam powiedzieć że są czarodziejami i że wy też nimi jesteście. Wasi rodzice powiedzieli sobie że chcą dać swoim dzieciom zasmakować trochę mugolskiego życia, a potem pokazać im lepsze życie w świecie magii. Gdy dowiedzieliśmy się że wasza rodzina miała wypadek od razu wysłaliśmy do szpitala w którym byliście Medyków ze Świętego Munga, Szpitala Magicznych Chorób i Urazów. Dlatego Tobie Ninnet tak szybko stan zdrowia się polepszył. W ciągu jednej nocy z krytycznego, śmiertelnego stanu, zostałaś wyleczona do lekkich okaleczeń i obtłuczeń jakie mieli twoja siostra i brat. Nigdy nie zastanawiało was jak to się stało że w tak krótkim czasie obrażenia tak szybko się zmniejszyły?
-Lekarze mówili że to cud. Że rodzice nad nią czuwali i nie pozwolili zginąć. - Odezwałam się.
-A wracając do tematu. Mam nadzieję że chcecie iść do Hogwartu. - Spojrzałam najpierw na siostrę, później na brata i odezwałam się.
-Tak. Chcemy. Jeśli ma to oznaczać że tu nie zostaniemy.
-Hogwart to szkoła w której się mieszka podczas trwania roku szkolnego, a na wakacje trzeba wrócić do domu. Chodźcie czas zrobić zakupy. Weźcie listy ze sobą. - Powiedziała wstając z krzesła.
Z szuflady w szafce nocnej wyciągnęłam list z listą zakupów. I razem opuściliśmy nasz pokój, a następnie schodząc po schodach wyszliśmy z budynku. Wsiedliśmy do samochodu Pani Finnigan i odjechaliśmy sprzed ponurego szarego sierocińca.
Trzydzieści minut później zaparkowała samochód na jednej z mniej odwiedzanej ulic w centrum Londynu.
-Chodźcie. Tędy. - Poszliśmy za nią. Zatrzymała się pod barem. - To jest Dziurawy Kocioł. Pub i hotel dla czarodziejów. Mugole to miejsce widzą trochę inaczej. Wchodzimy. - Powiedziała przepuszczając nas pierwszych w wejściu. Zrobiliśmy kilka kroków i zatrzymaliśmy się.
-Hermiona a ty bez Seamusa tutaj?
-Mam na głowię sprawy Hogwartu. - Wskazała na nas podchodząc do lady i witając się z młodą dziewczyną. Prawdopodobnie w jej wieku. - Co u was?
-A dobrze. Ron z dzieciakami poszedł dziś na Pokątną na zakupy. Może go spotkacie.
-Wątpię. Prawdopodobnie poszedł razem z Seamusem i Harrym do Trzech Mioteł a dzieciaków samych wysłali na zakupy.
-Też jest taka możliwość.
-Dobra Parvati ja muszę iść, ale wpadnę do was jutro wieczorem. Idziemy. - Powiedziała do nas i zaprowadziła na tyły baru. Był to mały kamienny dziedziniec otoczony murem. Wyciągnęła różdżkę i stuknęła w ścianę w kilku miejscach, a ta nagle zaczęła się poruszać tworząc łuk. - Witajcie na ulicy Pokątnej. Tutaj robimy zakupy. Trzymajcie się blisko mnie.
-Eeee a mam takie jedno małe pytanko.
-Słucham?
-Czym mamy zapłacić za zakupy? Nie mamy pieniędzy.
-Wasi rodzice o to zadbali. Każde z was ma skrytkę w Banku Gringotta z pieniędzmi. I właśnie tam udamy się najpierw. - Powiedziała i ruszyła przed siebie, a my za nią. Zrównałam się z nią a ona mówiła dalej. - U Gringotta pracują Gobliny. Nie przestraszcie się. Może i wyglądają na odrażających i są nie mili ale za to uczciwi. Oh zapomniałabym. - Otworzyła swoją małą torebkę, tak zwaną kopertówkę i wsadziła tam całą rękę.
-Eee proszę pani? - Spojrzała na mnie z miną typu "To normalne".
-Ah zaklęcie zmniejszająco zwiększające. W ten sposób dużo ciężkich i dużych rzeczy zmieścisz w małej torbie. A to - Wyciągnęła rękę z torebki w której trzymała teraz trzy klucze. - są klucze do waszych skrytek w banku. 316 Ninnet, 317 Scorie, 318 Eldo. Trzymajcie. - Wręczyła nam nasze klucze. - Już go widać. - Powiedziała wskazując ręką wysoki biały budynek, górujący nad pozostałymi. Z bliska wydaje się być jeszcze większy. - Po Drugiej Wojnie O Hogwart został odnowiony. Jak się przyjrzycie możecie zauważyć dwa odcienie marmuru. - Powiedziała.
-A co się stało że trzeba było odnawiać bank? - Spytałam.
-To skomplikowane żeby móc to tak łatwo wytłumaczyć wam. Opowiem wam to na spokojnie jak skończymy zakupy dobra? - Spytała, a ja kiwnęłam głową. - Wchodzimy.
Pomieszczenie było ogromne. Po obu stronach stały duże i wysokie ławy przy których siedziały Gobliny i pracowały. Podążaliśmy za Hermioną, aż dotarliśmy na drugi koniec pomieszczenia.
-Panna Scorie Mariage, Panna Ninnet Mariage i Pan Eldo Mariage chcieliby dokonać wypłaty. - Powiedziała Hermiona. Z ponad wysokiego stołu wstał i wyjrzał w naszą stronę Goblin.
-A czy rodzeństwo Mariage ma swoje klucze? - Podniosłam swój klucz który dostałam od Hermiony, a moje rodzeństwo zrobiło to samo. - Dobrze. W takim razie zapraszam. - Ruszyliśmy za nim jednym z korytarzy. Wsiedliśmy do wagonu, który ruszył od razu jak ostatnia osoba znalazła się w powozie. Wagon zatrzymał się po dziesięciu minutach jazdy. - Krypta numer 316, 317 i 318. Poproszę kluczę. - Podaliśmy mu je, a on po kolei otworzył wrota krypt i każdy wszedł do swojej. Po otworzeniu krypty zatkało mnie. Góra złota, srebra i brązu.
-To są Galeony, Sykle i Knuty. - Wskazała po kolei na złote, srebrne i brązowe monety. - Siedemnaście Sykli to Jeden Galeon. Dwadzieścia Jeden Knutów to Jeden Sykl. A Trzysta Pięćdziesiąt Siedem Knutów To Jeden Galeon. I taka ciekawostka Sto Sześćdziesiąt Cztery Knuty To Jeden Funt. - Powiedziała wręczyła mi sakwę i wyszła. Spakowałam do niej po dwie garści każdej z trzech rodzajów monet.
Trzy godziny później wychodziliśmy z księgarni Esy i Floresy, a z naszej listy brakowała nam tylko różdżka, miotła i szata.
-Proszę o to i jest Sklep Olivandera. Tu wybierzecie swoje różdżki. A raczej to one wybiorą was.
-Co? - Spytał Eldo wchodząc za Hermioną do sklepu.
-Różdżka sama sobie wybiera czarodzieja. Nie jasne jest jednak dlaczego Panie Mariage. Zdaje mi się jakby zaledwie wczoraj wasza matka i ojciec weszli tu kupić swoje pierwsze różdżki. To naprawdę byli wspaniali czarodzieje. Wypróbuj tę chłopcze. - Powiedział starszy siwy mężczyzna wręczając różdżkę mojemu bratu. Eldo wziął od sprzedawcy do ręki jasną różdżkę, a ta od razu się rozświetliła. - No proszę. Grab, lekko zakrzywiona, twarda, 8 cali, włókno z rogu jednorożca. Panna Scorie. Niech pomyślę. - Powiedział i odszedł gdzieś by po chwili wrócić z pudełkiem z różdżką. Była to ciemna prosta różdżka. Wzięłam ją do ręki a z jej końca zaczęły lecieć iskry. - Nie na pewno nie ta. - Powiedział i ostrożnie zabrał ją ode mnie i poszedł po inną. Ta również była ciemna, przy uchwycie było lekkie wzgrubienie i pasmo wypukłego drewna przechodziło na około do momentu w którym jest zaznaczony koniec uchwytu różki który również był zaznaczony wzgrubieniem, i dalej przechodziło to wypuklenie przez prawie całą długość różdżki w kształcie spirali. Wzięłam ją do ręki a ona rozświetliła się tak samo jak ta w rękach mojego brata. - Cis połączony z Hebanem, giętka, prosta, 16 i pół cala, włókno ze smoczego serca. I Panna Ninnet. Ta powinna być dobra. - Wręczył jej tą różdżkę która w moich rękach zaczęła tryskać iskrami, a w jej rękach rozświetliła się. - Tak Wiśnia, sztywna, 10 cali, włókno z włosa centaura. Wiedziałem że któraś z was będzie miała różdżkę z wiśni.
-Wiedział pan? - Spytała Ninnet.
-Tak. O tuż wasza prababka była Japonką, swojego męża poznała gdy przyjechała pewnego razu na wakacje i się zakochali i osiedlili w Anglii. Piękna historia.
-Zaraz. Znał pan naszą prababcie?
-Wszyscy ją znali. Nie było w Anglii osoby której ona by nie znała i której ona by nie zafascynowała. Była idolką wszystkich czarodziejów. Są cztery książki opisujące jej historię kupicie je w Esie i Floresie. Historia Gejszy Morenez-Mariage. A za każdą różdżkę należy się Galeon i osiem Sykli. - Zapłaciliśmy i wyszliśmy.
-Możemy ...
-Idźcie do Madame Malkin tu za rogiem w prawo, będzie po lewej stronie. A ja wam kupię tę książki.
-Dziękuję. - Powiedziałam i poszliśmy do Madame Malkin po szaty.
-Ooo nowi! - Krzyknęła wesoło starsza kobieta. - Ale was dużo w tym roku. Już wchodźcie na stołki zaraz was wymierzę.
Czterdzieści pięć minut później każde z nas trzymało paczkę z szatami, tiarą i parą rękawic. Przed sklepem czekała na nas pani Finnigan.
-Wszystko macie?
-Jeszcze miotła.
-Jakieś zwierzątka chcecie?
-W sumie, czemu by nie? Tak. - Powiedziałam. Poszliśmy za nią do sklepu. Wybrałam biało brązową fretkę i nazwałam ją Rey. Ninnet wzięła czarnego puszystego kota i nazwała go Ferri. A Eldo również wziął fretkę i nazwał ją Creem. Każdy z nas dostał od Pani Finnigan Sowę. Mogliśmy wybrać sobie jaka nam się podoba. Ja wzięłam biało brązową Płomykówkę i nazwałam ją Elza. Brat wybrał Puchacza i nazwał go Chorn. A siostra wybrała Włochatka, jest to mała sówka i nazwała ją Lykka.
Po wyjściu z Centrum Handlowego Eeylopa poszliśmy jeszcze do sklepu po miotłę. Hermiona powiedziała nam że pierwszoklasiści mają narzuconą z góry miotłę. Każdy uczy się latać na takiej samej, więc nie wyszliśmy zadowoleni stamtąd.
-No to teraz wracamy do Dziurawego Kotła. Pewnie jesteście głodni co? - Weszliśmy z powrotem na tylny dziedziniec Knajpy, a następnie do środka. Zajęliśmy jeden z wolnych stolików i chwilę później przy nas zjawiła się ta sama kobieta, która wcześniej rozmawiała z Panią Finnigan.
-Co dla was?
-To co zawsze.
-Dobrze. A dla was dzieciaki?
-A co macie? - Spytałam nie wiedząc czy w czarodziejskich knajpach je się to samo co w mugolskich.
-Spagetti, zupa grzybowa, grochowa, warzywna, z korzonków, ziemniaki i do wyboru z mięsa macie pierś, skrzydełko, pałkę, udko z kurczaka, żeberka, wołowina, klops, stek i sos serowy, serowo-śmietankowy, grzybowy lub serowo-grzybowy. - Powiedziała z uśmiechem i ze skupieniem na twarzy jakby pierwszy raz od bardzo dawna nie mówiła co mają w karcie. Ale szczerze powiedziawszy jest to duże prawdopodobieństwo że mówiła to pierwszy raz od kilku lat.
-Ziemniaki i żeberka z sosem grzybowym. - Z zamyślenia wyrwał mnie głos brata.
-Ziemniaki z piersią z kurczaka i sos serowo-grzybowy. - Powiedziałam
-Spagetti.
-Coś do picia?
-Macie colę? - Spytałam.
-Mamy. - Zaśmiała się. - Trzy razy podać? - Wszyscy pokiwaliśmy głowami. - Za piętnaście minut dostaniecie posiłki.
-Pani Finnigan?
-Tak Scorie?
-To pani prawda? - Spytałam a jej wyraz twarzy nic nie wyrażał, milczała. - To pani dała pismo w sierocińcu o zakazie naszej adopcji. To pani podszyła się pod naszą wstrętną ciotkę. Czemu?
-Wasi rodzice nie chcieliby byście trafili do rodziny mugoli. Musiałam to zrobić w imię ich przyjaźni.
-To czemu żaden czarodziej nas nie zaadoptował?
-Ministerstwo zabroniło.
-Dlaczego?
-Mówili że wszystkiego dowiecie się w swoim czasie. Mówili że tak będzie lepiej. Ja wiedziałam że tak nie będzie. Chciałam was przygarnąć od razu po tym jak dotarł do nas raport o waszym wypadku. Ale Ministerstwo nie wyraziło zgody. Powiedzieli mi że dowiecie się wszystkiego w wakacje przed wyjazdem do Hogwartu. I powiedzieli że jeśli wy będziecie chcieli, będę mogła was zaadoptować. Zamieszkalibyście ze mną i moją rodziną. Mój mąż Seamus jest ojcem chrzestnym ciebie Ninnet.
-Moglibyśmy zamieszkać z tobą? - Spytałam.
-Tak.
-Wyprowadzić się z sierocińca?
-Tak.
-To najlepsza wiadomość jaką usłyszałam od pięciu lat. - Powiedziałam z uśmiechem.
-Miło mi to słyszeć.
-Czyli że jak ...
-Jak wrócimy do sierocińca, wy spakujecie swoje torby, a ja podpisze papiery o adopcji. - Uśmiechnęła się do nas.
-Proszę. Życzę smacznego. - Powiedziała wesoło Parvati, położyła nasze talerze na stole i odeszła.
-A teraz opowiedz nam co się stało z bankiem. Obiecałaś.
-Tak. Zacznę od tego, że wiele lat temu żył wielki czarnoksiężnik. Wielu czarodziejów się go bało. Stracił jednak swoją moc w momencie w którym chciał uśmiercić małego chłopca. Jego rodzice chcieli za wszelką cenę ocalić swojego jedynego syna. Ale Voldemort, bo tak nazywał się ten czarnoksiężnik odnalazł ich. Najpierw zabił ojca, później krzyczał by kobieta oddała mu swojego syna inaczej też zginie. Oddała swoje życie za synka. Voldemort ją zabił. A gdy wycelował różdżkę w małego Harry'ego i wypowiedział zaklęcie uśmiercające stracił swą moc, a Harry'emu na czole została tylko blizna. Wychowywał się w domu ciotki i wuja mugoli, wrednych mugoli. Dostał list z Hogwartu. Voldemort za wszelką cenę pragnął odzyskać moc. Podczas naszego pierwszego roku okazało się że Voldemort był skryty pod turbanem naszego nauczyciela OPCM chciał wykraść kamień filozoficzny który był ukryty w naszej szkole. A my czyli ja, Harry i Ron chcieliśmy go powstrzymać. Aczkolwiek wtedy podejrzewaliśmy inną osobę. Ale udało nam się powstrzymać Voldemorta. Rok później próbował powrócić pozbawiając mocy młodszej siostry Rona. Został jej podrzucony dziennik którego używał w czasach szkolnych. W którym ukrył cząstkę siebie. I ta jego cząstka hipnotyzowała w jakiś dziwny sposób Ginny. Zmusił ją by otworzyła Komnatę Tajemnic i uwolniła kryjącą się w niej bestię która zabijała patrzących jej w oczy lub petryfikowała patrzących w jej oczy przez odbicie np szkło aparatu, woda, lusterko, odbicie w oknie. Ale Harry odnalazł wejście do Komnaty Tajemnic. Zabił Bazyliszka mieczem Godryka Gryffindora który ukazał mu się w Tiarze Przydziału, którą przyniósł mu Fenix Dyrektora, Harry poprosił Tiarę o pomoc a ta mu jej udzieliła. Następnie zniszczył dziennik kłem Bazyliszka i uratował Ginny. W kolejnym roku nie było śladu słuchu o Voldemorcie, ale niektórzy przeczuwali że coś knuje i za wszelką cenę pragnie powrócić. I udało mu się to dopiero trzynaście lat po incydencie w Dolinie Godryka, domu Potterów. Byliśmy wtedy na czwartym roku w Hogwarcie. W naszej szkole był organizowany Turniej Trójmagiczny. Ale udział w nim wziąć mogli tylko uczniowie którzy mieli skończone siedemnaście lat. Ale ktoś wrzucił kartkę z nazwiskiem Harry'ego do Czary Ognia i ta wylosowała go jako czwartego dodatkowego uczestnika turnieju. Poradził sobie z pierwszym zadaniem. Z drugim również. Trzecie wygrałby razem z przyjacielem, ale Puchar który miał dać im zwycięstwo i sławę przenosząc na plac gdzie wszyscy byliśmy zebrani, my uczniowie z Hogwartu, Beauxbatons i Durmstrangu, kibicujący swoim. Ale puchar przeniósł ich na cmentarz. Czemu tam spytacie? Ponieważ to miejsce było bardzo daleko o Profesora Dumbledore'a w tamtych czasach Dyrektora Hogwartu. Voldemort najbardziej bał się właśnie Dumbledore'a. Voldemort zabił Cedrika i odrodził się na nowo. Harry drugi raz przeżył spotkanie z Voldemortem. Stoczył potyczkę z nim, ale w pewnym momencie wytworzyło się Priori Incantatem i ukazały się ostatnie ofiary Voldemorta jako duchy. Cedrik, jakiś stary dozorca i jego rodzice. Przez kilka sekund po zerwaniu połączenia powstrzymały Voldemorta przed zaatakowaniem Harry'ego. Tyle wystarczyło by podbiec do martwego ciała Cedrika i przywołać Puchar który deportował ich na plac gdzie my byliśmy i czekaliśmy na zwycięzców. Harry wygrał, ale nie cieszył się z tego powodu. Stracił przyjaciela. Cedrik zginął na jego oczach. Obwiniał się później o jego śmierć. Kazał mu złapać Puchar razem z nim. Gdyby tego nie zrobił. Gdyby sam złapał puchar Cedrik by żył. Rok później Voldemort zaatakował kilkoro nas wraz ze swymi Śmierciożercami. Z rąk jednej z jego popleczników, niejakiej Belatrix Lestrange zginął ojciec chrzestny Harry'ego. To była jego jedyna rodzina. Podczas kolejnego roku Voldemort i jego poplecznicy atakowali wiele osób. Pod koniec roku szkolnego zabito Dumbledore'a. Harry powiedział że dokończy to co zaczął Dumbledore. Znajdzie horkruksy i zniszczy je. Wtedy Voldemort będzie śmiertelny i będzie można go zabić. Harry już zniszczył kiedyś jeden horkruks. Dziennik Toma Riddla na drugim roku. Dumbledore zniszczył pierścień jego matki. W noc w którą zginął Dumbledore, Harry był z nim na jakiejś wyspie by zdobyć kolejny horkruks. I znaleźli go. Po powrocie Dumbledore'a zabito. Później okazało się że ten medalion to fałszywka. Ja i Ron jako jego przyjaciele postanowiliśmy razem z nim nie wracać na siódmy rok do szkoły i szukać horkruksów. Znalezienie pierwszego było łatwe. W zasadzie mieliśmy farta. Ale zniszczenie go było ciężkie. Żadne zaklęcie nie chciało go zniszczyć. Później się domyśliłam. Horkruksy można zniszczyć jadem bazyliszka. A także mieczem Godryka Gryffindora, dlatego że miecz ten przebił bazyliszka wsiąknął w siebie jego moc. Zniszczyliśmy medalion. Dowiedzieliśmy się że kolejny horkruks znajduje się w banku Gringotta. Dostaliśmy się tam. Okazało się że skrytki Belatrix Lestrange strzeże smok, ale zaprzyjaźniony goblin pokazał nam jak bezpiecznie przejść obok smoka. Weszliśmy do skrytki i narobiliśmy trochę bałaganu. Bo jak się okazało wszystko było zaczarowane. To co się dotknęło mnożyło się. Ale udało nam się zdobyć pucharek który był horkruksem. Wtedy goblin się od nas odwrócił. Zabrał miecz i odszedł. Mieliśmy właśnie też wychodzić ale zjawili się straże. Jedyne co mogliśmy wtedy zrobić to to co zrobiliśmy. Czyli wskoczyliśmy na smoka i wyfrunęliśmy spod ziemi na nim. Musieliśmy skakać z niego podczas lotu do wody. Harry miał wizję i dowiedział się że kolejny horkruks znajduje się w Hogwarie. Więc tam się udaliśmy. A nie było to łatwe gdyż Hogwartem rządził Voldemort i Śmierciożercy. Ale udało nam się. Gwardia Dumbeldore'a czyli nasi przyjaciele pomogli nam w poszukiwaniu horkruksa. Wiedzieliśmy tylko że jest to coś małego i należało do Roweny Ravenclaw. Mnie i Rona Harry wysłał w poszukiwaniu czegoś czym zniszczymy horkruksy. Ron wiedział gdzie tego szukać. W Komnacie Tajemnic. Wiedział gdzie jest wejście, wiedział jak tam trafić. W końcu to on był z Harrym w drugiej klasie tutaj by ratować swoją siostrę. Ja niestety leżałam wtedy spetryfikowana w skrzydle szpitalnym. Ale dotarliśmy tam. Szkielet węża leżał tak jak go Harry zostawił. Wyrwaliśmy kilka kłów i jednym z nich zniszczyłam kielich. I szybko opuściliśmy to miejsce wracając na górę. Mieliśmy ze sobą Mapę Huncwotów którą pożyczył nam Harry byśmy mogli go znaleźć. Widziałam go na mapie przez krótką chwilę, później zniknął. Domyśliliśmy się że jest w Pokoju Życzeń. Tam Mapa Huncwotów nie działa. Więc udaliśmy się tam. Znaleźliśmy Harry'ego, ale nie tylko my tam byliśmy. Byli tam nasi wrogowie. Ron zaczął ich gonić i wyzywać i walczyć. A my w dwójkę odszukaliśmy Diadem Roweny Ravenclaw. Pokój Życzeń zaczął płonąć, ale to dlatego że niektóre różdżki współpracują tylko z pierwotnym właścicielem. I ta nie chciała się słuchać. Znaleźliśmy przypadkiem miotły. Chcieliśmy na nich wylecieć. Byliśmy już prawie przy wyjściu, kiedy Harry kazał nam zawrócić i uratować naszych wrogów. I tak zrobiliśmy. Ale jeden z nich zdążył spać w płomienie i zginął. Uratowaliśmy tą dwójkę. Nie podziękowali nawet. Od razu uciekli. Zniszczyliśmy diadem. I wiedzieliśmy że został jeszcze jeden. Z nim Voldemort się nigdy nie rozstaje. Był to jego wąż. Ale i jego udało nam się zabić. Ale zanim to zrobiliśmy od umierającego Dyrektora Hogwartu, który przez pięć pierwszych lat uczył nas Eliksirów, a na szóstym roku OPCM, w tym roku został Dyrektorem, został pokąsany przez tego węża. Snape był umierający. Ale udało mu się powiedzieć nam kilka słów. We łzie przekazał nam kilka swoich wspomnień. Ale nie było czasu. Odnaleźliśmy węża i zabiliśmy go. Wtedy Voldemort nakazał zaprzestania walki na kilka godzin. W tym czasie mieliśmy poległych zabrać z pola walki. A Harry Potter miał się zjawić w Zakazanym Lesie. Ale Harry nie poszedł do lasu. Poszedł do gabinetu dyrektorów. Tam za pomocą myśliodsiewniej odczytał wspomnienia Snape'a. Dowiedział się kilku ciekawych rzeczy. Siedziałam z Ronem na schodach gdy usłyszałam kroki za nami. To był Harry. Zdziwiłam się że nie poszedł do lasu. Z jego miny wywnioskowałam że to co podejrzewałam to prawda. A on to potwierdził. On, Harry był siódmy horkruksem, nieplanowanym przez Voldemorta, więc i on o tym nie wiedział. W chwili w której Voldemort zabił Lily Potter cząstka jego duszy weszła w najbliższą żyjącą istotę, był nią Harry. Tak więc pożegnaliśmy się z Harrym a on odszedł do lasu. Ponad godzinę później przed zamkiem stanęli Śmierciożercy i Voldemort. A w śród nich skuty kajdanami Hagrid nasz gajowy trzymający na rękach ciało Harry'ego. Martwe ciało Harry'ego. Po paru, a może parunastu minutach Harry nagle zeskoczył z rąk Hagrida. Czyli jednak żył. Jego największy wróg pomógł mu. Rzucił mu różdżkę. Jego różdżkę którą wcześniej zabrał mu Voldemort w chwili w której uśmiercił Harry'ego. Harry stoczył z nim walkę. I wygrał. Voldemort zginął. A Śmierciożercy pouciekali. I tak skończyła się Druga Wielka Bitwa o Hogwart. Wiele osób poległo. Zginęła siostra bliźniaczka Parvati, Colin Creevey był wielkim fanem Harry'ego. Zastanawia mnie tylko co on robił wtedy w Hogwarcie. Pochodził z rodziny mugoli. Był mugolakiem jak ja. Młodszy o rok ode mnie. Ale kiedy Voldemort objął władzę w Hogwarcie żaden mugolak nie miał wstępu do szkoły. Więc skąd on się tam wziął? Nie mam pojęcia. Jego młodszy brat Dennis bardzo to przeżył. Ale czemu go wtedy jakoś nie powstrzymał? Jak to się stało że Colin znalazł się tu, a Dennis został w domu? Oni nigdy się nie rozstawali odkąd Dennis trafił również do Hogwartu dwa lata po nimi, oczywiście nie licząc zajęć bo wiadomo, każdy chodził na swoje. Między innymi zginęła również Lavender Brown, była dziewczyna Rona. A także Ron stracił brata Percy przyjął na siebie zaklęcie uśmiercające ratując jednego z bliźniaków, Freda. Fred jest mu za to wdzięczny, George też. Co to za życie bliźniaka bez bliźniaka. Całe życie jest przy tobie osoba taka sama jak ty, z wyglądu, charakteru, macie te same pomysły, wiecie o czym mówicie nie dokańczając zdań, mówicie to samo w tym samym czasie. Wiecie coś o tym prawda? Sami jesteście bliźniakami, no trojaczkami niech będzie. Ale śmierć Percy'ego zabolało mocno nie tylko jego rodzinę i przyjaciół, a chyba można powiedzieć cały świat czarodziei. Pracował w ministerstwie. Był ważny dla wielu osób. Rona i Parvati połączyło zrozumienie, oboje stracili rodzeństwo. Wiedzieli co czuje ta druga osoba. Dobrze im się rozmawiało. I coś między nimi zaiskrzyło. Nie byłam na niego zła kiedy ze mną zerwał. Przeczuwałam że nam nie wyjdzie. Dwa całkiem różne charaktery, nie pasowaliśmy do siebie. Lepiej nam jako przyjaciele. - Odstawiła pusty kielich po kremowym piwie i wstała od stołu. - Idę zapłacić za obiad i wychodzimy. - Uśmiechnęła się do nas.
---------------------------------------------------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ
wtorek, 12 maja 2015
Rozdział 1
Pewnego dnia, w pewnym mieście były sobie dwie siostry bliźniaczki. Ninneta miała krótkie włosy, a Scorie długie, obie miały je piękne, gęste i w blondzie, miały również błękitne oczy, które potrafią wejrzeć człowiekowi w duszę. Jednego dnia gdy bawiły się w ogrodzie. Scorie zrobiła coś dziwnego, coś niemożliwego. Jej siostra zaczęła krzyczeć i pobiegła do mamy.
-Mamo! Tato! Scorie oszalała! To wariatka! Mamo! Boję się jej! - Krzyczała chowając się za plecami matki gdy jej siostra wbiegła za nią do salonu.
-Co ty mówisz Ninnet?
-Mamo my się tylko bawiłyśmy ... - Zaczęła Scorie, ale krzyk siostry jej przerwał.
-Nie mamo! Nie wierz jej! Ona ześwirowała! Najpierw rzuciła kamieniem, który przebił na wylot drzewo! A później podskoczyła na wysokość kilku metrów i usiadła na gałęzi! Następnie zeskakując, wręcz spadając! Upadła płasko na ziemię i nic jej się nie stało!
-Scorie?
-Tato, ja nie. Ona kłamie. Ja przecież ... To niemożliwe. - Tłumaczyła się.
-Ninnet zwariowała. - Powiedział z uśmieszkiem ich brat, również bliźniak.
-Scorie idź do siebie. Ty też Eldo. - Powiedziała matka a dziewczynka zaczęła kierować się do drzwi po drugiej stronie salonu. A chłopak krzycząc że wychodzi do kolegi wybiegł z domu. - Ninnet nie wolno wymyślać takich rzeczy. Co ty sobie myślisz? - Więcej Scorie nie usłyszała bo zaczęła wchodzić po schodach na górę. Czuła się okropnie. Okłamała rodziców prosto w twarz. Uczyniła z siostry kłamczuchę i wariatkę. A to przecież z nią jest coś nie tak. Dziwiła się jak tego dokonała. Co się z nią dzieje? Zaczęła bać się samej siebie.
Paręnaście dni później w piątkę jechali na małe wakacje. Było późno, ciemno i padał deszcz. Ojciec stracił panowanie nad wozem.
-Kamel zrób coś! - Krzyknęła kobieta.
-Penelop nie mogę! Nie mam panowania nad wozem! Trzymajcie się! - W wozie dało się słyszeć krzyki dzieci. Samochód zaczął dachować, zrobił kilka koziołków na ulicy, na końcu trafiając z wielką siłą w drzewo. I nagle wszystko ucichło.
Ciemność. Wszędzie ciemność. Wrzaski. Szarpaniana. Krzyki. Uderzenie i szarpnięcie. Ciemność i cisza. Huk. Przebudziłam się gwałtownie. Wróciły do mnie wspomnienia sprzed utraty przytomności. Obudziłam się z krzykiem. I zaczęłam się wiercić aż spadłam z łóżka na którym leżałam i nie wiem skąd się na nim znalazłam. Przy upadku zabolała mnie ręka i poczułam jak coś spływa mi po przedramieniu. Spojrzałam na lewą rękę ściekała po niej krew z małej rany po ... igle?
-Spokojnie. Bez gwałtownych ruchów. Uspokój się jesteś bezpieczna. - Mówiła do mnie kobieta ubrana na biało. Powoli uspokoiłam oddech. A ona w tym czasie opatrzyła moją ranę.
-Co się stało? Gdzie ja jestem?
-Jesteś w szpitalu. Miałaś wypadek.
-Wypadek? Ja? A reszta? - I nagle wszystko do mnie wróciło. Uświadomiłam sobie co się stało.
-Twój brat jest jeszcze nieprzytomny ale bardzo dobrze się trzyma. A siostra jest w ciężkim stanie.
-A rodzice? - Milczała. - Co z mamą? I tatą? - Spojrzałam jej prosto w oczy. Odwróciła wzrok i powiedziała.
-Przykro mi kochanie. Nie przeżyli.
-NIEEEEEEE! KŁAMIESZ!
-Uspokój się. Wiem że to dla ciebie szok. - Powiedziała i przytuliła mnie pocieszająco.
-Nie. To nie może być prawda.
PIĘĆ LATA PÓŹNIEJ
-Eldo! Nie! Błagam przestań! - Krzyczałam przez łzy i śmiech.
-A przyznasz mi rację?
-Dobra! Przyznaję!
-Przyznajesz co?
-Jesteś mądry! - Krzyknęłam i w końcu przestał mnie łaskotać. Szybko wstałam z łóżka odbiegając do swojego po drugiej stronie pokoju. - Mądry inaczej! - Krzyknęłam i wytknęłam mu język, a ten rzucił we mnie poduszką, ale zdążyłam się schylić.
-Jesteś wredna!
-Wiem braciszku. - Powiedziałam a on posłał mi mordercze spojrzenie. - Wiesz że na mnie to nie działa?
-Wiem. Niestety.
Huu Huu! Huu Huu!
-Co to było? - Powiedzieliśmy we trójkę. Wow moja siostra oderwała się od książki. I razem podeszliśmy do otwartego okna. Wyjrzałam na zewnątrz. Nim się zorientowałam coś frunęło w naszą stronę. Schyliłam się a do pokoju wleciały trzy sowy. Każda usiadła na ramię jednego łóżka i zahuczała przyjaźnie. Niepewnie podeszłam do tej która usiadła na moim łóżku, kątem oka widziałam jak moje rodzeństwo robi to samo. Sowa wyciągnęła w moją stronę nóżkę do której miała coś przywiązane. Rozwinęłam fioletową wstążeczkę i okazało się że to list.
Spojrzałam ze zdziwieniem na kopertę. Ale otworzyłam ją.
Szanowna Panno Scorie Lindsey Mariage, mam zaszczyt poinformować Panią, że została Pani przyjęta do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie.
A oto lista zakupów na pierwszy rok w Hogwarcie.
-Dwa komplety czarnych szat
-Tiara
-Rękawicę ochronne
-Różdżka
-Jeden cynowy kociołek rozmiar dwa
-Standardowe składniki do ważenia eliksirów
-Zwoje pergaminu
-Pióro
-Atrament
-Miotła
Podręczniki:
-Trasmutacja I Stopień - Leona Kalwaris
-Ważenie Eliksirów dla Początkujących - Igor Weerles
-Standardowa Księga Zaklęć I - Seneka Quinte
-Obrona Przed Czarną Magią Księga I - Quinetta Selwee
-Historia Magii Klasa I - Austin Dahne
-Zielarstwo I Stopień - Klaudien Senetrin
-Poznajemy Magiczne Stworzenia - Sawier Nulon
Każdy student może posiadać sowę, kota, ropuchę lub fretkę. W kopercie znajduję się również bilet na pociąg. Proszę pamiętać że Pociąg Hogwart Ekspres odjeżdża ze stacji numer 9 i 3/4 o 11:00 Pierwszego września.
-Czy któreś z was wie o co chodzi? - Spytałam.
-Nie mam bladego pojęcia.
-Napisali że ktoś się po nas zgłosi. Poczekajmy, a się przekonamy o co chodzi.
---------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
-Mamo! Tato! Scorie oszalała! To wariatka! Mamo! Boję się jej! - Krzyczała chowając się za plecami matki gdy jej siostra wbiegła za nią do salonu.
-Co ty mówisz Ninnet?
-Mamo my się tylko bawiłyśmy ... - Zaczęła Scorie, ale krzyk siostry jej przerwał.
-Nie mamo! Nie wierz jej! Ona ześwirowała! Najpierw rzuciła kamieniem, który przebił na wylot drzewo! A później podskoczyła na wysokość kilku metrów i usiadła na gałęzi! Następnie zeskakując, wręcz spadając! Upadła płasko na ziemię i nic jej się nie stało!
-Scorie?
-Tato, ja nie. Ona kłamie. Ja przecież ... To niemożliwe. - Tłumaczyła się.
-Ninnet zwariowała. - Powiedział z uśmieszkiem ich brat, również bliźniak.
-Scorie idź do siebie. Ty też Eldo. - Powiedziała matka a dziewczynka zaczęła kierować się do drzwi po drugiej stronie salonu. A chłopak krzycząc że wychodzi do kolegi wybiegł z domu. - Ninnet nie wolno wymyślać takich rzeczy. Co ty sobie myślisz? - Więcej Scorie nie usłyszała bo zaczęła wchodzić po schodach na górę. Czuła się okropnie. Okłamała rodziców prosto w twarz. Uczyniła z siostry kłamczuchę i wariatkę. A to przecież z nią jest coś nie tak. Dziwiła się jak tego dokonała. Co się z nią dzieje? Zaczęła bać się samej siebie.
Paręnaście dni później w piątkę jechali na małe wakacje. Było późno, ciemno i padał deszcz. Ojciec stracił panowanie nad wozem.
-Kamel zrób coś! - Krzyknęła kobieta.
-Penelop nie mogę! Nie mam panowania nad wozem! Trzymajcie się! - W wozie dało się słyszeć krzyki dzieci. Samochód zaczął dachować, zrobił kilka koziołków na ulicy, na końcu trafiając z wielką siłą w drzewo. I nagle wszystko ucichło.
Ciemność. Wszędzie ciemność. Wrzaski. Szarpaniana. Krzyki. Uderzenie i szarpnięcie. Ciemność i cisza. Huk. Przebudziłam się gwałtownie. Wróciły do mnie wspomnienia sprzed utraty przytomności. Obudziłam się z krzykiem. I zaczęłam się wiercić aż spadłam z łóżka na którym leżałam i nie wiem skąd się na nim znalazłam. Przy upadku zabolała mnie ręka i poczułam jak coś spływa mi po przedramieniu. Spojrzałam na lewą rękę ściekała po niej krew z małej rany po ... igle?
-Spokojnie. Bez gwałtownych ruchów. Uspokój się jesteś bezpieczna. - Mówiła do mnie kobieta ubrana na biało. Powoli uspokoiłam oddech. A ona w tym czasie opatrzyła moją ranę.
-Co się stało? Gdzie ja jestem?
-Jesteś w szpitalu. Miałaś wypadek.
-Wypadek? Ja? A reszta? - I nagle wszystko do mnie wróciło. Uświadomiłam sobie co się stało.
-Twój brat jest jeszcze nieprzytomny ale bardzo dobrze się trzyma. A siostra jest w ciężkim stanie.
-A rodzice? - Milczała. - Co z mamą? I tatą? - Spojrzałam jej prosto w oczy. Odwróciła wzrok i powiedziała.
-Przykro mi kochanie. Nie przeżyli.
-NIEEEEEEE! KŁAMIESZ!
-Uspokój się. Wiem że to dla ciebie szok. - Powiedziała i przytuliła mnie pocieszająco.
-Nie. To nie może być prawda.
PIĘĆ LATA PÓŹNIEJ
-Eldo! Nie! Błagam przestań! - Krzyczałam przez łzy i śmiech.
-A przyznasz mi rację?
-Dobra! Przyznaję!
-Przyznajesz co?
-Jesteś mądry! - Krzyknęłam i w końcu przestał mnie łaskotać. Szybko wstałam z łóżka odbiegając do swojego po drugiej stronie pokoju. - Mądry inaczej! - Krzyknęłam i wytknęłam mu język, a ten rzucił we mnie poduszką, ale zdążyłam się schylić.
-Jesteś wredna!
-Wiem braciszku. - Powiedziałam a on posłał mi mordercze spojrzenie. - Wiesz że na mnie to nie działa?
-Wiem. Niestety.
Huu Huu! Huu Huu!
-Co to było? - Powiedzieliśmy we trójkę. Wow moja siostra oderwała się od książki. I razem podeszliśmy do otwartego okna. Wyjrzałam na zewnątrz. Nim się zorientowałam coś frunęło w naszą stronę. Schyliłam się a do pokoju wleciały trzy sowy. Każda usiadła na ramię jednego łóżka i zahuczała przyjaźnie. Niepewnie podeszłam do tej która usiadła na moim łóżku, kątem oka widziałam jak moje rodzeństwo robi to samo. Sowa wyciągnęła w moją stronę nóżkę do której miała coś przywiązane. Rozwinęłam fioletową wstążeczkę i okazało się że to list.
Panna Scorie Lindsey Mariage
Sierociniec imienia Anny Woolden
Anglia, Londyn ulica North Sun Street 8
6 Piętro, Pokój 136, łóżko pod oknem
Szanowna Panno Scorie Lindsey Mariage, mam zaszczyt poinformować Panią, że została Pani przyjęta do Szkoły Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie.
A oto lista zakupów na pierwszy rok w Hogwarcie.
-Dwa komplety czarnych szat
-Tiara
-Rękawicę ochronne
-Różdżka
-Jeden cynowy kociołek rozmiar dwa
-Standardowe składniki do ważenia eliksirów
-Zwoje pergaminu
-Pióro
-Atrament
-Miotła
Podręczniki:
-Trasmutacja I Stopień - Leona Kalwaris
-Ważenie Eliksirów dla Początkujących - Igor Weerles
-Standardowa Księga Zaklęć I - Seneka Quinte
-Obrona Przed Czarną Magią Księga I - Quinetta Selwee
-Historia Magii Klasa I - Austin Dahne
-Zielarstwo I Stopień - Klaudien Senetrin
-Poznajemy Magiczne Stworzenia - Sawier Nulon
Każdy student może posiadać sowę, kota, ropuchę lub fretkę. W kopercie znajduję się również bilet na pociąg. Proszę pamiętać że Pociąg Hogwart Ekspres odjeżdża ze stacji numer 9 i 3/4 o 11:00 Pierwszego września.
Miłego dnia,
Marietta Hopkins
PS. W wakacje zgłosi się z pomocą do Pani i Pani rodzeństwa jeden z naszych pracowników.-Czy któreś z was wie o co chodzi? - Spytałam.
-Nie mam bladego pojęcia.
-Napisali że ktoś się po nas zgłosi. Poczekajmy, a się przekonamy o co chodzi.
---------------------------------------
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)